Służebniczki w Mielżynie. Historia ochronki od 1859 roku

0
służebniczki w Mielżynie

W historii Mielżyna są wydarzenia wielkie i małe. Były zmiany właścicieli, jarmarki, kościół, szkoła, wojny i powstania. Ale o życiu mieszkańców równie dużo mówią rzeczy pozornie zwyczajne – dzieci przychodzące rano do ochronki, kobiety zbierające się na wspólne czytanie, siostry pracujące w ogrodzie, ziemniaki przeznaczone na sprzedaż czy kilka talarów, które trzeba było przeznaczyć na najpilniejsze potrzeby.

Właśnie taki obraz Mielżyna wyłania się z zachowanych listów związanych z działalnością służebniczek i ks. Hilarego Koszutskiego.

Historia mielżyńskiej ochronki jest przy tym znacznie ciekawsza, niż mogłoby się wydawać. Nie zaczyna się bowiem dokładnie 11 kwietnia 1859 roku. Wcześniej podejmowano już próby stworzenia w Mielżynie miejsca opieki nad dziećmi. Dopiero jednak w 1859 roku powstała placówka związana bezpośrednio z dziełem Edmunda Bojanowskiego, która na dziesięciolecia stała się częścią życia miejscowej społeczności.

Mielżyn przed przybyciem służebniczek

Edmund Bojanowski od 1850 roku rozwijał w Wielkopolsce sieć ochronek dla dzieci. Pierwsza powstała 3 maja 1850 roku w Podrzeczu. Ochronka nie była odpowiednikiem dzisiejszego przedszkola. Miała zapewniać dzieciom opiekę, ale również wychowanie, naukę podstawowych zasad życia, religijności, porządku i pracy.

Służebniczki miały być blisko zwykłych rodzin i ich codziennych problemów.

W Mielżynie pierwsza znana próba stworzenia ochronki pochodzi z 1854 roku. Placówka ta nie działała jednak długo. W źródłach została oceniona jako niewłaściwie prowadzona i pod koniec tego samego roku została zamknięta.

Na tym jednak historia wcześniejszych prób się nie kończy.

W maju 1859 roku ks. Hilary Koszutski, opisując dom należący do Andrzeja Pierzchalskiego, przekazał bardzo interesującą wiadomość. Napisał, że siostra Matylda zna ten dom, ponieważ „była w nim przed dwoma laty Ochronka nasza”. Oznacza to, że około 1857 roku w Mielżynie istniała jeszcze wcześniejsza ochronka. Nie znamy jednak na razie jej dokładnej organizacji, czasu funkcjonowania ani osób, które ją prowadziły.

To ważny szczegół. Pokazuje, że potrzeba stworzenia w Mielżynie miejsca opieki nad dziećmi pojawiła się wcześniej, niż rozpoczęła się działalność placówki związanej z Bojanowskim.

Dopiero w 1859 roku pojawiła się możliwość stworzenia ochronki na nowych zasadach.

Przygotowania do otwarcia

W lutym 1859 roku Edmund Bojanowski pisał już o wyborze trzech służebniczek przeznaczonych do Mielżyna. Rozważano otwarcie ochronki wraz z rozpoczęciem majowego nabożeństwa.

Ważną rolę od początku odgrywał miejscowy proboszcz ks. Hilary Koszutski. To z nim uzgadniano sprawy związane z lokalem, utrzymaniem placówki, ogrodem i przybyciem sióstr.

15 lutego 1859 roku Bojanowski rozmawiał z Franciszkiem Żółtowskim z Niechanowa właśnie o wezwaniu służebniczek przez ks. Koszutskiego do Mielżyna.

Z kolei 19 marca Bojanowski pisał do Koszutskiego, że otrzymał wiadomość od służebniczek zaraz po ich powrocie z Mielżyna. Jest to ważny ślad wcześniejszego pobytu sióstr w Mielżynie przed oficjalnym otwarciem ochronki. Była to jednak faza przygotowań, a nie dowód rozpoczęcia stałej działalności placówki.

Trzeba było znaleźć odpowiedni dom i przygotować go do nowych zadań.

Nie było to łatwe.

Gdzie mieszkały służebniczki?

W historii mielżyńskich służebniczek ważne jest również miejsce, w którym znajdowała się ich wspólnota. Z zachowanych źródeł wynika, że siostry mieszkały w domach znajdujących się przy mielżyńskim rynku. To właśnie w tej części miejscowości koncentrowało się życie ich placówki.

W późniejszym okresie ich ostatnim miejscem zamieszkania był dom położony przy dzisiejszej ulicy Gnieźnieńskiej, w sąsiedztwie szkoły.

Warto przy tym sprostować pojawiającą się w niektórych publikacjach informację, jakoby służebniczki mieszkały w mielżyńskim dworze, czyli w budynku, w którym obecnie znajduje się siedziba sióstr dominikanek. Nie znajdujemy na to potwierdzenia w zachowanych przez nas źródłach. Przeciwnie – dokumenty dotyczące mielżyńskiej ochronki wskazują na domy przy rynku i późniejszy dom przy dzisiejszej ulicy Gnieźnieńskiej.

Mielżyński dwór należy więc wiązać z późniejszą historią dominikanek, a nie z miejscem zamieszkania służebniczek.

11 kwietnia 1859 roku – początek nowego rozdziału

11 kwietnia 1859 roku w Mielżynie otwarto ochronkę prowadzoną przez służebniczki.

W późniejszym sprawozdaniu Bojanowski wymienił ją wśród nowych ochronek i podał Mielżyn jako placówkę archidiecezji gnieźnieńskiej, pozostającą pod duchowną opieką ks. Koszutskiego.

Nowa ochronka otrzymała również materialne podstawy działalności.

Były dziedzic Mielżyna Zenon Jaraczewski zapisał na jej stałą własność około pięciu mórg ziemi, a dalsze osiem mórg oddał jej do użytkowania na trzy lata. Początkowe potrzeby wspierali również mieszkańcy okolicy.

W dniu otwarcia, dzięki ofiarom ludzi licznie zgromadzonych na uroczystości, w skarbonce znalazło się ponad 40 złotych polskich w drobnych pieniądzach.

To bardzo wymowny szczegół.

Ochronka nie powstała wyłącznie dzięki decyzji kilku osób. Od początku była związana z miejscową społecznością.

Dom, który trzeba było urządzić

Otwarcie ochronki nie oznaczało jednak końca problemów.

W 1859 roku wielokrotnie pojawiały się kwestie związane z lokalem. Rozważano urządzenie w Mielżynie nie tylko ochronki, ale także miejsca, w którym mogłyby przebywać kandydatki do zgromadzenia.

31 maja Koszutski opisywał pomieszczenia domu Andrzeja Pierzchalskiego i zastanawiał się nad ich wykorzystaniem. Planowano tam między innymi pomieszczenia dla ochronki, jadalnię oraz miejsce dla kandydatek.

Kilka tygodni później okazało się jednak, że dom ten przeszedł w inne ręce i trzeba było szukać innego rozwiązania.

W grudniu Koszutski nadal uważał zajmowany dom za niedogodny, a szczególnie nieodpowiedni, gdyby oprócz dzieci miały się w nim znaleźć również kandydatki i sieroty.

Historia mielżyńskiej ochronki zaczynała się więc nie w wygodnym, gotowym budynku, lecz w warunkach wymagających ciągłego organizowania i poprawiania.

Dzieci szybko przywiązały się do sióstr

Już kilka tygodni po otwarciu Koszutski obserwował pierwsze efekty pracy służebniczek.

Pisał, że siostry są zadowolone, pełne dobrych chęci, wesołe i ochocze do codziennych zajęć. Na pytanie, czy nie tęsknią za rodziną, odpowiadały, że nie mają czasu na tęsknotę.

Jeszcze ważniejsze były dla niego dzieci.

Do ochronki zaczęły przychodzić regularnie. Były umyte, uczesane i schludnie ubrane. Na miejscu siedziały spokojnie, słuchały sióstr i przejmowały się, kiedy zrobiły coś niewłaściwego.

Koszutski widział w tym wyraźną zmianę.

Ochronka nie była więc tylko miejscem, gdzie dzieci mogły spędzić kilka godzin. Miała wpływać na ich zachowanie, przyzwyczajenia i codzienną kulturę życia.

Ochronka zaczęła żyć własnym życiem

Z czasem działalność placówki zaczęła wychodzić poza samą opiekę nad dziećmi.

W okresie Wielkiego Postu dziewczęta i kobiety przychodziły do ochronki na czytania i śpiewanie pieśni o Męce Pańskiej.

W święta i podczas nabożeństw zbierało się ich jeszcze więcej.

W Mielżynie zdarzało się, że służebniczki wracające z nieszporów spotykały po drodze grupy śpiewających dzieci, a przed ochronką czekały już kobiety i dziewczęta.

To pokazuje, że ochronka stopniowo stawała się jednym z miejsc życia społecznego i religijnego Mielżyna.

Siostry oddziaływały nie tylko na dzieci.

Ich obecność zauważali również dorośli mieszkańcy.

Siostry i codzienna praca

Mielżyńska placówka musiała również sama w znacznym stopniu zadbać o swoje utrzymanie.

Pomagała miejscowa ludność. W źródłach znajdujemy informacje o darach w postaci ziemniaków, kapusty, grochu, fasoli, masła, sera i jaj.

Siostry same natomiast pracowały.

Ogród był ważną częścią gospodarstwa ochronki. Uprawiano w nim warzywa, a część zbiorów można było wykorzystać na własne potrzeby lub sprzedać.

W 1867 roku s. Nepomucena Chwiałkowska pisała z Mielżyna, że ogród został przekopany i obsiany, a siostry przygotowują się do sadzenia ziemniaków. Liczyły na sprzedaż kilku korców ziemniaków, aby zdobyć pieniądze na utrzymanie domu, a jednocześnie spłacały jeszcze zadłużenie z zimy.

To jeden z najbardziej zwyczajnych, a zarazem najbardziej wartościowych obrazów z historii ochronki.

Dzieci, ogród, ziemniaki i długi.

Tak wyglądała rzeczywistość małej mielżyńskiej placówki.

Mielżyn w latach 1860–1862

W kolejnych latach działalność ochronki rozwijała się.

W styczniu 1861 roku do Mielżyna przybyła kandydatka z okolic Gniezna. Pokazuje to, że placówka była związana nie tylko z opieką nad dziećmi, ale również z przygotowywaniem kolejnych kobiet do życia i pracy w zgromadzeniu.

W domu przebywały osoby o różnych zdolnościach i obowiązkach. Jedna z sióstr szczególnie dobrze nadawała się do pracy z dziećmi, inna była bardzo dobrym gospodarzem domu, kolejna zajmowała się warsztatem.

Była to niewielka wspólnota, w której każdy człowiek miał swoje zadania.

W 1862 roku Edmund Bojanowski zanotował, że do mielżyńskiej ochronki przychodziło około 50–60 dzieci.

Była to już placówka mająca znaczenie dla dużej części miejscowej społeczności.

Marianna Musidlak i zmiany wśród sióstr

W pierwszych latach działalności z Mielżynem związana była Marianna Musidlak, która od 1860 roku pełniła funkcję przełożonej.

Jej pobyt zakończył się 11 lipca 1865 roku. Po przybyciu s. Nepomuceny Chwiałkowskiej zdecydowała się opuścić Mielżyn i wrócić do rodziny.

Nie oznaczało to jednak końca działalności ochronki.

W kolejnych latach spotykamy tutaj następne służebniczki.

W 1865 roku w placówce pojawiły się problemy związane z liczbą osób. Koszutski pisał, że przybycie Nepomuceny go ucieszyło, ale miejscowe siostry nie były z tego zadowolone. W domu było już sześć osób i pojawiło się pytanie, czy wszystkie będą w stanie się utrzymać.

Rozważano nawet możliwość odesłania którejś z kandydatek lub dziewczyny pomagającej przy świniach i drobiu.

Ten szczegół pokazuje, jak bardzo codzienne życie ochronki zależało od rzeczy zupełnie przyziemnych: liczby osób, żywności, pracy i możliwości gospodarstwa.

Rok 1866 – zmiany w placówce

Na początku 1866 roku sytuacja mieleżyńskiej ochronki ponownie była przedmiotem korespondencji między Koszutskim a Bojanowskim.

8 stycznia Koszutski pisał o dwóch ochronkach – mielżyńskiej i ruchocińskiej.

S. Nepomucena zgadzała się wówczas na opuszczenie Mielżyna. Pozostałe siostry – Marianna Kucharska i Teofila Wróblewska – chciały, aby starszą siostrą została Paulina Pelz.

Jednocześnie okazało się, że działalność placówki wrosła już w życie miejscowych kobiet i dziewcząt.

W czasie nowenny licznie gromadziły się one w Mielżynie, a po jej zakończeniu nadal przychodziły w niedziele i święta na pobożne czytania.

Koszutski obawiał się, czy odejście Nepomuceny nie osłabi tego życia.

Siostry odpowiedziały, że nie powinno do tego dojść, ponieważ Marianna Kucharska cieszyła się równie dużą sympatią wśród dziewcząt i kobiet.

Był to kolejny dowód, że służebniczki stały się w Mielżynie czymś więcej niż tylko opiekunkami dzieci.

Nepomucena jednak pozostała w Mielżynie

Korespondencja z 1867 roku przynosi bardzo ważną korektę obrazu sytuacji.

Na podstawie listu z początku 1866 roku można byłoby sądzić, że s. Nepomucena Chwiałkowska miała opuścić Mielżyn.

Tymczasem 20 maja 1867 roku pisała bezpośrednio z Mielżyna.

Siostry były zdrowe i pracowały. Ogród został przekopany i obsiany. Przygotowywano sadzenie ziemniaków. Liczono na sprzedaż części zbiorów, aby zdobyć pieniądze na utrzymanie domu.

Jednocześnie spłacano jeszcze zimowe zadłużenie.

To właśnie takie listy pozwalają zobaczyć ochronkę od środka.

Nie jako idealną instytucję, ale jako mały dom, w którym trzeba było jednocześnie wychowywać dzieci, pracować, gospodarować, zdobywać pieniądze i rozwiązywać codzienne problemy.

Sierpień 1867 – siostry chcą pozostać razem

Jeszcze wyraźniej życie wspólnoty pokazuje list Nepomuceny z 22 sierpnia 1867 roku.

Siostry były zdrowe. Pracowały w ogrodzie, który został im powierzony. Od św. Michała nie miał już być zatrudniany ogrodnik.

Jedna z sióstr, Antonina, przemęczyła się podczas ciężkiej pracy przy żniwach i przez kilka dni musiała odpoczywać. Na szczęście szybko wróciła do zdrowia.

Nepomucena pisała również o dzieciach, które prowadziła do spowiedzi i Komunii świętej.

Najbardziej wymowna była jednak informacja o samych siostrach.

Pisały, że są ze sobą zgodne i chcą pozostać razem, dopóki śmierć ich nie rozłączy.

Było to tym bardziej znaczące, że wcześniejsza korespondencja pokazuje, iż w małych wspólnotach zdarzały się napięcia i nieporozumienia.

Listy nie przedstawiają więc wyidealizowanego obrazu.

Pokazują prawdziwych ludzi.

Ogród, probostwo i ochronka

30 października 1867 roku siostry napisały z Mielżyna po powrocie z rekolekcji.

Przywitały się z ks. Koszutskim i wróciły do swoich obowiązków.

Napisały:

„Chodzimy do pracy na probostwo do ogrodu”.

A zaraz potem:

„Dzieci chodzą do Ochronki”.

Dwa krótkie zdania właściwie streszczają codzienność mieleżyńskich służebniczek.

Praca. Ogród. Probostwo. Ochronka. Dzieci. Modlitwa.

I znowu praca.

Teofila Ptaszyńska – prawie trzydzieści lat w Mielżynie

Jedną z najważniejszych postaci późniejszego okresu była Teofila Ptaszyńska.

Edmund Bojanowski widział ją pracującą w Mielżynie już w 1865 roku. W kwietniu 1868 roku została ponownie skierowana do tej placówki.

Jej przybycie wywołało nawet protest Władysławy Gutowskiej, która zwracała uwagę na silne przywiązanie dzieci do wcześniejszej siostry.

Był to wymowny znak tego, jak mocna mogła być więź pomiędzy dziećmi a służebniczkami.

Teofila Ptaszyńska związała się z Mielżynem na bardzo długo.

Z zachowanych danych wynika, że była przełożoną mieleżyńskiej placówki w latach 1868–1897.

To niemal trzydzieści lat.

W tym czasie zmieniło się całe pokolenie mieszkańców Mielżyna. Zmieniali się właściciele majątku, warunki życia i rzeczywistość polityczna Wielkopolski.

A ochronka nadal działała.

Służebniczki pomagały nie tylko dzieciom

Działalność sióstr nie ograniczała się do ochronki.

W 1865 roku zostały zaproszone przez panią Sikorską do opieki nad ciężko chorą panią Gorzeńską, cierpiącą na astmę.

Był to jeden z przykładów szerszej działalności opiekuńczej.

Służebniczki pracowały również poza ochronką. W źródłach zachowało się wspomnienie o ich pracy fizycznej na terenie Mielżyna. Szczególnie wymowna jest informacja o tym, że po targu zamiatały rynek i usuwały rozrzuconą tam mierzwę.

Dla mieszkańców musiał to być nietypowy widok.

Siostry nie ograniczały swojej działalności do wnętrza domu.

Pracowały tam, gdzie była potrzebna ich pomoc.

Sikorscy i mielżyńska ochronka

Z działalnością ochronki związani byli również właściciele Mielżyna.

Józef Sikorski herbu Cietrzew, właściciel majątku, był przychylny działalności służebniczek. Jego żona Teresa z Grabowskich również pozostawała z nimi w dobrych stosunkach.

Józef Sikorski był obecny podczas otwarcia ochronki 11 kwietnia 1859 roku.

W historii mieleżyńskiej placówki spotykają się więc różne środowiska: proboszcz, właściciele majątku, służebniczki, mieszkańcy, kobiety i dziewczęta oraz rodziny przyprowadzające dzieci.

Dzięki tej współpracy ochronka mogła funkcjonować.

Nie była samotną wyspą.

Była częścią Mielżyna.

Służebniczki w Mielżynie pod koniec XIX wieku

Historia placówki nie kończy się wraz z pierwszym pokoleniem służebniczek.

Przez Mielżyn przewinęły się kolejne siostry. Źródła pozwalają połączyć z placówką między innymi Mariannę Przewoźną, Mariannę Andrzejewską, Katarzynę Pawłowską, Franciszkę Jaglankę oraz Antoninę Florentynę Poniedziałek.

Nie w każdym przypadku możemy jeszcze podać dokładne lata pobytu.

Dlatego w głównym artykule nie będziemy tworzyć sztucznie precyzyjnego wykazu. Szczegółowe informacje o siostrach i ich życiu powinny znaleźć się w osobnym opracowaniu:

„Służebniczki w Mielżynie. Siostry, które tu pracowały”.

Szczególne znaczenie ma Katarzyna Andrysiak, która była przełożoną w Mielżynie od 1 października 1897 roku do listopada 1899 roku.

Jej nominacja pokazuje, że po odejściu Teofili Ptaszyńskiej działalność placówki nadal trwała.

Mielżyn na początku XX wieku

Jednym z późniejszych dobrze uchwytnych śladów obecności służebniczek jest Elżbieta Szkudłapska.

Do Mielżyna przybyła 18 września 1904 roku.

Pozostała tutaj aż do śmierci 7 sierpnia 1910 roku.

Jej obecność pokazuje, że historia mielżyńskich służebniczek nie była tylko epizodem związanym z Edmundem Bojanowskim i ks. Hilarym Koszutskim.

Placówka funkcjonowała jeszcze wiele dziesięcioleci później.

Nie mamy jednak jeszcze wystarczających danych, aby w tym miejscu dokładnie odtworzyć wszystkie lata jej działalności w pierwszej dekadzie XX wieku.

I właśnie dlatego historia ta pozostaje otwarta na dalsze badania.

Służebniczki w Mielżynie – do 1922 roku?

Ostatnie lata działalności mielżyńskich służebniczek wymagają jeszcze dalszych badań. Wiemy, że ich obecność w Mielżynie jest potwierdzona co najmniej do 1910 roku, kiedy zmarła s. Elżbieta Szkudłapska. Późniejsze opracowanie dotyczące historii Witkowa podaje jednak, że w latach 1865–1922 w Mielżynie istniała ochronka dla dzieci prowadzona przez siostry służebniczki.

Dlatego w obecnym stanie badań możemy przyjąć 1922 rok jako prawdopodobną datę końcową działalności służebniczek w Mielżynie, z zastrzeżeniem, że wymaga ona jeszcze potwierdzenia w dokumentach źródłowych.

Edmund Bojanowski i Mielżyn

W historii mieleżyńskiej ochronki ważną postacią był również jej twórca i organizator – Edmund Bojanowski.

Jego związek z Mielżynem widoczny jest w korespondencji już w czasie przygotowań do otwarcia placówki.

Zachowany materiał pokazuje, że interesował się jej organizacją, doborem sióstr i późniejszym funkcjonowaniem.

W marcu 1859 roku otrzymał wiadomość od służebniczek po ich powrocie z Mielżyna. W kolejnych latach otrzymywał informacje dotyczące pracy sióstr, dzieci i funkcjonowania ochronki.

Jego obecność w historii Mielżyna zasługuje jednak na osobne opracowanie, oparte na wszystkich zachowanych wzmiankach o jego pobytach, podróżach i kontaktach z tutejszymi mieszkańcami.

Mielżyńska ochronka – część historii miejscowości

Kiedy patrzymy dzisiaj na Mielżyn, trudno wyobrazić sobie miejscowość sprzed ponad 160 lat.

Nie było samochodów, telefonów ani dzisiejszych szkół i przedszkoli.

Były za to dzieci przychodzące do ochronki, siostry pracujące w ogrodzie, kobiety uczestniczące w czytaniach, mieszkańcy przynoszący żywność i proboszcz, który musiał troszczyć się o wiele spraw jednocześnie.

Były też problemy.

Brak pieniędzy.

Choroby.

Zmęczenie.

Nieporozumienia między siostrami.

Kłopoty z lokalem.

Konieczność zdobywania żywności i pieniędzy.

A mimo to placówka trwała.

Jej historia pokazuje, że wielkie dzieła nie zawsze powstają dzięki wielkim środkom.

Czasem zaczynają się od kilku osób, domu, kawałka ziemi, grupy dzieci i ludzi gotowych pomagać.

W Mielżynie takim miejscem stała się ochronka.

Przez kolejne dziesięciolecia służebniczki były częścią miejscowej społeczności. Opiekowały się dziećmi, wychowywały je, pomagały chorym, pracowały w gospodarstwie, uczestniczyły w życiu religijnym i utrzymywały kontakty z mieszkańcami.

Dlatego historia mieleżyńskich służebniczek nie jest wyłącznie historią jednej placówki.

Jest częścią historii samych mieszkańców Mielżyna.


Najważniejsze daty

1854 – wcześniejsza mieleżyńska ochronka zostaje zamknięta; źródło określa jej prowadzenie jako niewłaściwe.

około 1857 – ks. Hilary Koszutski wspomina wcześniejszą ochronkę działającą w domu Andrzeja Pierzchalskiego; szczegóły jej działalności pozostają jeszcze do ustalenia.

luty 1859 – Edmund Bojanowski podejmuje przygotowania do skierowania służebniczek do Mielżyna.

19 marca 1859 – Bojanowski wspomina o powrocie służebniczek z Mielżyna, co potwierdza wcześniejszy pobyt sióstr związany z przygotowaniami do otwarcia placówki.

11 kwietnia 1859 – otwarcie mieleżyńskiej ochronki.

1860 – Marianna Musidlak związana z Mielżynem jako przełożona.

1861 – w Mielżynie pojawia się kandydatka do zgromadzenia.

1862 – według zapisu Bojanowskiego do ochronki przychodzi około 50–60 dzieci.

1865 – zmiany personalne; 11 lipca Mielżyn opuszcza Marianna Musidlak.

1866 – Koszutski opisuje działalność Marianny Kucharskiej i Teofili Wróblewskiej oraz życie religijne kobiet i dziewcząt związane z ochronką.

1867 – listy Nepomuceny Chwiałkowskiej pokazują codzienne życie mieleżyńskich sióstr: pracę w ogrodzie, uprawę ziemniaków, opiekę nad dziećmi i działalność religijną.

1868 – Teofila Ptaszyńska zostaje skierowana do Mielżyna.

1868–1897 – Teofila Ptaszyńska pełni funkcję przełożonej mieleżyńskiej placówki.

1897–1899 – przełożoną w Mielżynie jest Katarzyna Andrysiak.

18 września 1904 – do Mielżyna przybywa Elżbieta Szkudłapska.

7 sierpnia 1910 – Elżbieta Szkudłapska umiera w Mielżynie.

1922 rok – prawdopodobny rok zakończenia działalności ochronki prowadzonej przez siostry służebniczki w Mielżynie


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *