Zmarli i pochowani w Mielżynie. Ludzie, których ostatnia droga prowadziła do Mielżyna
Dziś przy kościele w Mielżynie zachowały się trzy rodzinne grobowce – Bilażewskich, Gutowskich i Jaraczewskich. Jeszcze kilka lat temu można było zobaczyć także czwarty, którego przynależności rodzinnej nie udało się dotąd ustalić.
To jednak tylko niewielka część dawnego świata.
Przez stulecia Mielżyn był miejscem pochówku nie tylko swoich mieszkańców. Spoczywali tutaj właściciele okolicznych majątków, członkowie znanych rodzin ziemiańskich, duchowni, dzieci, a także ludzie, którzy zmarli wiele kilometrów od Mielżyna. Ich ciała sprowadzano z Jaworowa, Sobiejuch, Poznania, Witkowa czy innych miejscowości, aby mogli spocząć w rodzinnym grobie.
Dawne księgi i nekrologi pozwalają dziś odtworzyć fragment tego nieistniejącego już cmentarza.
Nazwiska, które przetrwały w dokumentach, są właściwie mapą dawnego Mielżyna – mapą ludzi, których grobów w większości nie potrafimy już wskazać.
Cmentarz, którego prawie już nie widać
W najdawniejszych czasach zmarłych grzebano przede wszystkim w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła. Tak było również w Mielżynie.
Przez setki lat przestrzeń wokół świątyni była więc miejscem pochówków. Dzisiejszy cmentarz przykościelny nie przypomina jednak tego, który istniał w XVIII czy na początku XIX wieku.
Większość dawnych grobów zniknęła.
Nie ma już rzędów nagrobków z nazwiskami Czaplickich, Chwaliszewskich, Rudzkich, Trąmpczyńskich czy Łakińskich. Nie możemy dziś przejść między mogiłami i odczytać dat urodzenia oraz śmierci ludzi, których nazwiska pojawiają się w dawnych księgach.
Pozostał kościół i kilka rodzinnych grobowców.
Dzisiejszy cmentarz parafialny jest znacznie młodszy i pochodzi z XIX wieku. Oznacza to, że znaczna część osób wymienionych w XVIII-wiecznych zapisach spoczywała jeszcze w starszej przestrzeni cmentarnej przy kościele.
Jest jeszcze jedna tajemnica.
Pod posadzką kościoła, po jego południowej stronie, znajduje się dawna grobnica. Kiedy otwarto ją w latach 80. XX wieku, nie znaleziono już trumien – pozostała jedynie ziemia.
Nie wiemy dziś z całą pewnością, do której rodziny należała. Jej związek z dawnymi właścicielami Mielżyna, przede wszystkim z Mielżyńskimi, wydaje się możliwy, ale pozostaje hipotezą wymagającą dalszych badań.
Być może więc pod samym kościołem znajduje się jeszcze jeden ślad dawnego świata, którego rodzinnej historii nie potrafimy już dziś odtworzyć.
Najstarsze pochówki, które udało się odnaleźć
Ślady pochówków prowadzą nas co najmniej do XVIII wieku.
W 1716 roku pochowano Katarzynę Czaplicką. W 1733 roku w źródłach pojawia się Chryzostom Chwaliszewski, a rok później Czaplicka z Gorzykowa.
Potem pojawiają się kolejne nazwiska:
Jan Giwartowski – 1735
Stanisław Rudzki – 1736
Jadwiga Rudzka z Trąmpczyńskich – 1737
Reina Poklatecka – 1749
Nie były to wyłącznie osoby mieszkające w samym Mielżynie.
Wśród pochowanych pojawiają się przedstawiciele rodzin związanych z okolicznymi majątkami. To bardzo ważne, ponieważ pokazuje, że miejscowy kościół i cmentarz pełniły funkcję znacznie szerszą niż tylko miejsce pochówku mieszkańców jednej wsi czy miasteczka.
Mielżyn był miejscem, w którym krzyżowały się losy wielu rodzin.
Trąmpczyńscy i rok 1768
Szczególne miejsce w dziejach Mielżyna zajmują Trąmpczyńscy, którzy nabyli miejscowość w 1719 roku.
W 1767 roku w Mielżynie pochowano ks. Jakuba Otto Trąmpczyńskiego.
Rok później spoczął tutaj Józef Lipski z Szemborowa.
Był to jednak również rok szczególny dla całej Rzeczypospolitej.
W 1768 roku rozpoczęła się konfederacja barska. Przemarsze wojsk, walki i przemoc dotykały również Wielkopolski.
W naszych źródłach zachował się konkretny ślad tych wydarzeń. Maciej Rudzki, posesor Lipia, został w Chodzieży ranny przez żołnierzy i wskutek odniesionych obrażeń zmarł.
Nie mamy podstaw, aby stwierdzić, że jego śmierć była bezpośrednim skutkiem działań konfederacji barskiej. Źródło tego nie mówi.
Ale sam fakt jest wymowny.
W 1768 roku człowiek związany z okolicznymi dobrami został zaatakowany przez żołnierzy i zmarł wskutek odniesionych ran.
W tym samym czasie w Mielżynie odbywały się zwyczajne parafialne pogrzeby.
Tak wyglądała historia tamtej epoki – wielka polityka, przemarsze wojsk i przemoc przeplatały się z codziennym życiem ludzi, którzy nadal rodzili dzieci, zawierali małżeństwa i odprowadzali swoich bliskich na cmentarz.
Najbardziej przejmujące zapisy – dzieci
Wśród nazwisk zapisanych w dawnych księgach szczególnie poruszają te, które dotyczą dzieci.
W 1770 roku pochowano Bernarda, syna Izydora Ciesielskiego i Józefaty.
Kilka dziesięcioleci później pojawiają się dzieci z rodziny Jaraczewskich.
Wirydjanna, córka Tadeusza Jaraczewskiego i Róży z Łakińskich, żyła zaledwie 24 godziny. Zmarła w 1811 roku i została pochowana w Mielżynie.
Apolinary Jan Nepomucen Jaraczewski przeżył tylko sześć dni. Został pochowany 29 maja 1813 roku.
W styczniu 1817 roku pochowano Józefę Jaraczewską, która przeżyła zaledwie 13 dni.
W 1816 roku zmarł natomiast Apolinary Ignacy Gutowski, syn Łukasza i Leokadii z Łakińskich Gutowskich. Miał zaledwie dziesięć miesięcy.
Takie zapisy są dla współczesnego człowieka szczególnie trudne.
Dziś śmierć dziecka w pierwszych dniach życia jest wydarzeniem wyjątkowym. W dawnych społeczeństwach była niestety znacznie częstsza. Choroby zakaźne, brak skutecznego leczenia, złe warunki sanitarne i ograniczone możliwości medycyny sprawiały, że pierwsze miesiące i lata życia były okresem ogromnego zagrożenia.
Za każdym krótkim wpisem w księdze kryła się jednak konkretna rodzina.
Za „Apolinary, 6 dni” kryli się rodzice.
Za „Józefa, 13 dni” – matka i ojciec, którzy musieli pożegnać swoje dziecko.
Dawna księga zapisuje tylko kilka słów. Historia pozwala nam zobaczyć za nimi człowieka.
Śmierć zapisana dawnym językiem
Dawne księgi zgonów są również niezwykle interesujące z punktu widzenia historii medycyny.
Niektóre zapisy podają przyczynę śmierci, ale dawna terminologia nie zawsze odpowiada współczesnym diagnozom.
Sebastian Konarski, pochowany w Mielżynie w 1800 roku, zmarł subitanea morte – nagłą śmiercią.
Apolinary Łakiński, dziedzic Mielżyna, zmarł 8 listopada 1827 roku. W źródle przyczynę określono skrótem hidrop., czyli „puchlina wodna”. Było to dawne określenie obrzęków i gromadzenia się płynu w organizmie, występujących przy różnych poważnych chorobach. Nie można dziś na tej podstawie wskazać jednej konkretnej diagnozy.
20 stycznia 1828 roku zmarł Tadeusz Jaraczewski, dziedzic Jaworowa i mąż Róży z Łakińskich. Przyczynę określono jako apopleksję – dawne określenie nagłego ciężkiego zaburzenia mózgowego, często odnoszone do udaru lub krwotoku mózgowego.
W 1798 roku zmarła Jadwiga z Jaraczewskich Broniewska. W księdze pojawia się określenie „ex pustulis”, czyli odnoszące się do zmian skórnych/pustuli.
Rok 1798 był czasem, gdy na ziemiach polskich występowały epidemie ospy. Nie można jednak na podstawie samego wpisu stwierdzić, że Jadwiga zmarła właśnie na ospę. Możemy jedynie zauważyć, że zapis jest interesujący w kontekście ówczesnych chorób zakaźnych.
W 1798 roku zmarł również miejscowy proboszcz Bartłomiej Gostomski. Miał 45 lat, a jako przyczynę śmierci zapisano febris putrida – „gorączkę zgniłą”, określenie używane dawniej wobec ciężkich chorób gorączkowych. Także tutaj nie należy automatycznie przypisywać mu konkretnej współczesnej choroby.
Dawne księgi nie są więc tylko spisem dat.
Są również świadectwem tego, jak ludzie dawniej rozumieli chorobę i śmierć.
Apolinary Łakiński – dziedzic Mielżyna
Jedną z ważniejszych osób pochowanych w Mielżynie był Apolinary Łakiński, dziedzic miejscowości.
Zmarł 8 listopada 1827 roku, mając około 42 lat. Pogrzeb odbył się kilka dni później.
Jego śmierć nastąpiła w ważnym momencie historii miejscowego majątku.
Łakińscy byli silnie związani z Mielżynem, a poprzez małżeństwa losy rodziny połączyły się z Gutowskimi.
Leokadia z Łakińskich wyszła za Łukasza Gutowskiego. W kolejnych latach Łukasz Gutowski występował jako dziedzic Mielżyna.
Leokadia zmarła w 1833 roku, mając zaledwie 38 lat. Pozostawiła męża i pięcioro małoletnich dzieci.
W źródle jako przyczynę jej śmierci zapisano febris nervosa, czyli „gorączkę nerwową”. Było to szerokie dawne określenie ciężkiego stanu gorączkowego i nie pozwala dziś na pewne rozpoznanie konkretnej choroby.
To właśnie takie informacje pokazują, jak wiele jeszcze można wydobyć z dawnych ksiąg.
Jaraczewscy – rodzina, której grobowiec przetrwał
Wśród trzech zachowanych przy kościele grobowców szczególne miejsce zajmuje grobowiec Jaraczewskich.
Źródła pokazują, że rodzina była związana z Mielżynem przez kilka pokoleń.
Tadeusz Jaraczewski, dziedzic Jaworowa, był mężem Róży z Łakińskich. Ich dzieci pojawiają się w księgach parafialnych, a część z nich zmarła w bardzo młodym wieku.
Rodzinne więzi były jednak silniejsze niż odległość.
W 1860 roku z Jaworowa sprowadzono do Mielżyna Emilię z Sikorskich Jaraczewską.
Źródło podaje:
„Eksp. z Jaworowa do Mielżyna 20 go a 21 go pogrzeb.”
Nie była to więc przypadkowa podróż zwłok. Była to droga na rodzinny pogrzeb.
W 1863 roku podobny los spotkał Różę z Łakińskich Jaraczewską. Zmarła w Sobiejuchach w wieku 75 lat.
W zapisie czytamy:
„Pogrz., po przenies. do Mielżyna 16-go.”
Mielżyn pozostawał zatem miejscem rodzinnego pochówku nawet wtedy, gdy śmierć następowała daleko od miejscowego kościoła.
Zenon Jaraczewski – powrót z Poznania
Jeszcze ciekawszy jest przypadek Zenona Jaraczewskiego.
Zmarł w Poznaniu 27 stycznia 1870 roku, mając 63 lata.
Jego ciało przewieziono jednak do rodzinnego grobu w Mielżynie.
W „Dzienniku Poznańskim” zapisano:
„Eksp. z Pozn. do gr. fam. do Mielżyna.”
Kilka słów – a jednak ogromna ilość informacji.
Zenon umarł w Poznaniu, ale miejscem jego ostatniego spoczynku miał być Mielżyn.
Był również uczestnikiem powstania listopadowego 1831 roku.
Jego grób łączy więc historię miejscowości z historią polskich walk narodowych.
Józef Malczewski – weteran 1831 roku
Podobną historię ma Józef Malczewski.
Zmarł w 1890 roku w Witkowie. Był weteranem powstania listopadowego i byłym nauczycielem seminarium nauczycielskiego.
Jego ostatnia droga prowadziła jednak do Mielżyna.
„Dziennik Poznański” podał:
„Pogrz. i eksp. z Witkowa do grobu w Mielżynie.”
To jedno z najbardziej jednoznacznych świadectw dotyczących pochówku w Mielżynie.
Nie tylko wiadomo, że zwłoki przewieziono z Witkowa. Wiemy również, że celem był grób w Mielżynie.
Józef Malczewski jest więc kolejną osobą, dzięki której miejscowy cmentarz staje się częścią historii powstania listopadowego.
Czy czwarty grobowiec należał do Malczewskich?
Przy kościele zachowały się dziś trzy rozpoznane rodzinne grobowce:
Bilażewskich, Gutowskich i Jaraczewskich.
Jeszcze niedawno istniał tutaj również czwarty grobowiec. Dziś nie jesteśmy już w stanie z całą pewnością powiedzieć, do której rodziny należał.
Jedną z możliwości są Malczewscy.
Mamy bowiem dwa bardzo interesujące zapisy.
W 1881 roku Emilia Malczewska, mająca 70 lat, została sprowadzona do kościoła w Mielżynie:
„Eksp. do Kośc. w Mielżynie.”
Dziewięć lat później Józef Malczewski został sprowadzony z Witkowa do grobu w Mielżynie.
Czy oboje należeli do rodziny, której grobowiec znajdował się przy kościele?
Tego jeszcze nie wiemy.
Hipoteza jest jednak na tyle interesująca, że warto jej poświęcić dalszą kwerendę – w nekrologach, księgach parafialnych, dokumentach rodzinnych i materiałach dotyczących dawnych grobowców.
Być może właśnie tam znajdzie się odpowiedź na zagadkę czwartego grobowca.
Gutowscy – rodzinny grób i historia Mielżyna
Drugim zachowanym grobowcem są Gutowscy.
Ich historia jest mocno związana z dziejami Mielżyna oraz Łakińskich.
W 1816 roku pochowano Apolinarego Ignacego Gutowskiego, syna Łukasza i Leokadii z Łakińskich Gutowskich. Miał zaledwie dziesięć miesięcy.
W 1895 roku w rodzinnym grobie w Mielżynie pochowano Władysława Gutowskiego, który zmarł w Jaworowie.
Szczególnie interesująca jest Władysława Gutowska z domu Krasicka, zmarła w 1888 roku.
Jej ciało sprowadzono do Mielżyna, gdzie znajdował się rodzinny grób.
Jej historia prowadzi nas jednocześnie do rodziny Krasickich. Władysława była córką pułkownika Krasickiego, którego losy zostały opisane w osobnym artykule.
W ten sposób jeden rodzinny grobowiec staje się punktem, w którym spotykają się dzieje kilku rodzin.
Bilażewscy – ostatni właściciele i rodzinny grobowiec
Trzecim zachowanym do dziś grobowcem są Bilażewscy.
W 1883 roku zmarł Wiktor Bilażewski, dziedzic Mielżyna. Źródło odnotowuje przewiezienie jego ciała do miejscowego kościoła.
W 1895 roku zmarł Konstanty Bilażewski, również związany z majątkiem Mielżyn. W jego przypadku źródło mówi o ekspedycji do parafii Mielżyn.
Takie zapisy pokazują znaczenie rodzinnych grobów.
Nie musiało mieć znaczenia miejsce śmierci.
Jeżeli członek rodziny umierał w Jaworowie, Poznaniu, Witkowie czy innej miejscowości, jego ostatnia droga mogła prowadzić do rodzinnego grobu w Mielżynie.
Ludzie sprowadzani do Mielżyna
W odnalezionych dokumentach możemy zobaczyć kilka takich dróg.
Z Jaworowa sprowadzono Emilię Jaraczewską.
Z Sobiejuch – Różę z Łakińskich Jaraczewską.
Z Poznania – Zenona Jaraczewskiego.
Z Witkowa – Józefa Malczewskiego.
Do Mielżyna sprowadzano także innych członków rodzin związanych z miejscowymi dobrami.
Dla rodzin miało to ogromne znaczenie.
Grób nie był tylko miejscem złożenia ciała. Był miejscem pamięci o rodzinie.
Dlatego ktoś, kto zmarł wiele kilometrów dalej, mógł po śmierci wrócić do miejscowości, z którą związana była historia jego rodziny.
Ks. Hilary Koszutski – człowiek, który po prawie pół wieku wrócił do Mielżyna
Jedną z najciekawszych postaci pochowanych w Mielżynie jest niewątpliwie ks. Hilary Koszutski.
Jego historia jest wyjątkowa, ponieważ niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Mielżynem.
W 1848 roku był kapelanem polskiego obozu wojskowego w Książu podczas powstania poznańskiego. Po bitwie pod Książem został aresztowany i osadzony na cztery miesiące w twierdzy Winiary.
Po wyjściu z więzienia pracował w Buku, a następnie w Gnieźnie.
W październiku 1849 roku przeniósł się do Mielżyna.
I tutaj pozostał przez prawie 47 lat.
Był nie tylko proboszczem. Związał się z życiem miejscowej społeczności, interesował się jej potrzebami, pracował dla parafian, zajmował się działalnością oświatową i pisał książki religijne przeznaczone dla ludu.
Zachowane źródła z epoki podkreślają jego skromność, pracowitość i działalność na rzecz innych. Nekrolog opublikowany w 1896 roku przypomina, że pracował w Mielżynie blisko 47 lat, a także że był dziekanem i kanonikiem honorowym.
Współpracował również ze środowiskiem związanym z Edmundem Bojanowskim. Jego nazwisko pojawia się w materiałach dotyczących działalności oświatowej i społecznej Mielżyna.
Koszutski był więc człowiekiem, którego życie przez dziesięciolecia było częścią historii tej miejscowości.
A jednak jego śmierć nastąpiła poza Mielżynem.
Ostatnia droga ks. Koszutskiego – Poznań, Wólka, Mielżyn
26 lutego 1896 roku ks. Hilary Koszutski zmarł w zakładzie Sióstr Miłosierdzia w Poznaniu.
I właśnie tutaj pojawia się niezwykle ciekawy dokument – nekrolog, który dokładnie zapowiada jego ostatnią drogę.
Czytamy w nim:
„Eksp. do Mielżyna z Wólki w piątek o godzinie 4 po południu, a pogrzeb w sobotę o godzinie 10.”
To krótki zapis, ale pozwala niemal zobaczyć tę drogę.
Najpierw Poznań.
Potem Wólka.
Następnie Mielżyn.
A następnego dnia o godzinie dziesiątej – pogrzeb.
Inny nekrolog z 1896 roku podaje już wprost, że ks. Koszutski został pochowany w grobie familijnym na cmentarzu Mielżyńskim.
Nie był to więc przypadkowy pochówek w miejscu śmierci.
Po prawie pół wieku pracy w Mielżynie jego ostatnia droga zakończyła się właśnie tutaj.
To jeden z najlepszych przykładów tego, czym przez pokolenia był Mielżyn dla związanych z nim rodzin i ludzi.
Miejscem ostatniego powrotu.
Nie każdy, kto umarł w Mielżynie, został tutaj pochowany
W badaniach nad dawnym Mielżynem trzeba zachować jedną bardzo ważną zasadę.
Nie można utożsamiać miejsca zamieszkania, posiadania majątku czy związku rodzinnego z miejscem pochówku.
W dawnych dokumentach spotykamy osoby oznaczone jako „ol.” – czyli już zmarłe. W dokumentach majątkowych pojawiają się również Mielżyńscy i inni właściciele dóbr.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że zostali pochowani w Mielżynie.
Jeżeli dokument nie mówi o pogrzebie, pochówku, grobie albo sprowadzeniu zwłok do Mielżyna, nie powinniśmy dopisywać takiej osoby do listy pochowanych.
To ważne szczególnie w przypadku dawnych zapisów rodzinnych i majątkowych.
Dlatego przedstawiona tutaj lista obejmuje przede wszystkim osoby, których pochówek w Mielżynie albo sprowadzenie do Mielżyna można potwierdzić.
Imiona zapisane w dawnych księgach
Dotychczas odnalezione materiały pozwalają odtworzyć długą listę osób, których ostatnia droga prowadziła do Mielżyna.
W XVIII wieku byli to między innymi:
Katarzyna Czaplicka – 1716
Chryzostom Chwaliszewski – 1733
Czaplicka z Gorzykowa – 1734
Jan Giwartowski – 1735
Stanisław Rudzki – 1736
Jadwiga Rudzka z Trąmpczyńskich – 1737
Reina Poklatecka – 1749
ks. Jakub Otto Trąmpczyński – 1767
Józef Lipski z Szemborowa – 1768
Bernard, syn Izydora Ciesielskiego i Józefaty – 1770
Regina z Pawłowskich Kwasiborska – 1770
Antoni Wyganowski – 1773
Bartłomiej Buczkowski – 1774
Jadwiga Mankowska – 1776
Franciszek Rudzki – 1783
Stanisław Konarski – 1789
Antoni Otto Trąmpczyński – 1789
Jadwiga z Jaraczewskich Broniewska – 1798
Na początku XIX wieku dołączyli między innymi:
Sebastian Konarski – 1800
Zofia Kołudzka – 1808
Aniela z Jaskólskich Chwaliszewska – 1808
Wiktoria z Cyborskich Jaraczewska – 1808
Maciej Chwaliszewski – 1810
Wirydjanna Jaraczewska – 1811
Apolinary Jan Nepomucen Jaraczewski – 1813
Tekla Łakińska – 1813
Apolinary Ignacy Gutowski – 1816
Józefa Jaraczewska – 1817
Wawrzyniec Jaraczewski – 1819
Apolinary Łakiński – 1827
Tadeusz Jaraczewski – 1828
W drugiej połowie XIX wieku odnajdujemy kolejne osoby:
Emilię z Sikorskich Jaraczewską
Różę z Łakińskich Jaraczewską
Zenona Jaraczewskiego
Ludwikę Jaraczewską z Mierosławskich
Marię Sikorską z Jaraczewskich
Emilię Malczewską
Wiktora Bilażewskiego
Władysławę Gutowską z Krasickich
Józefa Malczewskiego
Józefa Jaraczewskiego
Praksedę Jaraczewską z Gutowskich
Władysława Gutowskiego
Konstantego Bilażewskiego
oraz ks. Hilarego Koszutskiego.
To nadal nie jest lista zamknięta.
Każdy kolejny nekrolog, księga parafialna czy odnaleziony dokument może dopisać następne nazwisko.
Groby, których już nie potrafimy wskazać
Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że większości tych osób nie możemy dziś wskazać palcem.
Nie wiemy, gdzie dokładnie spoczywa Katarzyna Czaplicka z 1716 roku.
Nie potrafimy wskazać miejsca pochówku ks. Jakuba Otto Trąmpczyńskiego.
Nie wiemy, gdzie znajdował się grób Apolinarego Łakińskiego.
Nie możemy wskazać mogił małych dzieci Jaraczewskich.
Nie wiemy również, gdzie znajdowały się groby wielu innych osób wymienionych w dawnych księgach.
Cmentarz zmienił się.
Stare nagrobki zniknęły. Groby zostały zasypane, przebudowane albo przestały być możliwe do rozpoznania.
A jednak nazwiska pozostały.
Przetrwały w księgach parafialnych, aktach majątkowych, nekrologach i gazetach.
Dawne dokumenty stały się więc swoistą mapą nieistniejącego już cmentarza.
Mielżyn – miejsce ostatniego powrotu
Kiedy dziś patrzymy na trzy zachowane rodzinne grobowce przy kościele, warto pamiętać, że reprezentują one znacznie większy świat.
Bilażewscy, Gutowscy i Jaraczewscy to tylko część rodzin, których członkowie spoczęli w Mielżynie.
Przed nimi byli między innymi Trąmpczyńscy, Rudcy, Chwaliszewscy, Łakińscy i wiele innych rodzin.
Byli właściciele majątków.
Byli duchowni.
Byli mieszkańcy Mielżyna i okolic.
Były dzieci, które przeżyły zaledwie kilka dni.
Byli ludzie, którzy umierali nagle.
Byli tacy, których zabierały choroby, których nazw dziś nie zawsze potrafimy jednoznacznie rozpoznać.
Byli uczestnicy walk narodowych – jak Zenon Jaraczewski i Józef Malczewski.
Był wreszcie ks. Hilary Koszutski – człowiek, który przez prawie pół wieku należał do historii Mielżyna, zmarł w Poznaniu, a następnie przez Wólkę wrócił do Mielżyna, aby spocząć w rodzinnym grobie.
I właśnie ta historia najlepiej pokazuje znaczenie miejscowego cmentarza.
Nie był on tylko miejscem, w którym składano zmarłych.
Był miejscem pamięci.
Miejscem, do którego wracali ci, których życie związało z Mielżynem.
Czasem wracali z sąsiedniej wsi.
Czasem z Witkowa.
Czasem z Poznania.
A czasem po śmierci po niemal pół wieku pracy dla miejscowej społeczności.
Dzisiaj większości tych grobów już nie potrafimy odnaleźć.
Ale ich nazwiska nadal są zapisane.
Dzięki nim możemy spojrzeć na Mielżyn nie tylko jak na miejscowość, w której żyli ludzie, ale również jak na miejsce, do którego przez pokolenia wracali po śmierci.
Mielżyn był dla nich miejscem ostatniego powrotu.