Początki ochronki w Mielżynie. Rok 1859 widziany oczami sióstr i ks. Hilarego Koszutskiego

0
Bojanowski czyta list.

11 kwietnia 1859 roku w Mielżynie rozpoczęła działalność ochronka prowadzona przez Służebniczki. Był to początek dzieła, które z czasem mocno wpisało się w życie miejscowej społeczności. O pierwszych miesiącach jej działalności zachowało się kilka niezwykle ciekawych listów.

Nie są to późniejsze wspomnienia ani opowieści spisane po latach. To korespondencja z 1859 roku – pisana wtedy, gdy wszystko dopiero się zaczynało. Dzięki niej możemy zobaczyć Mielżyn, siostry, dzieci i mieszkańców niemal takimi, jakimi byli w pierwszym roku istnienia ochronki.

Wśród zachowanych świadectw szczególne miejsce zajmują listy ks. Hilarego Koszutskiego oraz jeden list s. Nepomuceny Chwiałkowskiej do Edmunda Bojanowskiego.


Pierwsze tygodnie ochronki

List s. Nepomuceny Chwiałkowskiej do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 8 maja 1859

N.B.P.J.Ch.

Przepraszam Pana Dobrodzieja, żem tak długo nie pisała do Pana Dobrodzieja, ponieważ się spodziewałam, że Pan Dobrodziej do nas przyjedzie, a mimo tego miałam dużo innego zatrudnienia. Dziennika nie przysyłam Panu Dobrodziejowi, ale na końcu maja poślę z obydwóch miesięcy. Bardzo mało czasu miałyśmy na pracę we dworze, dlatego żeśmy musiały rozpocząć w swoim ogrodzie robić.

W ogrodzie jużeśmy kartofle posadziły, teraz sadzimy w polu. Byłyśmy też kilka dni u Księdza Proboszcza na pracy. Dzieci dzięki Bogu chętnie chodzą do Ochronki, dosyć są skrzętne do wszystkiego, a tym bardziej że nas Ojciec codziennie odwiedza.

Wielkanoc my dzięki Bogu bardzo miały dobrą. Pisałyśmy do Matki do Jaszkowa w poniedziałek wielkanocny i spodziewamy się w maju Matki, że do nas przyjedzie. Dostałyśmy grochu do sadzenia od ludzi i wiele innych rzeczy: jaj, bonu, masła, sera, chleba. Zresztą, wszystko dobrze pomiędzy nami.

Upadamy do nóg, całujemy rączki Panu Dobrodziejowi i polecamy się modlitwom Panu Dobrodziejowi my, niegodne Służebniczki NMP Bogarodzicy.

N. Chwi[a]łkowska

Siostry w Podrzeczu pozdrawiamy serdecznie.

Co widzimy w tym pierwszym świadectwie?

To bardzo krótki, ale niezwykle konkretny obraz początków. Siostry zajmują się dziećmi, ale równocześnie pracują w ogrodzie, w polu i u proboszcza. Ochronka nie jest więc jeszcze instytucją posiadającą rozbudowane zaplecze. Jest małą wspólnotą, która musi sama zatroszczyć się o swoje utrzymanie.

Ważna jest również informacja o mieszkańcach. Siostry otrzymują od nich groch, jajka, masło, ser i chleb. Już w pierwszych tygodniach pojawia się więc pomoc miejscowej ludności.

A o dzieciach Nepomucena pisze krótko:

„Dzieci dzięki Bogu chętnie chodzą do Ochronki”.


„Dzieci bardzo się już przywiązały do Sióstr”

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 9 maja 1859

+ N.B.P.J.Chr.

Łaskawy Panie Dobrodzieju!

Szczerym było moim życzeniem z Poznania, po odbytym terminie w sądzie apelacyjnym, przejechać się do Jaszkowa, ale żal mi było nadzwyczajnie przez tyle dni opuścić nabożeństwo majowe, które wilią wyjazdu mego rozpocząłem. Wolałem przeto sobie tej dowolnej przyjemności na teraz odmówić i do czasu dogodniejszego pozostawić, jeżeli Bóg życia i zdrowia dozwoli.

Siostry nasze są z łaski Najwyższego Boga zdrowe i o ile mnie spostrzeżenia moje nie mylą, zadowolnione ze swego stanowiska i zawsze pełne dobrych chęci, wesołe i ochocze przy dziennych zatrudnieniach swoich. Zwykła ich odpowiedź na zapytanie moje, czy nie tęsknią za matką lub rodzinnymi stronami, że nie mają czasu do tęsknienia i myślenia o innych stronach. Dzieci bardzo się już przywiązały do Sióstr i zgromadzają się dosyć licznie w Ochronce. Znajdują się, zwłaszcza na wsi, niektóre jeszcze rodziny zbyt uprzedzone do Ochrony i dlatego nie posyłają tam swoich dzieci tłumacząc się tym, żeby tam dzieci płakały. Dziś po Mszy św. poszła Siostra Nepomucena do tych domów komorniczych, ażeby rodziców wyleczyć z tego uprzedzenia; i mam w Bogu nadzieję, że i ta przeszkoda z czasem zniknie, gdy się rodzice gruntownie o celu i skutkach Ochronki pod przewodnictwem Służebniczek B[oga] R[odzicy] przekonają.

Wielkie zwycięstwo odniosły już nasze Siostry w mieście, bo wszystkie nieomal dzieci regularnie do Ochronki ładnie uczesane, umyte i chędogo przyodziane przybywają, a w Ochronie bardzo już grzecznie ze złożonymi rączkami siedzą, Sióstr słuchają i martwią się niemało, jeżeli niegrzecznością Siostrę rozgniewają, lubo się Siostry nigdy nie gniewają, jak to dzieci w domu rodzicom opowiadają. Wszystkie dziatki z wesołymi zawsze twarzyczkami na stopniach siedzą i słuchają pilnie, co im Siostra powiada. Lubo dopiero o pierwszej z południa do Ochronki przychodzić mają, to Siostry im się opędzić nie mogą, bo zaledwie obiadek swój w domu zjadły, już stoją przy dzwonku i proszą się o wpuszczenie do Ochronki. Jeżeli Pan Bóg tak dalej błogosławić będzie działaniom Sióstr, to z czasem będzie Bóg wielką miał chwałę, a ludzie niemałą pociechę z tych dziatek, które z Ochronki naszej wyszły. Wszystko w ręku Boga!

Będąc 3-go bm. u Ks. prof. Brzezińskiego i Ks. Koźmiana dowiedziałem się, że się tam Pana Dobr[odzieja] spodziewali. Wspomniałem tym gorliwym kapłanom o zamiarze Pańskim założenia drugiego Nowicjatu w Mielżynie i o najdogodniejszym domie, który teraz właśnie jest do nabycia; bo właściciel tegoż z Gniezna, Andrzej Pierzchalski, pisał do mnie 27-go kwietnia, robiąc pierwszy krok w tym celu. Siostra Matylda zna ten dom już, była w nim przed dwoma laty Ochronka nasza. Prócz 3 bardzo obszernych pokoi na dole, ma jeszcze 2 mniejsze pokoje na dole i 2 na górze, sklepy bardzo trwałe i wygodne, podwórze obszerne, stajnię, chlewy, ogród zaraz przy domie i parcelę z trzech mórg dużych za miastem. Jeżeliby Pan Dobr[odziej] zamiaru swego dotąd nie zmienił, byłoby najlepiej, gdyby się Pan Dobr[odziej] mógł do nas przejechać i na miejscu o wszystkim dokładniej się przekonać. Ucieszyłbym się z Siostrami naszymi przy tej sposobności łaskawym odwiedzinom Pańskim.

Obecnie są Siostry ciągle zatrudnione sadzeniem kartofli, grochu i bonu na swych rolach; a gdy się te roboty skończy, będą musiały myśleć o sadzeniu ćwikły, brukwi i kapusty na parceli, którą w przyszłym tygodniu zorać już mają. Lud nasz lubo ubogi, pamięta przecież o potrzebach Sióstr i dzieli się z nimi już to kartoflami, już to kapustą, grochem, bonem, masłem, serem, jajami itp., a przy tym wszystkim czuje jakieś niepojęte dla nich uszanowanie, nie nazywając je inaczej, jak zakonnice. Zdaje się, że Bóg obrał je sobie za narzędzie szczególniejsze, by przez te słabe i pokorne istoty moc i miłosierdzie swoje w naszych stronach rozsiewać. Bogu też tylko je polecam i w Nim całą nadzieję moją pokładam co do tego zawiązku ubożuchnego u nas.

Polecam się pobożnym modłom

ks. Koszutski

Komentarz

Ten list daje nam znacznie szerszy obraz. Koszutski widzi już pierwsze rezultaty pracy sióstr. Dzieci są czyste, uczesane, przychodzą regularnie i chętnie uczestniczą w zajęciach.

Jednocześnie widzimy, że nie wszyscy mieszkańcy od razu zaakceptowali ochronkę. Siostra Nepomucena chodzi do domów komorniczych i próbuje przekonać rodziców.

W tym samym liście pojawia się niezwykle ważna informacja o wcześniejszej ochronce. Koszutski pisze o domu Andrzeja Pierzchalskiego:

„Siostra Matylda zna ten dom już, była w nim przed dwoma laty Ochronka nasza.”

Jest to świadectwo istnienia wcześniejszej ochronki około 1857 roku. Sam list nie pozwala jednak powiedzieć, kto ją prowadził ani dokładnie jak długo działała. Tego nie będziemy dopowiadać.


Dom dla nowicjatu i ochronki

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 31 maja 1859

+ N.B.P.J.Chr.

Łaskawy Panie Dobrodzieju!

Podług życzenia Pańskiego wynurzonego mi przez Siostrę Matyldę w dniu 28-go bm., rozmierzyłem w jej przytomności wszystkie pokoje domu w naszym miasteczku na rynku położonego, a będącego własnością Andrzeja Pierzchalskiego, stolarza z Gniezna. Rozmiar pokoi tego domu podaję tu Panu z takim oznaczeniem, jakie Siostra Matylda na przypadek urządzenia w nim Nowicjatu takowym nadała. Na dole byłyby następujące pokoje:

  1. Ochronka mająca długości 21 stóp, szerokości 16 stóp, wysok. 9 stóp
  2. Refektarz 14 stóp długości, 14 stóp szerokości
  3. Dormitarz pierwszy 16 stóp długości, 15 stóp szerokości
  4. „drugi”
  5. Kuchnia pierwsza 13 stóp długości, 10 stóp szerokości
  6. „druga” 10 stóp długości, 10 stóp szerokości

Na górze znajdują się, prócz wygodnego pomieszczenia do wieszania bielizny na niższej i wyższej górze – dwa pokoje:

  1. Pokój ma długości 24 stóp, szerokości 16 stóp, wysokości 7 stóp
  2. Pokój długości 15 stóp, szerokości 13 stóp

Do każdego pokoju należy poddasze z oddzielnym wchodem z pokoju, pod zamknięciem. Trzy obszerne i bardzo trwałe sklepy z dwoma wnijściami, jednym ze dworu, drugim z pokoju, z drzwiami żelaznymi, kratami warownymi i hakami do wieszania mięsa, nadto z licznymi framugami (do mleka), powiększają także niemało wartość tego domu.

W podwórku dosyć obszernym stoi stajnia na 12 koni i obórka na 3 krowy pod jednym dachem; budyneczek ten jest z cegły palonej pod dachówką. Z małym kosztem można by ten budynek urządzić na pomieszczenie kilku krów, trzody chlewnej i drobiu, zwłaszcza że 10.000 surówki mam już na podobny cel z roku zeszłego przysposobionej. Za podwórkiem bezpośrednio leży ogródek ze studnią, który by można urządzić do zabawy dla dzieci ochronkowych.

Właśnie dnia dzisiejszego przybył tu na targ z Gniezna A. Pierzchalski i zapytał się mnie powtórnie, czybym tego domu od niego nie nabył. Żądał 1000 tal., a spuścił go ostatecznie na 800 tal., dodawszy, że za tę cenę takowy nabył; nadto dodał, że nie żąda razem całkowitej sumy, tylko przystaje na spłacanie w dowolnych ratach, z opłaceniem procentu od kapitału na gruncie będącego. W trzy godziny po odejściu Pierzchalskiego dowiedziałem się od miejscowego burmistrza, że jeden z tutejszych Żydów dawał mu za tenże dom 600 tal., a że P[ierzchalski] spuścił mu go już na 700 tal., że zaś dziś Żyd ten już o nabyciu tego domu wcale nie myśli. Dodać tu jeszcze muszę, że do tegoż domu należy jeszcze t. n. parcela obejmująca trzy duże morgi ziemi zaraz obok parceli należącej dziś do placu podarowanego przez W[ielmożnego] Pana Jaraczewskiego na cel Ochronki.

Czekając teraz na łaskawą odpowiedź Pańską, jak sobie dalej mam postąpić w sprawie nabycia tego domu, nadmieniam tu w końcu jeszcze o naszych Siostrach, że Nepomucena zapadła nam na febrę nerwową, lecz przez tydzień przy pomocy lekarza naszego, już zupełnie Pan Bóg dawne zdrowie wrócić jej raczył.

Polecam się pobożnym modłom

ks. Koszutski

Komentarz

Tutaj widzimy już coś więcej niż samą ochronkę. Wiosną 1859 roku pojawia się plan stworzenia w Mielżynie większego ośrodka, w którym mogłyby znaleźć się ochronka i nowicjat.

Opis domu jest na tyle szczegółowy, że pozwala wyobrazić sobie planowane zaplecze: pokoje, dormitarze, kuchnie, refektarz, ogród, stajnię, oborę i pomieszczenia gospodarcze.

List przynosi również pierwszą informację o chorobie s. Nepomuceny, która po tygodniu leczenia wróciła do zdrowia.


Dom, który kupił szynkarz

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 28 czerwca 1859

+ N.B.P.J.Chr.

Szanowny Panie Dobrodzieju!

List Pański z 24-go bm. nadszedł do Mielżyna, kiedy dom mający być nabyty na Nowicjat, już w inne ręce poszedł. Szynkarz tutejszy Mańkowski kupił tenże w zeszłym tygodniu za 800 tal., zadawszy 300 przy kontrakcie, a resztę ma wypłacić w ratach po 100 tal. rocznie wraz z procentem. Skorom się o tym dowiedział, starałem się o kupno innego domu, wprawdzie nie tak dogodnego jak w mowie będący, ale za to też 400 tal. tylko z ogrodem i parcelą ma kosztować. Zbudowany jest z gliny pod topór i pod dachówką, a przy nim stoi w ulicy drugi domek w ryglówkę, służący obecnie za kuźnię, z izdebką na drugiej stronie. Obydwa te domki są własnością kowala miejskiego Wojnarkiewicza, który się na wieś wyprowadza i dlatego sam mi kupno tych domków za 400 tal. ofiarował. Po należytym wyrestaurowaniu i powiększeniu izb, mógłby w jednym domku być Nowicjat, a w drugim Ochronka. 80 tal. dzieci małoletnich zostałyby na gruncie, a reszta wypłaciłaby się przy odebraniu domków na Św. Wojciecha.

Dziś właśnie dowiedziałem się od miejscowego burmistrza, że Mańkowski nie uzyska konsensu pod żadnym warunkiem na szynk, który osobie tylko, a nie miejscu służył i że z tego powodu chętnie by się tego domu zrazu pozbył, który jedynie w nadziei szynkowania w tymże nabył. Przysłał nawet do mnie człowieka z tą propozycją, żebym mu dał 100 tal. odstępnego i plac należący dziś do Ochronki. Moim zdaniem będą dwa nowo zaprojektowane domki za tańsze pieniądze dogodniejsze na Nowicjat i Ochronkę, lubo mniej okazałe na zewnątrz; a przecież to dla ubogich Służebniczek B[oga] R[odzicy], dlatego też nawet odpowiedniejsze stanowi ubogiemu. Sklep będzie można nad ziemią tanim kosztem postawić, a za to fundusze oszczędzone na kupnie domu okazałego, będzie można obrócić na oparkanienie ogrodu dla dzieci i na inne potrzeby tak Nowicjatu, jak też Ochronki.

Jeżelibym miał przybyć do Poznania w lipcu, to prosiłbym o wyznaczenie terminu przed 13-tym lipca, bo tego dnia mam być na odpuście w Graboszewie. 19-go przypada u mnie odpust konferencyjny i ochronkowy, dlatego że Konferencja nasza z Ochronką zawsze była i jest w połączeniu; a po Św. Wincentym à Paulo wyjeżdżam na 3 tygodnie do Dębna podług rady mego lekarza. Między 13 a 19 nie mógłbym wyjechać dla przegradzającej ten czas niedzieli.

Co się tyczy naszej Ochronki, Pan Bóg błogosławieństwa swego nie odmawia. Siostra Nepomucena chodzi teraz kolejno z Siostrami do pracy; raz były dzieci z Siostrą N[epomuceną] na jagody w Ruchocinie, gdzie Państwo dzieciom bardzo byli radzi i suto je uczęstowali. Cztery najgrzeczniejsze dziewczątka z Ochronki rzucają teraz w czasie oktawy Bożego Ciała na procesjach rannych i poobiednich kwiaty przed Sanctissimum, co wielce pobożność wiernych pomnaża; a jedna nawet Pani pytała się mnie, czyby na Św. Wincenty à Paulo jej wychowanka i wnuczka do liczby tych dziewczątek nie mogła być przyjętą. Ofiarowała na ten cel dla jednego dziewczątka ochronkowego zrobić sukienkę białą z pąsowymi wstęgami i takąż przepaską; dla drugich dwóch Siostry nasze podobne sukienki na ten czas uszyją, bo dotąd nie było można wydążyć, zwłaszcza że Siostra Matylda podobno miała zamiar takowe kazać u siebie poszyć i dlatego do ostatniej chwili za nimi wyczekiwano.

Jeżeliby Marynka już teraz mogła wstąpić do Nowicjatu, wzięlibyśmy na jej miejsce inną bardzo pobożną i pracowitą dziewczynę w 19 r[oku życia], która już od samego przybycia Sióstr do nas na to z wytrwałością czeka.

Z łaski Najwyższego Boga, jesteśmy tu wszyscy zdrowi; mnie zaś jedynie dla wzmocnienia fizycznego radzi lekarz odbyć kurację wodną w naszym zakładzie prowincjonalnym, który bardzo wychudza i wielkie mi stąd korzyści przyrzeka. Szanując rady tak życzliwego kolegi jeszcze szkolnego, zdecydowałem się na 3 tygodnie kochane owieczki moje opuścić, aby przy pomocy i błogosławieństwie Boskim, tym gorliwiej potem nad swoim i ich zbawieniem można pracować. Polecając się pobożnym modłom i czekając na łaskawy odpis zostaję życzliwym i przywiązanym

ks. Koszutski

Komentarz

Nie udało się kupić planowanego domu. W międzyczasie pojawiły się inne możliwości lokalowe. Jednocześnie życie ochronki toczyło się dalej.

List pokazuje dzieci uczestniczące w procesjach i cztery dziewczynki wybrane do rzucania kwiatów przed Najświętszym Sakramentem. Widzimy też, że mieszkańcy zaczynają traktować ochronkę jako część życia religijnego Mielżyna.


Mielżyn jako miejsce dla nowych kandydatek

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 12 lipca 1859

+ N.B.P.J.Chr!

Łaskawy Panie Dobrodzieju!

Nie wiedząc, czy przed moim wyjazdem do wód (jeżeli Pan Bóg na to zezwoli), będę miał sposobność osobistego widzenia się z Ł[askawym] P. Dobrodziejem, chciałbym choć listownie zasięgnąć Jego rady co do przyjęcia 4 nowych kandydatek z mej parafii do Zgromadzenia S[łużebniczek] B[oga] R[odzicy]. Wszystkie umieją pisać i czytać, wyjąwszy Michalinę Żołędowską, która tylko czyta. Jedna z nich jest córką tutejszego gospodarza, a wszystkie 4 odznaczają się cichością, pokorą, pobożnością nie wymuszoną i pracowitością.

Odbierając po żniwach cały dom po zmarłym gospodarzu naszej Ochronki na mieszkanie dla naszych Sióstr, zamierzam dwa pokoiki obrócić na Ochronkę, ponieważ na zimę do 60 – jeżeli nie więcej – dzieci takową odwiedzać będą; a z pozostałych dwóch izb chciałbym jedną obrócić na dormitarz dla Sióstr, a drugą na dormitarz dla kandydatek. Nadto śmiałbym tu takie zrobić przedstawienie, czyby nie było lepiej dla kandydatek, ażeby cały rok przetrwały na kandydaturze, zanim do Nowicjatu wstąpią, bo prędzej dałoby się rzeczywiste ich powołanie do tego tak pięknego, ale niemniej trudnego zawodu rozpoznać.

Mam też jeszcze niejedno na sercu, o czym koniecznie obszerniej wypadałoby mi z Ł[askawym] P. Dobrodziejem pomówić, dlatego cieszyłbym się bardzo, gdybyś Pan do nas na 19-go bm., tj. na uroczystość św. Wincentego à Paulo mógł przybyć. Zdaniem moim, przyczyniłyby się nasze Siostry niemało do pomnożenia chwały Boga i czci N[ajświętszej] M[aryi] Panny, gdyby miały zawsze pewien zapas różańców, koronek, medalików, krzyżów i książeczek do nabożeństwa na sprzedaż; bo już niejedna osoba pytała mnie się, czyby u Sióstr paciorków sobie kupić nie mogła. Gdy[by]ś Ł[askawy] P. Dobrodziej z Panem Daszkiewiczem lub innymi osobami o tym zechciał się porozumieć i takowe ułatwienie nabycia wyżej przytoczonych przedmiotów w Ochronce naszej urządzić, zjednałbyś sobie niemałe zasługi u Boga, a wdzięczność u parafian moich. Podobne urządzenie znalazłem w ochronie gnieźnieńskiej pod przewodnictwem Sióstr Miłosierdzia. Ja z mej strony wspierałbym chętnie – czy to radą, czy też wpływem moim – podobne urządzenie. Mam nadzieję w Opatrzności Boskiej, że ubogich Sióstr naszych z swej opieki nie wypuści, bo w tych właśnie dniach oświadczył się jeden z odleglejszych właścicieli dóbr, że Siostrom naszym nie tylko drzewa na opał, ale także zboża do żywności dostarczać będzie.

Gdyby Pan Bóg dozwolił w Mielżynie Nowicjat urządzić, spodziewam się, żeby tu na kandydatkach nie zbywało, sądząc z usposobienia parafian moich i z tego, jakim okiem na zawód Sióstr naszych się zapatrują. O ile im początkowo nie ufali, o tyle teraz z każdym dniem zaufanie i przywiązanie do nich wzrasta, a Bóg dopomoże, że to nie będzie chwilowym tylko uczuciem, ale że się głęboko w sercach ludzi dobrej woli wyryje. Liczba niechętnych i podejrzewających zmniejsza się widocznie, a życzliwych pomnaża się znacznie. Bytność Pańska u nas byłaby mi jeszcze i z tego względu bardzo pożądana, że 4 domy z ogrodami i parcelami są teraz do wyboru na projektowany Nowicjat i chciałbym w tej mierze bliżej porozumieć się z Ł[askawym] P. Dobrodziejem, ażeby przez skwapliwe i jednostronne postąpienie sobie w tak ważnym interesie nie dać powodu do żalu niewczesnego.

Co się naszych Sióstr tyczy, ma każda z nich swoje zalety i dlatego są też od wszystkich poważane i lubiane, ale najwięcej chwalą sobie ludzie Siostrę Antoninę dla niezmordowanej pracowitości, a przy tym niezmiernej swobody obok niewymuszonej skromności. Siostra Katarzyna była nam przez niejakiś czas cokolwiek smutna i jakoby niezadowolniona, ale to już minęło. O ile Siostrę Nepomucenę w tej mierze wybadać mogłem, były napomnienia Siostry Matyldy przyczyną tego chwilowego zasmutnienia, ale Pan Bóg wszystko na dobre przemienił i znowu ochoczo a wesoło od pracy do pracy chodzi. Siostra Nepomucena miała znowu sposobność, przy własnej słabowitości – kiedy z Siostrami do pracy chodzić nie mogła – okazać swoją miłość ku chorym przez częste ich odwiedzanie.

Jednym słowem, dziękujemy Bogu za to, że nam tu Siostry te przysłał, a Panu Dobrodz[iejowi] za wybór tychże, bo każda z nich w swoim rodzaju wywiera wpływ zbawienny na kochany nasz lud.

Polecam się pobożnym modłom

ks. Koszutski

Komentarz

W lipcu obraz ochronki jest już wyraźnie inny niż w maju. Koszutski przewiduje zimą nawet 60 lub więcej dzieci. Jednocześnie Mielżyn zaczyna być postrzegany jako miejsce, w którym można byłoby prowadzić przygotowanie nowych kandydatek.

To także jeden z najcenniejszych listów dla poznania pierwszych sióstr. Koszutski wymienia Antoninę, Katarzynę i Nepomucenę oraz opisuje ich cechy i codzienną pracę.


Jesień. Praca sióstr i oczekiwanie na własny dom

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 10 września 1859

+ N.B.P.J.Chr.

Kochany Panie Dobrodzieju!

Wróciwszy z łaski Najwyższego Boga szczęśliwie do domu i przywitawszy kochanych parafian moich, za którymi już bardzo tęskniłem, pośpieszam teraz z doniesieniem Kochanemu Panu Dobr[odziejowi], że Siostry nasze zdrowe i wesołe, że każdego dnia chodzą na robotę, chociaż w tej właśnie porze mniej jest zatrudnienia dla rąk niewieścich. We dworze naszym powiedziano Siostrze Nepomucenie, że teraz nawet dla swoich ludzi zatrudnienia nie mają, pokąd kartofli wybierać nie zaczną; ale ojciec mój wynajął dla Sióstr zatrudnienie tak, iż żadnego jeszcze dnia bez roboty nie były. Przy tym nauczą się pracy dla nich zupełnie nowej, bo nie mając innego dla nich zatrudnienia, kazał im ojciec kopać rowy w polu oziminnym i praca dosyć jakoś idzie, lubo z początku bardzo siłom i zgrabności swej Siostry nie ufały. Na długie wieczory zimowe zamyślam pokupować dla Sióstr kołowrotki i warsztat do robienia płótna; tylko nie wiem skąd wezmę tyle lnu dla nich, bo ten, który sobie Siostry same zasiały, bardzo się nie udał dla nadzwyczajnych upałów tegorocznych. Jeżeliby się Panu w swoich stronach udało lnu do przędzenia tanio kupić, toby mi Pan wielką przysługę zrobił, a ja bym z wdzięcznością pieniądze nadesłał. O wełnę do przędzenia wystaram się u naszych chłopków po strzyżne w październiku. Wiele mi bardzo na tym zależy, żeby jeszcze przed zimą można dom dla Sióstr zakupić, bo prócz sklepu, który koniecznie dla nich stawiać trzeba (bo Pan Bóg pobłogosławił we wszelkim warzywie i będzie sprzęt obfity), pojadę z Panem Ignacym Gutowskim do Wiatrowa po zasiewkach, gdzie od Pana Ignacego Moszczeńskiego najrozmaitszych drzew do sadzenia dostanę. Chciałbym przeto już tej tak pomyślnej jesieni drzewa w sadku Sióstr posadzić, bo pytanie: czy nam Pan Bóg na wiosnę lub przyszłej jesieni użyczy tyle deszczów, a u nas drzewa trudne do przyjęcia. Zresztą uchodzi rok za rokiem, a dzieci będą się musiały przez całe lato smażyć w niskiej izdebce, co je najbardziej latem od Ochronki odstręcza. „Qui cito dat, bis dat” – i tu zastosować musimy do naszych zamiarów; a potem obawiam się, ażeby po otworzeniu szosy z Gniezna do Wrześni przez Mielżyn tych domów nam nie wykupiono na wyższą spekulację. Teraz ceny jeszcze najniższe.

Wdowa, u której teraz Siostry mieszkają, także mi wczoraj mówiła, ażebym od niej dom z ogrodem i parcelą zatrzymał. Żąda 450 tal. prócz stodoły pod dachówką, która by się dla Sióstr bardzo przydała, zwłaszcza gdy będą dwie miały parcele do obsiewania. Gdybym miał gotówkę, to by się może wszystko za 450 lub nawet za 400 tal. nabyło; a tak byłyby już obydwa ogrody obok siebie. Wdowa nagli jedynie dlatego ze sprzedażą swego domu i gruntu, że od Św. Wojciecha chce w innym domku swoim szynk objąć i przeto są jej gwałtownie pieniądze na zaprowadzenie szynku potrzebne. Nadto jest w tymże podwórzu stajenka na dwa konie, obórka na dwie krowy pod dachówką i stary sklep nad ziemią, wprawdzie zrujnowany, ale zawsze dałby się jeszcze zrestaurować.

Z tych to powodów upraszam Kochanego Pana Dobr[odzieja] najusilniej, ażeby ze swej strony, jeżeli jakiekolwiek są widoki i nadzieje nabycia tego placu z zabudowaniami, wszelkich starań dokładać raczył do przyśpieszenia tego kupna, bo obawiam się, ażeby nas znowu kto nie uprzedził. Zdaje mi się, żeby nawet na wypłatę ratami przystała, lubo mi zawsze o całkowitej sumie mówi.

Przepraszając za pośpiech w pisaniu, dlatego że korzystałem ze sposobności prędszej posyłki na pocztę, polecam się pobożnym modłom.

ks. Koszutski

Komentarz

Wrzesień pokazuje codzienność sióstr od strony, której zwykle nie widać w opisach działalności ochronki. Siostry muszą pracować, aby zapewnić sobie środki do życia. Wykonują prace polowe, a Koszutski planuje dla nich również zajęcia na zimę: przędzenie, kołowrotki i warsztat do produkcji płótna.

Widać też, jak ważne jest własne gospodarstwo. Potrzebne są ogród, parcela, stodoła, stajnia, obora, sklep i sad.


55 dzieci i pierwsza mieleżyńska „gwiazdka”

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 3 grudnia 1859

+ N.B.P.J.Chr.

Łaskawy Panie Dobrodzieju!

Przy dołączeniu listu Siostry Nepomuceny, korzystam ze sposobności skreślenia także kilku słówek do Pana o tym, co tu w cichym kąciku naszym się dzieje.

Siostry nasze z dziećmi są obecnie zajęte przysposobieniami na gwiazdkę, a sąsiedni obywatele chcą także brać udział w tej pierwszej uroczystości naszej Ochronki pod przewodnictwem ubogich Służebniczek B[oga] R[odzicy]. Chęć tę już oświadczyli mi P[anowie]: Gutowski z Ruchocina, Ulatowski z Małachowa, Kierski Romuald z Małachowa, Ks. Kriger z Witkowa, a może też jeszcze kilku innych obywateli i księży do nas na ten dzień przybędzie.

Obecność Pańska i Księdza Brzezińskiego byłaby przeto bardzo nam miłą i pożądaną na Boże Narodzenie, bo moglibyśmy przy tej sposobności wspólnie o niejednym pomówić i nad rozszerzeniem Ochronek po naszych tu wioskach dojrzalej się naradzić. Gdybym miał zapewnienie o przybyciu Pana do nas na święta B[ożego] N[arodzenia], przejechałbym się do Niechanowa, ażeby także Pana Żółtowskiego na wigilię do Mielżyna zaprosić; a przy tej sposobności można by zaraz stanowczo się umówić o założeniu Ochronek w Ruchocinie, Niechanowie i Małachowie.

Przesądy i uprzedzenia mieszczan tutejszych co do Ochronki znacznie już się zmniejszają. Dzieci coraz więcej do Ochronki przybywa tak, iż przy ostatnim moim liczeniu narachowałem 55 dziatek. Obok znacznych postępów w katechiźmie i pieśniach pobożnych, nie mniej pokazują się widoczne postępy w ukształceniu serca tych maleńkich. Nie zbywa nam i w naszej Ochronce na aniołkach w ludzkim ciele, zwłaszcza między dziewczątkami. Ale i między chłopcami miałem 28-go z.m. budujące zajście obok smutnego spostrzeżenia. Synka 4-letniego tutejszego szynkarza spostrzegałem często po rynku samopas biegającego lub za ojcem włóczącego się. Napominałem niebacznego ojca przy każdej sposobności, ażeby synka swego do Ochrony posyłał, na co ten zdawał się nie zważać. Był on dawniej prostym komornikiem na wsi, potem gościnnym w różnych wsiach, a od czasu niejakiego, jest szynkarzem w Mielżynie i dorobił się trochę grosza, ale więcej jeszcze zarozumiałości. Nieszczęśliwy człowiek popadł w pychę, porzucił wraz z żoną ubiór i obyczaje wiejskie, a przeistoczył się na mieszczana i każe siebie tytułować panem. W tej słabości prześcigła go jeszcze żona tak, iż na powszechne narazili się naigrawanie przez takie nierozsądne wymagania. Smutne niezawodnie doświadczenia na demoralizującym się synku, spowodowały rodziców [do] posyłania chłopczyka do Ochronki. W poniedziałek 28-go listopada wynurza 3-letni chłopczyk z całą prostotą niezepsutego serca radość swoją przede mną w Ochronce, że ma biały grosz. Na zapytanie, skąd go ma, czy od matki, pokazuje mi srebrnik z dodatkiem, że „pan mu go dał”, a wszystkie dziatki ochronkowe chórem powtórzyły, że 4-letni chłopczyk szynkarza nie pozwoli sobie inaczej mówić jak Pan M. Winowajca powiedział, że matka mu ten pieniądz dała. Poszedłem niebawem do szynkarki, dowiedziałem się od niej i jej męża, że ten srebrnik syn ich musiał porwać, że już talara im raz porwał, że gada takie rzeczy jak starzy, słowem – że do wysokiego już stopnia zepsuty. Korzystając z podanej sposobności, napomniałem rodziców, wystawiłem im korzyść posyłania dzieci regularnie do Ochronki i wróciłem do nieszczęśliwego chłopczyka, który się na żaden sposób do winy nie chciał przyznać i w wysokim już stopniu jest zatwardziałym. Siostrom poleciłem, ażeby na serce tego nieszczęśliwego dziecka szczególniej wpływać starały się.

Przy zakończeniu mego liściku, ponawiam prośbę moją, ażeby Pan Dobrodz[iej] był łaskaw przybyć na gwiazdkę do nas, a będziemy mogli o niejednym co do Ochronek i założenia kandydatury w Mielżynie pomówić, zwłaszcza że o kandydatki z prawdziwego powołania będzie pewnie trudniej, niż to sobie początkowo wyobrażałem. Rodzice zwykle stawają na przeszkodzie, nie będąc jeszcze wolni od różnych uprzedzeń i podejrzewań.

Bądź Pan łaskaw napisać także do Ks. Brzezińskiego, a po odebranej odpowiedzi od Kochanego Pana Dobr[odzieja] i ja napiszę.

Polecam się pobożnym modłom

ks. Koszutski

Komentarz

To jeden z najciekawszych listów całego zbioru.

Po pierwsze, mamy konkretną liczbę: 55 dzieci.

Po drugie, widzimy przygotowania do pierwszej uroczystości Bożego Narodzenia w ochronce. W jej organizację chcą włączyć się również mieszkańcy okolicznych miejscowości.

Po trzecie, list pokazuje wychowawczą rolę ochronki. Koszutski opisuje przypadek dziecka, które jego zdaniem pozostawało pod złym wpływem środowiska. Dla nas ten fragment jest ważny przede wszystkim jako świadectwo sposobu, w jaki w 1859 roku postrzegano zadania ochronki i wychowanie dzieci.


Koniec pierwszego roku. Ochronka potrzebuje większego domu

List ks. Hilarego Koszutskiego do Edmunda Bojanowskiego

Mielżyn, 15 grudnia 1859

+ N.B.P.J.Chr!

Kochany Panie Dobrodzieju!

O kupnie domu, w którym obecnie Ochronka się znajduje, nie wspomniałem w ostatnim liście moim jedynie z tej przyczyny, że nadzwyczajnie jest niedogodny na samą już Ochronkę, a tym bardziej, gdyby w nim także kandydatki i sieroty miały być pomieszczone. Budowa domu jest bardzo nietrwała, izdebki zbyt szczupłe i niskie, a tym samym bardzo niezdrowe. Najdogodniejszym domem na powyższe cele byłby ten, w którym dawniej Ochronka była i którym już na 800 tal. był zgodził, a który teraz przez szynkarza tutejszego nabyty został w nadziei otworzenia w nim szynku. Gdy jednakżeż podług zaręczenia burmistrza, konsensu na szynk nie uzyska, jest zawsze nadzieja nabycia tego najdogodniejszego domu na rzecz Ochronki.

Będąc 13-go bm. u Ks. Koźmiana w Gnieźnie, mówiliśmy o tym projekcie. Jedna z dziedziczek sąsiednich chciała już sierotkę w naszej Ochronce umieścić za rocznym wynagrodzeniem, może by się z czasem i więcej osób z podobnymi życzeniami zgłaszało. Ks. Koźmian myśli stanowczo o założeniu kandydatury w Mielżynie, a w tym domu szynkarza mogłoby w pokojach na górze 20 kandydatek wygodnie się pomieścić. Na dole prócz wygodnej Ochronki, dormitarza, refektarza i pokoju z warsztatów tkackich, można by jeszcze dwa pokoiki dla sierot urządzić. Nadto jest przy tym domie dosyć obszerny ogródek do zabawy dla dzieci ochronkowych i są wygodne zabudowania z cegły palonej dla inwentarza i drobiu. Nabycie tego domu byłoby pod każdym względem bardzo korzystne dla Ochronki już dla samej trwałości i obszerności domu i nader wygodnych a obszernych sklepów; a na to wszystko należy pilną zwracać uwagę, jeśli prócz Ochronki inne zakłady jeszcze z nią połączone być mają. Będzie więcej krówek, trzody chlewnej i drobiu, więcej warzywa i nabiału, a zatem potrzeba więcej pomieszczenia.

Ks. Koźmian przyrzekł mi przybyć do Mielżyna na zakończenie starego roku, by powiedzieć nauczkę w naszym kościółku na Nowy Rok. Tu więc będziemy obszerniej mogli pomówić o wszystkim. Z szynkarzem mówiłem o tym dnia wczorajszego, który dom ten wprawdzie chce sprzedać, ale myśli jakoś o wyższej już cenie, dlatego że stajenkę i chlewiki należycie wyporządził, które upadkiem groziły.

Co do pisma ludowego, pomówimy także obszerniej wspólnie w Mielżynie. Dotąd nie odebrałem jeszcze znikąd żadnego artykuliku; ani też w pracach piśmiennych nie postąpiłem dalej, bo teraz czytam ustawicznie pisma ludowe np. Czytelnię niedzielną, Dzwonek itp., aby się pisownią ludową należycie przejąć. P. Ulatowskiemu oświadczyłem, że dopiero około św. Michała u niego Ochronka będzie mogła być założoną, na co tenże się zgadza.

O Siostrach naszych nie donosiłem Kochanemu Panu Dobrodz[iejowi] żadnych szczegółów, gdyż nie spostrzegłem w nich nic, coby zasługiwało na naganę. Obowiązków swoich dopełniają sumiennie, ustawy czytają regularnie co miesiąc, żyją w świętej zgodzie i są dosyć wesołe. Siostra Nepomucena nabywa coraz więcej sił fizycznych i swobody umysłowej, panuje coraz lepiej nad marzeniami swymi i jest mniej już drażliwa, lubo niezupełnie jeszcze wyleczyła się z tego stanu chorobliwego. Ale przy szczerych chęciach i pomocy Boskiej, wyjdzie z czasem zupełnie z tego labiryntu chorobliwych uczuć. Sama uznaje złe skutki podobnej drażliwości i marzeń szkodliwych, które jej przeszkadzają tylko w dopełnianiu obowiązków codziennych i ani chwały Boskiej nie pomnażają, ani ludziom zbawiennej korzyści nie przynoszą, ale czczym i bezowocnym są tylko dręczeniem siebie i Sióstr, a przede wszystkim wstrzymują od zwyczajnej a obowiązkowej pracy. Lecz cierpliwość i wytrwałość w walce przeciw tym marzeniom jedynym są lekarstwem. Od niejakiego czasu spostrzegłem w Siostrze Antoninie podobne zesmutnienie i zamyślenie się. Najbardziej obawiam się tego, ażeby fałszywy mistycyzm jednej Siostry nie zarażał drugich Sióstr i nie stawał się nieprzyjacielem domowym naszej Ochronki. Mam przecież w Bogu nadzieję, że On Sióstr naszych nie opuści i dopomoże im zwyciężyć tego nieprzyjaciela. Polecam teraz Siostrom najczęściej czytanie Filotei św. Franciszka Salezjusza, ażeby tego anioła ciemności i ponurego mistycyzmu z serc Sióstr naszych wypędzić!

Będziemy z sobą musieli o tym poufniej razem pomówić, a potem na Siostry w tej mierze wpłynąć sposobem najdelikatniejszym, ażeby złego nie pogorszyć. Ks[ięża] Brzeziński i Koźmian przyjdą nam w pomoc, których Kochany Pan Dobr[odziej] bądź łaskaw o tym poprzednio zawiadomić, ażeby najlepsze środki obmyślili.

Polecam się poboż[nym] modłom

ks. Koszutski

Zresztą, żyją Siostry w świętej zgodzie, pracują ochoczo w domku swoim, na zarobek nie chodzą, bo go nigdzie nie mają, tylko szyją dla ludzi i robią pończochy. Warsztat tkacki na przyszłą zimę urządzić trzeba.

Komentarz

W grudniu mamy już pełniejszy obraz sytuacji.

Ochronka działa, dzieci przybywa, pojawiają się plany przyjęcia sierot i kandydatek, ale warunki lokalowe są nadal trudne. Obecny budynek jest według Koszutskiego zbyt mały, niski i nietrwały.

Ważna jest również końcowa informacja o pracy sióstr. Nie chodzą one na zarobek, lecz szyją dla ludzi i robią pończochy. Planowany jest również warsztat tkacki.

W tym momencie kończy się pierwszy rok działalności ochronki, ale nie kończą się jej problemy. Przeciwnie — wraz z rozwojem pojawiają się nowe potrzeby: większy dom, zaplecze gospodarcze, miejsce dla kandydatek i sierot oraz środki pozwalające utrzymać całą wspólnotę.


Rok 1859 – rok, w którym wszystko się zaczęło

Z zachowanych listów wyłania się niezwykle szczegółowy obraz pierwszych miesięcy mieleżyńskiej ochronki.

Wiosną 1859 roku były to jeszcze początki. Siostry pracowały w ogrodzie i polu, odwiedzały mieszkańców, zajmowały się dziećmi i korzystały z pomocy miejscowej ludności.

Latem ochronka zaczęła się rozwijać. Dzieci coraz bardziej przywiązywały się do sióstr, pojawiły się plany stworzenia w Mielżynie nowicjatu, a liczba kandydatek zaczęła rosnąć.

Jesienią widać już codzienną pracę sióstr: prace polowe, szycie, przygotowania do zimy i starania o własny dom.

W grudniu Koszutski naliczył 55 dzieci. Ochronka przestała być czymś nowym i nieznanym. Nadal istniały uprzedzenia, ale jednocześnie rosło zaufanie mieszkańców.

I właśnie dlatego listy z 1859 roku są tak cenne. Pokazują nie tylko co robiły Służebniczki, lecz także jak stopniowo stawały się częścią życia Mielżyna.

Źródło korespondencji

Listy wykorzystane w artykule pochodzą z cyfrowej edycji korespondencji Edmunda Bojanowskiego z lat 1858–1859. Zamieszczone tutaj dokumenty stanowią tylko część zachowanej korespondencji dotyczącej Mielżyna z 1859 roku.

Korespondencja Edmunda Bojanowskiego – listy z lat 1858–1859:
Przejdź do edycji listów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *