Kronika Kryminalna Niechanowa
Niechanowo, podobnie jak każda miejscowość, miało swoje spokojne dni, ale również chwile dramatyczne. W starych gazetach zachowały się informacje o włamaniach, kradzieżach, pożarach, wypadkach i tragediach mieszkańców. To właśnie z tych często krótkich prasowych doniesień odtwarzamy dziś kronikę kryminalną Niechanowa.
Podpalenie własnego domu. Kaczyński z Niechanowa podejrzany o próbę wyłudzenia ubezpieczenia
Niechanowo, przed 27 marca 1928 roku
W piątek, około godziny 22.30, w domu należącym do Wojciecha Kaczyńskiego z Niechanowa, przy ul. Poznańskiej, wybuchł pożar. Ogień został jednak szybko zauważony i dzięki sprawnej interwencji straży pożarnej udało się go w porę opanować.
Wkrótce okazało się, że pożar mógł nie być przypadkowy.
W związku z podejrzeniem umyślnego podpalenia własnego domu władze policyjne aresztowały Kaczyńskiego. Jak donosiła 27 marca 1928 roku Gazeta Gnieźnieńska, istniały poważne poszlaki wskazujące, że właściciel budynku sam doprowadził do jego podpalenia, chcąc następnie uzyskać premię ubezpieczeniową.
Podejrzenia wobec Kaczyńskiego nie pojawiły się zresztą po raz pierwszy. Według gazety miał on być już wcześniej dwukrotnie posądzany o podpalenie własnej nieruchomości.
Lont ze słomy i nafty
Najbardziej obciążającym dowodem okazało się wyposażenie znalezione wewnątrz domu.
Strażacy i prowadzący dochodzenie natrafili na grube zwoje słomy skręcone w rodzaj lontu i nasączone naftą. Zwoje prowadziły przez całą ubikację i, co istotne, nie spaliły się całkowicie.
Oprócz nich znaleziono małą blaszaną puszkę z otworkiem na świecę. Puszka została umieszczona na szmatach przepojonych naftą, natomiast wykonane ze słomy zwoje miały służyć jako przewód zapalający.
Według ustaleń śledczych sposób działania miał być stosunkowo prosty. Sprawca miał wieczorem zapalić świecę, a następnie opuścić budynek i zamknąć go na kłódkę. Płomień świecy, po jej wypaleniu, miał w końcu dosięgnąć nasączonych naftą szmat, od których ogień przeniósłby się na przygotowany słomiany lont, a następnie na budynek.
Plan nie przyniósł jednak zamierzonego skutku. Dzięki szybkiej interwencji straży pożar został ugaszony, zanim zdołał zniszczyć dom.
Śledztwo
Aresztowanie Kaczyńskiego nastąpiło w sobotę, następnego dnia po pożarze. W chwili publikacji informacji przez Gazetę Gnieźnieńską śledztwo nadal było prowadzone, dlatego gazeta przedstawiała sprawę jako podejrzenie i wskazywała na istniejące poszlaki, a nie jako prawomocnie stwierdzoną winę.
Szczególnie interesujący pozostaje fakt, że nie chodziło jedynie o sam pożar. Wewnątrz budynku odnaleziono bowiem przygotowany wcześniej mechanizm mający doprowadzić do jego podpalenia. Zabezpieczone przedmioty — nafta, nasączone nią szmaty, blaszana puszka ze świecą oraz słomiane zwoje pełniące funkcję lontu — tworzyły według śledczych całość wskazującą na wcześniejsze przygotowanie podpalenia.
Nie wiadomo natomiast, jaki był dalszy los sprawy i czy podejrzenia wobec Wojciecha Kaczyńskiego zakończyły się postawieniem go przed sądem.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 27 marca 1928 r., R. 30, nr 72.
Świętokradztwo w kościele. Włamywacze rozbili trzy skarbonki
Niechanowo, przed 3 października 1930 roku
W nocy z poniedziałku na wtorek doszło w Niechanowie do włamania do miejscowego kościoła. Nieznani sprawcy dostali się do świątyni przez otwarte okno, a następnie rozbili znajdujące się wewnątrz dwie żelazne oraz jedną drewnianą skarbonkę.
Złodzieje zabrali całą znajdującą się w nich zawartość. Według przypuszczeń miejscowego duszpasterza, ks. Szlachty, suma mogła wynosić od 30 do 60 złotych.
Sprawcy w chwili publikacji informacji pozostawali nieznani. Policja prowadziła dochodzenie mające ustalić, kto dokonał włamania i przywłaszczył ofiary składane przez parafian.
Wiadomość o świętokradztwie wywołała wśród mieszkańców Niechanowa ogromne wzburzenie. Włamanie do kościoła i kradzież pieniędzy ze skarbonek zostały odebrane nie tylko jako zwykła kradzież, lecz również jako szczególnie dotkliwa obraza miejscowego miejsca kultu.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 3 października 1930 r., R. 32, nr 229.
Wypadek podczas czyszczenia broni. Urzędnik majątku postrzelony w ramię
Niechanowo, przed 28 października 1930 roku
Nieostrożne obchodzenie się z bronią doprowadziło w Niechanowie do postrzelenia miejscowego urzędnika gospodarczego.
Jak donosiła Gazeta Gnieźnieńska, Antoni Czajka, urzędnik gospodarczy majątku w Niechanowie, podczas czyszczenia pistoletu typu Browning nie zachował należytej ostrożności. W trakcie manipulowania przy kurku doprowadził do niezamierzonego wystrzału.
Kula zraniła Czajkę w lewe ramię.
Do wypadku doszło podczas wykonywania pozornie zwyczajnej czynności, jednak broń była nabita, co w połączeniu z nieostrożnym obchodzeniem się z mechanizmem doprowadziło do niebezpiecznego zdarzenia.
Gazeta potraktowała wypadek jako przestrogę dla wszystkich osób mających kontakt z bronią, podkreślając, że czyszczenie nabitej broni może prowadzić do tragicznych następstw.
Na szczęście w tym przypadku postrzał zakończył się zranieniem ramienia.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 28 października 1930 r., R. 32, nr 250.
Tragedia 19-letniego Czesława Konieczki
Niechanowo, 19–20 lutego 1931 roku
Tragiczne wydarzenie rozegrało się w lutym 1931 roku w Niechanowie. Życie odebrał sobie 19-letni Czesław Konieczka, mieszkaniec miejscowości.
Jak informowała Gazeta Gnieźnieńska, młody człowiek od dłuższego czasu zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Był niepełnosprawny, a dodatkowo cierpiał na nieuleczalną wówczas gruźlicę. Ciężka choroba i świadomość jej rokowania miały doprowadzić go do głębokiego załamania.
19 lutego, około godziny 19, kiedy w domu nikogo nie było, Konieczka sięgnął po należący do jego ojca wojskowy karabin wzoru 1888 i targnął się na swoje życie.
Jego ojciec pełnił wówczas funkcję stróża nocnego w majątku Niechanowo.
Ciężko rannego Czesława niezwłocznie przewieziono do szpitala miejskiego w Gnieźnie. Lekarzom nie udało się jednak uratować jego życia. Młody mieszkaniec Niechanowa zmarł następnego dnia, 20 lutego, w południe, po ciężkich cierpieniach.
Miał zaledwie 19 lat.
Tragedia Czesława Konieczki była kolejnym przykładem dramatu ludzi dotkniętych chorobami, które w ówczesnych czasach często pozostawały bez skutecznego leczenia.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 22 lutego 1931 r., R. 32, nr 43.
Masowe zatrucie wyrobami mięsnymi. 30 osób trafiło do szpitala
Niechanowo, przed 20 maja 1931 roku
W maju 1931 roku Niechanowo i okoliczne miejscowości zostały poruszone wiadomością o masowym zatruciu po spożyciu wyrobów mięsnych. Produkty, które miały być przyczyną zachorowań, zostały nabyte u jednego z miejscowych rzeźników, określonego w relacji prasowej jedynie inicjałem „K.”.
Pierwsze objawy zatrucia wystąpiły rano u 16 mieszkańców Karsewa i Drachowa. Ich stan wzbudził na tyle poważne obawy, że wezwany z Witkowa lekarz zdecydował o natychmiastowym przewiezieniu chorych do szpitala miejskiego w Gnieźnie. Jednocześnie powiadomiono lekarza powiatowego.
Po przybyciu na miejsce lekarz powiatowy zarządził opieczętowanie składu rzeźnickiego. Znajdujące się tam zapasy przeznaczono do zniszczenia, a część zabezpieczonych produktów przesłano przez specjalnego posłańca do zakładu badania artykułów żywnościowych w Poznaniu. Miały tam zostać poddane szczegółowej analizie.
Tymczasem liczba osób wymagających hospitalizacji szybko rosła. Do rana 20 maja liczba zatrutych przewiezionych do szpitala w Gnieźnie sięgnęła 30 osób, a miejscowe władze spodziewały się, że może jeszcze wzrosnąć.
Stan poszkodowanych określano jako groźny, choć w chwili publikacji wiadomości lekarze nie przewidywali bezpośredniego zagrożenia życia.
Sprawa miała zostać wyjaśniona po przeprowadzeniu badań zabezpieczonych wyrobów. Z punktu widzenia ówczesnych mieszkańców był to jednak już poważny alarm — zatrucie dotknęło bowiem mieszkańców kilku miejscowości i wymagało interwencji lekarzy, władz sanitarnych oraz szpitala w Gnieźnie.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 20 maja 1931 r., R. 32, nr 115.
Złodzieje na probostwie. Psy spłoszyły włamywaczy
Niechanowo, przed 30 września 1932 roku
W nocy z poniedziałku na wtorek doszło do włamania na probostwo w Niechanowie. Nieznani sprawcy dostali się do plebanii przez okno, a następnie przystąpili do przeszukiwania pomieszczeń.
Włamywacze otworzyli siłą szufladę biurka, w której znajdowały się pieniądze i osobiste przedmioty. Zabrali 52 złote należące do kasy kościelnej oraz 40 złotych będących własnością proboszcza, ks. Szlachty.
Ich łup stanowiły również przedmioty osobiste: dwie papierośnice, pamiątki z jubileuszu kapłańskiego, ciemnoczerwona skórzana teka oraz kilka drobniejszych rzeczy.
Złodzieje nie zdołali jednak spokojnie dokończyć włamania. W pewnym momencie zostały spłoszone przez dwa psy, które głośnym ujadaniem obudziły domowników. Włamywacze, zaskoczeni alarmem, musieli pospiesznie uciekać, pozostawiając za sobą okradzioną plebanię.
W chwili publikacji sprawców nie udało się jeszcze ustalić. Policja prowadziła dochodzenie w sprawie włamania.
Łączna suma skradzionych pieniędzy wynosiła 92 złote, do czego dochodziły zabrane przedmioty osobiste i pamiątki należące do proboszcza.
Było to kolejne włamanie związane z miejscowym środowiskiem parafialnym. Dwa lata wcześniej, w 1930 roku, złodzieje włamali się do kościoła w Niechanowie, rozbijając trzy skarbonki i zabierając znajdujące się w nich pieniądze.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 30 września 1932 r., R. 33, nr 225.
Tragedia na zabawie. Dwoje rannych po ataku brzytwą
Niechanowo, przed 2 stycznia 1935 roku
W nocy z niedzieli na poniedziałek podczas zabawy tanecznej urządzonej w gościńcu w Niechanowie doszło do dramatycznego zdarzenia.
W trakcie zabawy Władysław Kucharski zaatakował Stefanię Robaszkiewiczównę, raniąc ją brzytwą w okolice szyi oraz rękę. Następnie sam zranił się w szyję.
Oboje w ciężkim stanie przewieziono do szpitala miejskiego w Gnieźnie, gdzie udzielono im pomocy lekarskiej i przeprowadzono operacje. W chwili publikacji wiadomości ich stan nadal określano jako ciężki.
Nie ustalono wówczas, co było przyczyną tego nagłego i gwałtownego zajścia. Gazeta określiła je jako „szaleńczy czyn”, pozostawiając motyw wydarzenia niewyjaśniony.
Tragedia wydarzyła się podczas zabawy, która miała być zwyczajnym spotkaniem mieszkańców i gości. Noc zakończyła się jednak dramatem wymagającym interwencji lekarzy i hospitalizacji obojga uczestników.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów, 3 stycznia 1935 r., R. 36, nr 2.
Przed 13 Lipcem 1938 roku
Konie poniosły.
W majętności Niechanowo wydarzył się nieszczęśliwy wypadek, który tylko dzięki przytomności p. Horbanowicza administratora tejże majętności, nie pociągnęły za sobą, groźniejszych następstw. Wyjeżdżając w pole na inspekcję, p. Horbanowicz zabrał na powózkę wnuka właściciela Niechanowa 10-letniego księcia Jana Radziwiłła oraz nauczycielkę jego. W pewnym momencie jeden z koni, oganiając się muchom złamał dyszel, który zaczął bić konie po nogach. Wystraszone konie zaczęły ponosić. Stangret jak i nauczycielka, siedzący na tylnym siedzeniu zdołali na czas zeskoczyć. Pan Horbanowicz w trwodze o małego Radziwiłła, pomagał mu wyskoczyć. Gdy tenże był już na ziemi powóz uderzył z całej siły o kamień przydrożny i przewracając się wyrzucił p. Horbanowicza na ziemię, który padając uderzył lewym bokiem o kamień przydrożny, ulegając poważnym kontuzjom wewnętrznym. Ciężko poturbowanego opatrzył p. dr. Samulski z Witkowa.
- Lech.Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów. Dodatki: tygodniowy „Lechita” i powieściowy oraz dwutygodnik „Leszek” 1938.07.13 R.38 Nr157