Mielżyn w XVI wieku. Miasto ludzi, rzemiosła i handlu
Mielżyn XVI wieku nie był wielkim miastem. Nie miał znaczenia Poznania czy Gniezna.
Był małym prywatnym miasteczkiem.
Ale małe nie znaczyło martwe.
Kiedy przyjrzymy się zachowanym rejestrom podatkowym, zobaczymy miejscowość, w której działało wielu rzemieślników, handlowano solą, sprzedawano gorzałkę, pracowali kowale i szewcy, a mieszkańcy posiadali również własne pola.
Było to miasto, w którym ludzie pracowali dla siebie nawzajem i dla mieszkańców okolicznych wsi.
Skąd wiemy, kto mieszkał w Mielżynie?
Informacji dostarczają przede wszystkim rejestry podatkowe z XVI wieku.
Nie są to spisy ludności w dzisiejszym znaczeniu.
Urzędnik nie zapisywał wszystkich mieszkańców wraz z wiekiem, imieniem i nazwiskiem. Interesowało go przede wszystkim to, od czego i ile trzeba zapłacić podatku.
Dlatego liczby z tych rejestrów trzeba traktować ostrożnie.
Jeżeli źródło wymienia 21 rzemieślników, nie oznacza to, że w Mielżynie mieszkało dokładnie 21 rodzin rzemieślniczych.
Ale właśnie dzięki takim zapisom możemy zobaczyć zawodową strukturę miasta.
21 rzemieślników
W 1578 roku w Mielżynie wykazano 21 rzemieślników.
To bardzo dużo, jeśli pamiętamy, że mamy do czynienia z niewielkim miasteczkiem.
Byli oni potrzebni, ponieważ mieszkańcy nie mogli kupić wszystkiego w sklepie tak jak dzisiaj.
Buty trzeba było zrobić.
Narzędzie trzeba było wykuć.
Koło do wozu trzeba było wykonać.
Ubranie trzeba było uszyć.
Mięso trzeba było przygotować.
I właśnie takich ludzi zaczynamy widzieć w źródłach.
Siedmiu szewców
W 1582 roku wymieniono siedmiu szewców.
To jedna z najbardziej widocznych grup zawodowych w Mielżynie.
Buty były przedmiotem codziennego użytku, ale ich wykonanie wymagało fachu. Szewc wykonywał nowe obuwie, ale także naprawiał stare.
Siedmiu szewców pokazuje, że Mielżyn posiadał rynek wystarczający do utrzymania kilku warsztatów tego samego rodzaju.
Być może pracowali nie tylko dla mieszkańców miasta, ale także dla ludzi przybywających z okolicznych wsi.
Dwóch kowali
Było także dwóch kowali.
Ich znaczenie trudno przecenić.
Kowal nie zajmował się wyłącznie końmi. W jego warsztacie powstawały i były naprawiane różnego rodzaju narzędzia, okucia, zawiasy, gwoździe i elementy potrzebne w gospodarstwie.
W świecie, w którym większość przedmiotów wykonywano ręcznie, kowal był jednym z podstawowych fachowców.
Krawcy, bednarz i kołodzieje
W 1582 roku źródło wymienia kolejne zawody wykonywane w Mielżynie:
- 3 krawców,
- 2 kowali,
- 1 bednarza,
- 1 tasarza,
- 7 szewców,
- 2 kołodziei,
- 2 rzeźników,
- 2 prasolów, czyli handlarzy solą.
Łącznie daje to 20 osób wykonujących wymienione w rejestrze zawody rzemieślnicze i handlowe.
Krawcy szyli odzież.
Bednarz wykonywał drewniane naczynia i pojemniki, między innymi beczki.
Kołodzieje specjalizowali się w wykonywaniu i naprawie drewnianych elementów wozów, przede wszystkim kół.
Obecność dwóch kołodziei pokazuje przy okazji, że Mielżyn był częścią świata, w którym transport opierał się na wozach konnych.
Rzeźnicy i handel solą
Wśród mieszkańców byli również rzeźnicy oraz prasolowie.
Prasol to dawny handlarz solą.
Sól była w XVI wieku towarem niezwykle ważnym. Potrzebowano jej nie tylko do gotowania, ale również do konserwowania żywności.
Mielżyn nie musiał oczywiście produkować soli. Prasolowie zajmowali się jej sprowadzaniem i sprzedażą.
Ich obecność mówi nam więc coś istotnego o lokalnym handlu.
Miasteczko nie żyło wyłącznie z tego, co wyprodukowano w jego najbliższym sąsiedztwie.
Gorzałka też była częścią miejskiego życia
W 1578 roku odnotowano również cztery osoby zajmujące się wyszynkiem gorzałki.
Nie oznacza to koniecznie czterech karczm. Źródło wymienia osoby związane ze sprzedażą alkoholu, a nie liczbę budynków.
Sam fakt ich obecności jest jednak ciekawy.
Karczma czy miejsce wyszynku było nie tylko punktem sprzedaży. Było miejscem spotkań mieszkańców, ludzi przyjezdnych i mieszkańców okolicznych wsi.
Tam można było napić się, porozmawiać, a zapewne także dowiedzieć się, co dzieje się w okolicy.
Komornicy – najubożsi mieszkańcy miasta
W 1578 roku wykazano również 10 komorników.
Nie chodzi oczywiście o współczesnego komornika sądowego.
W dawnej Polsce komornik był człowiekiem, który nie posiadał własnego pełnego gospodarstwa i mieszkał przy cudzym gospodarstwie lub w cudzej izbie.
Była to zatem grupa uboższa.
Ich obecność pokazuje, że mieszkańcy Mielżyna nie byli jednakowo zamożni.
Obok właścicieli domów i warsztatów żyli ludzie, którzy utrzymywali się przede wszystkim z własnej pracy.
Mielżyn miał własne pola
W rejestrze z 1578 roku wykazano przy Mielżynie 5 łanów.
Łan był dawną jednostką powierzchni, której wielkość zmieniała się w zależności od czasu i miejsca.
Nie chodzi jednak tutaj o dokładne przeliczenie na współczesne hektary.
Znacznie ważniejszy jest sam fakt:
mieszkańcy miejskiego Mielżyna mieli również dostęp do ziemi.
Miasto i rolnictwo nie były więc dwoma zupełnie odrębnymi światami.
Burmistrz i rada
W rejestrze pojawia się także burmistrz wraz z radą miasta.
To jeden z najbardziej wymownych szczegółów dotyczących Mielżyna.
Nie możemy na podstawie jednego zapisu odtworzyć całego systemu samorządowego. Możemy jednak stwierdzić, że w drugiej połowie XVI wieku funkcjonowały tutaj osoby określane jako burmistrz i rada.
Mielżyn posiadał więc nie tylko miejską nazwę.
Miał miejskie życie.
Mielżynek – gospodarcze zaplecze miasta
Drugą stroną tego świata był Mielżynek.
W 1578 roku wykazano tam:
- 9 osiadłych łanów,
- 7 zagrodników,
- 2 komorników,
- 2 rzeźników,
- młyn lub młyny,
- wiatrak.
Znajdował się tam również folwark.
Folwark był dużym gospodarstwem należącym do właściciela dóbr. Wytwarzano w nim przede wszystkim produkty rolne przeznaczone na potrzeby dworu i na sprzedaż.
Administratorem tego gospodarstwa był Wojciech Czeluściński.
Mielżyn i Mielżynek tworzyły więc dwa uzupełniające się światy.
Miasto dawało rzemiosło, handel i usługi.
Wiejska część dóbr dostarczała ziemi, produkcji rolnej i zaplecza gospodarczego.
Kim był zagrodnik?
W rejestrach Mielżynka pojawia się siedmiu zagrodników.
Nie należy ich mylić z chłopami posiadającymi pełne gospodarstwa.
Zagrodnik posiadał niewielką zagrodę i mniejszy kawałek ziemi. Był więc niżej w hierarchii majątkowej od kmiecia, który posiadał pełniejsze gospodarstwo rolne.
Zagrodnik mógł utrzymywać się z własnej ziemi, hodowli, pracy przy gospodarstwie oraz pracy najemnej.
To kolejny szczegół pokazujący, jak zróżnicowane było społeczeństwo związane z Mielżynem.
Kościół był częścią tego miejskiego świata
W centrum Mielżyna znajdował się również kościół parafialny i związana z nim przestrzeń.
Opis jego uposażenia zachowany w Liber beneficiorum pozwala zobaczyć nie historię samej świątyni, ale fragment dawnego miasta.
Kościół, cmentarz i przestrzeń wokół nich
Kościół parafialny był jednym z najważniejszych punktów dawnego Mielżyna. Nie chodzi jednak tylko o sam budynek świątyni. Wokół niego znajdowała się cała przestrzeń związana z życiem parafii – cmentarz, place, ogrody, domy, pola i łąki należące do proboszcza.
Bardzo dokładny obraz tej przestrzeni zachował się w „Liber beneficiorum” Jana Łaskiego, czyli księdze uposażeń kościelnych sporządzanej w latach 1511–1523. Jej zadaniem było między innymi opisanie majątku i dochodów poszczególnych kościołów.
Dla historii Mielżyna jest to źródło wyjątkowe. Nie opisuje ono historii kościoła jako budowli, ale pokazuje jego otoczenie i materialne zaplecze, dzięki czemu możemy zajrzeć do przestrzeni miasta sprzed pięciu stuleci.
Cmentarz przy kościele
W opisie Mielżyna czytamy o cmentarzu – cimiterium. W dawnych miastach i wsiach cmentarz przykościelny był częścią zespołu kościelnego. To właśnie tutaj chowano zmarłych parafian, a przestrzeń wokół świątyni była jednocześnie miejscem kultu i częścią codziennego życia wspólnoty.
W naszym źródle cmentarz jest ważny również dlatego, że stanowi punkt odniesienia dla określenia położenia jednego z kościelnych placów.
Autor nie napisał, że plac znajdował się po prostu „na zachód od kościoła”. Użył określenia:
„iacentem penes cimiterium versus occidentem”
czyli „położony przy cmentarzu, od strony zachodniej”.
To pozornie drobna różnica, ale dla próby odtworzenia dawnego Mielżyna jest bardzo istotna.
Nie możemy na podstawie tego zapisu narysować dokładnego kształtu cmentarza ani określić, gdzie przebiegało jego ogrodzenie. Możemy natomiast powiedzieć, że cmentarz znajdował się przy kościele, a po jego zachodniej stronie znajdowała się przestrzeń należąca do kościelnego uposażenia.
Szeroki plac i ogrody
Ten zachodni plac musiał być całkiem pokaźny.
Źródło określa go jako:
„satis latam et spatiosam”
– czyli dość szeroki i przestronny.
Nie był to więc niewielki skrawek ziemi.
Co więcej, placowi towarzyszyły ogrody przylegające do niego.
Mamy zatem jeden z pierwszych konkretnych obrazów przestrzeni Mielżyna:
kościół – cmentarz – po zachodniej stronie szeroki plac – przy nim ogrody.
Nie wiemy natomiast, do czego dokładnie ten plac służył. I tutaj warto zachować ostrożność. Źródło nie nazywa go rynkiem ani targowiskiem, dlatego nie powinniśmy tak go określać.
Wiemy natomiast, że należał do uposażenia kościoła, a więc stanowił część majątku, z którego utrzymywał się miejscowy proboszcz.
Drugi plac – po południowej stronie kościoła
Kościelne zaplecze nie kończyło się na zachodnim placu.
Źródło wymienia również drugi plac przeznaczony dla „ministra” i znajdujący się przy nim mały domek.
W tym przypadku „minister” nie oznacza oczywiście ministra w dzisiejszym znaczeniu. Chodzi o pomocnika kościelnego, osobę wspierającą miejscowego duchownego w funkcjonowaniu parafii.
Położenie tego miejsca również zostało opisane:
po drugiej stronie kościoła, w kierunku południowym.
Dzięki temu źródło daje nam kolejną wskazówkę przestrzenną.
Możemy więc wyobrazić sobie zespół kościelny mniej więcej tak:
- w centrum – kościół,
- wokół niego – cmentarz przykościelny,
- po stronie zachodniej cmentarza – szeroki plac z ogrodami,
- po stronie południowej kościoła – drugi plac z małym domkiem dla pomocnika kościelnego.
Nie jest to oczywiście dokładny plan sytuacyjny. Jest to rekonstrukcja przestrzeni wyłącznie na podstawie informacji zawartych w źródle.
Proboszcz miał własne pola
Kościół posiadał również ziemię uprawną.
W Mielżynie proboszcz miał dwa łany ziemi na każdym polu. Źródło podkreśla, że ich długość i szerokość odpowiadały wymiarom pól należących do innych mieszkańców miasta.
To bardzo interesująca wiadomość.
Pokazuje bowiem, że grunty kościelne były częścią tego samego systemu pól, z którego korzystali mieszczanie. Nie znajdowały się gdzieś w zupełnie odrębnym świecie.
Do tych gruntów należały także przylegające łąki.
Opis mówi ponadto, że w granicach tych ziem, rozciągających się aż w kierunku miasta, znajdował się ogród oraz plac z miejscem dla ogrodnika.
Kim był ten „ogrodnik”?
Tutaj trzeba uważać na współczesne znaczenie słowa.
Łaciński hortulanus oznacza dosłownie człowieka związanego z ogrodem, dlatego w tłumaczeniach pojawia się jako ogrodnik. Nie należy jednak wyobrażać go sobie wyłącznie jako zawodowego ogrodnika pielęgnującego cudzy ogród.
Był to mieszkaniec związany z niewielką działką i ogrodem, mający własne miejsce zamieszkania i utrzymujący się z niewielkiego gospodarstwa oraz pracy własnych rąk.
Warto też odróżnić go od zagrodnika, którego źródła wymieniają jako osobną kategorię mieszkańców. Nie mamy więc podstaw, aby automatycznie utożsamiać hortulanus z zagrodnikiem.
Kościół miał dochody także z pól
Uposażenie parafii obejmowało nie tylko nieruchomości.
Proboszcz otrzymywał również dziesięcinę snopową z pól folwarcznych Mielżyna.
Dziesięcina była świadczeniem przekazywanym Kościołowi z uzyskiwanych plonów. W tym przypadku chodziło o część zbiorów z pól należących do folwarku.
To pokazuje, że funkcjonowanie parafii było związane z całym gospodarczym organizmem Mielżyna.
Kościół miał swoje place i ogrody, własną ziemię i łąki, ale otrzymywał również świadczenia z gospodarstw rolnych.
Mieszczanin z ziemią i mieszkaniec bez pola
Liber beneficiorum pokazuje również, że mieszkańcy Mielżyna byli zróżnicowani majątkowo.
Mieszczanie i mieszkańcy przedmieść posiadający ziemię płacili meszne z łanu – po jednej mierze żyta i jednej mierze owsa.
Natomiast człowiek, który nie posiadał ziemi, płacił meszne od domu – jeden grosz.
Jeszcze inaczej traktowano mieszkańców najuboższych.
Komornicy i ogrodnicy mieszkający na przedmieściu płacili po pół grosza.
Młynarze natomiast płacili po jednym groszu.
Dzięki tym pozornie suchym informacjom widzimy coś bardzo konkretnego: parafia obejmowała ludzi o różnej pozycji majątkowej – od posiadających ziemię mieszczan po komorników i mieszkańców niewielkich gospodarstw.
Parafia wychodziła poza Mielżyn
Mielżyn nie był jedyną miejscowością należącą do parafii.
Podlegały jej również Jaworowo i Lipe.
W Jaworowie znajdowały się pola folwarczne, z których dziesięcina snopowa trafiała do proboszcza w Mielżynie.
Tamtejsi kmiecie płacili meszne z łanu w wysokości dwóch korców żyta i dwóch korców owsa, natomiast karczmarze – po jednym groszu.
W Lipe kmiecie również byli zobowiązani do płacenia mesznego, tym razem po jednej mierze żyta i jednej mierze owsa z łanu.
Widzimy więc wyraźnie, że parafia była organizmem łączącym miasto, przedmieścia i okoliczne wsie.
Mała parafia, skromne dochody
Opis przynosi jeszcze jeden bardzo ciekawy szczegół.
Miejscowy proboszcz, ze względu na niewielkie dochody i małą liczbę parafian, nie utrzymywał wikariusza.
Miał tylko pomocnika, którego wynagradzał w miarę swoich możliwości.
To pozwala spojrzeć na dawny Mielżyn z jeszcze innej strony.
Było to wprawdzie miasto, ale niewielkie. Jego parafia nie należała do bogatych i nie wymagała dużego zespołu duchownych.
Fragment dawnego Mielżyna
Opis z Liber beneficiorum pozwala więc odtworzyć nie historię samego kościoła, lecz fragment przestrzeni, w której żyli mieszkańcy Mielżyna.
W centrum znajdował się kościół z przykościelnym cmentarzem.
Przy zachodniej stronie cmentarza rozciągał się szeroki, przestronny plac z ogrodami.
Po południowej stronie kościoła znajdował się drugi plac i niewielki domek pomocnika kościelnego.
Dalej znajdowały się pola, łąki, ogród i miejsce dla ogrodnika.
A wszystko to było częścią majątku parafii, która obejmowała również mieszkańców przedmieść oraz wsie Jaworowo i Lipe.
Dzięki temu krótkiemu opisowi sprzed pięciu stuleci Mielżyn przestaje być tylko nazwą w dawnym dokumencie.
Zaczynamy widzieć jego przestrzeń: kościół, cmentarz, place, ogrody, pola, domy i ludzi, którzy z tych miejsc korzystali.
Źródłem tego obrazu jest opis Mielżyna w Liber beneficiorum archidiecezji gnieźnieńskiej Jana Łaskiego; zachowane wydanie źródła ukazało się drukiem w Gnieźnie w latach 1880–1881.
Małe miasto, ale prawdziwe miasto
W 1591 roku źródła wykazują już 25 rzemieślników i 5 komorników.
Nie oznacza to, że możemy powiedzieć, iż ludność Mielżyna wzrosła dokładnie o określony procent. Rejestry podatkowe nie były spisami mieszkańców.
Pokazują jednak, że pod koniec XVI wieku Mielżyn nadal posiadał zróżnicowane życie gospodarcze.
Byli tutaj:
szewcy, krawcy, kowale, kołodzieje, bednarz, rzeźnicy, handlarze solą, osoby zajmujące się wyszynkiem gorzałki, komornicy, mieszczanie posiadający ziemię, burmistrz i rada.
A obok miasta funkcjonował Mielżynek z folwarkiem, polami, zagrodnikami, komornikami i młynami.
Tak wyglądał Mielżyn u schyłku XVI wieku.
Nie był wielkim miastem.
Ale był żywym miastem – miejscem pracy, handlu, spotkań i codziennego życia ludzi, których imiona w większości zaginęły.
To właśnie oni tworzyli Mielżyn, który znamy ze źródeł.