Od Mielżyńskich do Trąbczyńskich. Mielżyn w latach 1665–1719

0
Od Mielżyńskich do Trąbczyńskich

Rok 1665 był dla Mielżyna rokiem przełomowym. Po wielu pokoleniach miejscowość przestała należeć do rodziny Mielżyńskich. Franciszek Mielżyński, syn Jana Mielżyńskiego i Barbary z Niegolewa, zdecydował się sprzedać swoje dobra. Nabywcą został Maciej Jan Pigłowski, syn Jerzego Pigłowskiego.

Nie sprzedano przy tym pojedynczej wsi. Przedmiotem transakcji było miasteczko Mielżyn oraz wsie Lipie i Mielżynko w powiecie pyzdrskim. Cena była wysoka: 42 500 złotych polskich.

Dla mieszkańców Mielżyna zmiana właściciela zapewne nie oznaczała z dnia na dzień końca dotychczasowego świata. Kościół nadal stał na swoim miejscu, pola były uprawiane, domy zamieszkane, a życie miasteczka toczyło się według rytmu, którego nie wyznaczały akty sporządzane w Poznaniu czy Pyzdrach. Jednak od tej chwili nad Mielżynem pojawiło się nowe nazwisko właściciela.

Byli nim Pigłowscy.

Pigłowscy

Maciej Jan Pigłowski nie był człowiekiem bez zaplecza majątkowego. Należał do szlachty wielkopolskiej, a jego rodzina od dawna prowadziła rozmaite interesy majątkowe. W dokumentach pojawiają się sprzedaże dóbr, zapisy posagowe, zobowiązania i dzierżawy. Tak wyglądał świat własności ziemskiej XVII wieku: majątek był nie tylko ziemią i zabudowaniami, lecz także kapitałem, prawami, długami i rodzinnymi zobowiązaniami.

Po zakupie Mielżyna Pigłowski stał się właścicielem miasteczka oraz dwóch związanych z nim wsi. Zachowane źródła pozwalają jednak zobaczyć nie tylko jego nazwisko, ale również ludzi, którzy znajdowali się w kręgu jego rodziny.

Jedną z takich osób była Marianna Budziejewska.

W 1670 roku Maciej Jan Pigłowski i Marianna Budziejewska zawarli akt dożywocia. Dokument podaje także pochodzenie Marianny: była córką Marcina Budziejewskiego i Zofii ze Sławoszewskich.

Nie wiemy, jak wyglądało ich codzienne życie. Źródła są pod tym względem bezlitosne — zachowały przede wszystkim to, co miało znaczenie prawne i majątkowe. Wiemy jednak, że ich małżeństwo trwało krótko. Już rok później Marianna występuje jako wdowa po Macieju Janie Pigłowskim.

Śmierć właściciela Mielżyna zmieniła sytuację całej rodziny.

Wdowa po Pigłowskim

W 1671 roku Marianna Budziejewska pojawiła się w dokumentach już jako wdowa. Niedługo potem zawarła drugie małżeństwo — z Kazimierzem z Przybysławic Minorem, cześnikiem ciechanowskim.

Było to małżeństwo zawierane w świecie, w którym uczucia i majątek trudno było od siebie całkowicie oddzielić. Zawarciu związku towarzyszyły konkretne zobowiązania finansowe. Marianna zapisała przyszłemu mężowi 10 000 złotych, a następnie oboje ustanowili między sobą dożywocie.

W tym samym czasie trzeba było uporządkować sprawy po zmarłym Pigłowskim.

Maciej Jan pozostawił córkę Jadwigę. Dziewczyna znalazła się w sytuacji, w której prawa do majątku po ojcu musiały zostać prawnie zabezpieczone i uporządkowane. W dokumentach z 1676 roku Jadwiga Pigłowska występuje jako córka zmarłego Macieja Pigłowskiego i Marianny Budziejewskiej oraz jako spadkobierczyni praw po ojcu.

I właśnie wtedy po raz pierwszy widzimy wyraźnie, jak prawa do Mielżyna zaczynają przechodzić w ręce rodziny Minora.

Jadwiga cedowała na swojego ojczyma Kazimierza Minora prawa spadkowe do Mielżyna, Mielżynka i Lipego. Zastrzegła sobie jedynie prawa wynikające z wcześniejszego kontraktu dotyczącego Śliwna.

Nie był to jeszcze koniec historii.

Mielżyn w rękach Minora

Kazimierz Minor stopniowo zaczął występować w dokumentach jako człowiek dysponujący dobrami mielżyńskimi. Nie oznaczało to jednak, że Mielżyn był dla niego wyłącznie spokojną posiadłością, z której pobierał dochody.

W XVII wieku właściciele dóbr często wykorzystywali swoje majątki jako zabezpieczenie zobowiązań. Tak było również z Mielżynem.

W 1683 roku Minor oddał Lipie w zastaw Barbarze Brochowej, wdowie po Grabowskim, za 3000 złotych. Rok później Stanisław Makowiecki uzyskał zabezpieczenie na mieście Mielżynie wraz z przyległościami za sumę 5000 złotych. W tym samym czasie Lipie zostało zastawione Franciszkowi Kankowskiemu za kolejne 2000 złotych.

Dla współczesnego czytelnika takie zapisy mogą brzmieć jak fragment księgi rachunkowej. W rzeczywistości mówią sporo o funkcjonowaniu dawnego majątku. Ziemia była kapitałem. Właściciel mógł dzięki niej zdobywać pieniądze potrzebne do prowadzenia swoich spraw, a wierzyciel otrzymywał zabezpieczenie w postaci konkretnych dóbr.

Mielżyn stawał się więc częścią sieci zobowiązań finansowych swojego właściciela.

Ale w miasteczku żyli przecież ludzie.

W 1681 roku Kazimierz Minor i Marianna Budziejewska uwolnili z poddaństwa Grzegorza Gawrończyka, mieszkańca Mielżyna, który w chwili sporządzenia dokumentu przebywał w Kcyni.

To jedno krótkie zdanie pozwala zobaczyć coś, czego zwykle nie pokazują dokumenty dotyczące wielkich transakcji. Za nazwą „Mielżyn” kryli się konkretni mieszkańcy. Grzegorz Gawrończyk był jednym z nich. Mieszkał w Mielżynie, lecz los zaprowadził go do Kcyni, a jego sytuacja zależała od decyzji właścicieli dóbr.

Takie drobne wzmianki są czasem najcenniejszymi okruchami codziennego życia, jakie zachowały się w dawnych księgach.

Cena Mielżyna rośnie

W 1689 roku nastąpił kolejny ważny moment.

Jadwiga Pigłowska, córka zmarłego Macieja Pigłowskiego i Marianny Budziejewskiej, wystąpiła wraz z mężem Janem Popowskim oraz swoim krewnym, księdzem Pawłem Pigłowskim. Tym razem nie chodziło już tylko o cesję praw spadkowych.

Jadwiga sprzedała Kazimierzowi Ligęzie Minorowi miasteczko Mielżyn oraz wsie Lipie i Mielżynko za 60 000 złotych polskich.

W ciągu niespełna ćwierćwiecza cena dóbr wzrosła więc z 42 500 do 60 000 złotych. Nie można jednak traktować tej różnicy jako prostego miernika wzrostu wartości samego miasteczka. W międzyczasie zmieniły się prawa do majątku, sytuacja rodzinna właścicieli i zakres czynności prawnych.

Dopiero teraz możemy powiedzieć, że sprawa została formalnie uporządkowana w sposób pozwalający Minorowi występować jako właściciel całego kompleksu dóbr.

W 1694 roku dokument określa go już jednoznacznie:

„dziedzic m. Mielżyna z przyl.”

Mielżyn miał więc nowego dziedzica.

Nie był to jednak koniec zmian

Na przełomie XVII i XVIII wieku sytuacja zaczęła się ponownie zmieniać. W źródłach pojawiają się już Romanowie.

W 1704 roku Katarzyna Stawska, wdowa po Janie Romanie, występuje jako osoba związana z dziedzicznym posiadaniem Mielżyna i Lipego, działając również w imieniu syna Jana Romana i małoletnich dzieci.

Nie znamy jeszcze dokładnie momentu i okoliczności, w których dobra przeszły od rodziny Minora do Romanów. Zachowane materiały pozwalają jednak stwierdzić, że na początku XVIII wieku Mielżyn znajdował się już w rękach Romanów.

Rodzina ta pozostawiła po sobie ślady w dokumentach i metrykach mielżyńskich. W 1712 roku w Mielżynie odbył się ślub Antoniego Biedrzyckiego z Wiktorią Romanową. Wśród rodziców chrzestnych znaleźli się Franciszek Czaplicki, Bogusław Roman i Jakub Roman. Dwa lata później odnotowano śmierć Adama Romana.

Za tymi nazwiskami kryje się kolejna rodzina, która przez pewien czas była związana z Mielżynem.

Romanowie i ostatnie lata przed kolejną zmianą

Początek XVIII wieku nie był spokojnym okresem dla Wielkopolski. Region przeżywał skutki wielkich wydarzeń politycznych i wojennych, a przemarsze wojsk, kontrybucje, epidemie i kryzysy gospodarcze odbijały się na życiu miejscowości.

Nie mamy jednak podstaw, aby każdy z tych problemów przypisywać bezpośrednio mieszkańcom Mielżyna. Zachowane dokumenty dotyczące samej miejscowości są zbyt fragmentaryczne, aby odtworzyć codzienność miasteczka rok po roku. Możemy natomiast zobaczyć, że także w tym okresie własność ziemska pozostawała związana z dziedziczeniem, zobowiązaniami i rodzinnymi rozliczeniami.

W rodzinie Romanów następowały kolejne zmiany. W dokumentach pojawiają się między innymi Helena Wierzbińska, wdowa po Adamie Romanie, oraz Jakub Roman i jego bracia.

I właśnie Jakub Roman miał odegrać decydującą rolę w kolejnym przełomie.

Rok 1719

W 1719 roku historia zatoczyła kolejny krąg.

9 czerwca 1719 roku w Mielżynie sporządzono kontrakt sprzedaży dóbr. Jakub Roman, działając również w imieniu swoich braci, księdza Franciszka i Ignacego Romanów, sprzedał dziedziczne miasteczko Mielżyn oraz wsie Mielżynko i Lipie Stanisławowi Ottonowi Trąmpczyńskiemu.

Cena wynosiła 58 000 złotych polskich.

W poznańskim akcie rezygnacyjnym sprzedaż została potwierdzona. Stanisław Otto Trąmpczyński przejął Mielżyn wraz z Mielżynkiem i Lipiem.

Warto zwrócić uwagę na różnicę w zapisie nazwiska. W dokumentach prawnych z 1719 roku występuje forma Trąmpczyński, natomiast w mielżyńskich księgach metrykalnych z końca XVII i początku XVIII wieku spotykamy również formy Trąbczyński i Trąpciński. Są to warianty zapisu tego samego nazwiska, wynikające z ówczesnej praktyki kancelaryjnej i ortograficznej. W opisie dziejów miejscowości warto zachować formę występującą w konkretnym źródle.

Zmiana właściciela była już widoczna w życiu miejscowości pod koniec tego samego roku. W grudniu 1719 roku w Mielżynie odnotowano chrzest Marcjanny, córki Stanisława i Heleny Trąbczyńskich, posesorskiej pary Mielżyna. Wśród rodziców chrzestnych znaleźli się między innymi Stanisław Rudnicki oraz Teresa Trąbczyńska.

Mielżyn miał więc nowych gospodarzy.

Pół wieku, kilka rodzin

Między 1665 a 1719 rokiem minęło zaledwie pięćdziesiąt cztery lata. W tym krótkim, z perspektywy dziejów miejscowości, okresie Mielżyn przeszedł jednak przez ręce kilku rodzin.

Najpierw Mielżyńscy sprzedali go Maciejowi Janowi Pigłowskiemu. Po jego śmierci sprawy majątkowe splotły się z losami jego wdowy Marianny Budziejewskiej i córki Jadwigi. Następnie coraz silniej zaznaczał swoją obecność Kazimierz Minor, który ostatecznie stał się dziedzicem Mielżyna. Na początku XVIII wieku dobra znalazły się w rękach Romanów, a w 1719 roku zostały kupione przez Stanisława Ottona Trąmpczyńskiego.

Na papierze jest to seria nazwisk, dat i kwot.

W rzeczywistości za każdym z tych przejść stały ludzkie historie.

Franciszek Mielżyński podejmował decyzję o sprzedaży dóbr, które przez pokolenia należały do jego rodziny. Maciej Jan Pigłowski kupował Mielżyn za 42 500 złotych, lecz niedługo potem zmarł. Jego żona Marianna ponownie wyszła za mąż. Ich córka Jadwiga musiała uporządkować prawa do majątku po ojcu. Kazimierz Minor wykorzystywał dobra mielżyńskie jako zabezpieczenie swoich zobowiązań. Wśród mieszkańców miasteczka był Grzegorz Gawrończyk, którego właściciele uwolnili z poddaństwa. Potem przyszli Romanowie, a w 1719 roku Stanisław Otto Trąmpczyński zapłacił za Mielżyn, Mielżynko i Lipie 58 000 złotych.

W grudniu tego samego roku w mielżyńskiej księdze metrykalnej zapisano narodziny dziecka nowych gospodarzy.

I właśnie ten ostatni zapis jest symbolicznym zakończeniem całego okresu. Historia właścicieli przestaje być tylko historią aktów sprzedaży. W Mielżynie pojawia się nowe pokolenie Trąbczyńskich.

Dla mieszkańców miasteczka oznaczało to początek kolejnego rozdziału. Dla historyka — koniec jednej z najbardziej burzliwych zmian własnościowych XVII i początku XVIII wieku.

Mielżyn w ciągu pół wieku zmienił właścicieli kilka razy, ale sama miejscowość trwała. Zmieniały się nazwiska zapisane w księgach, zmieniały się ceny, umowy i rodzinne układy. Na miejscu pozostawali jednak ludzie: ci, którzy mieszkali w domach, uprawiali pola, zawierali małżeństwa, chrzcili dzieci i umierali.

To oni, bardziej niż kolejne akty sprzedaży, tworzyli ciągłość Mielżyna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *