Kronika kryminalna

Choć Miroszka należała do spokojnych i niewielkich wsi, także tutaj od czasu do czasu dochodziło do wydarzeń, które trafiały na łamy lokalnej prasy. Zachowane notatki z okresu międzywojennego opowiadają o nieudanej kradzieży zboża oraz pożarze, który strawił dom mieszkalny. Takie krótkie wiadomości są dziś cennym świadectwem codziennego życia mieszkańców oraz problemów, z jakimi musieli się mierzyć przed niemal stu laty.


Nieudana kradzież zboża w Miroszce. Złodziej spłoszony podczas „pracy”

Noc z 5 na 6 marca 1936 roku

Do niezwykle nietypowego zdarzenia doszło w nocy z 5 na 6 marca 1936 roku w Miroszce. Nieznany sprawca ukradł z gospodarstwa należącego do pana Krysztowiaka około trzy cetnary (około 150 kg) nieoczyszczonego żyta. Zamiast jednak natychmiast oddalić się z łupem, przeniósł zboże do sąsiedniej stodoły, gdzie zamierzał je oczyścić przy użyciu wialni.

Hałas pracującego urządzenia zwrócił uwagę stróża gromadzkiego, który natychmiast zaalarmował właściciela gospodarstwa. Gdy obaj przybyli na miejsce, zobaczyli jedynie sylwetkę uciekającego złodzieja. Sprawca zdołał zbiec, pozostawiając całe skradzione zboże.

Prasa z charakterystycznym dla tamtych lat humorem określiła nieznanego sprawcę mianem „ptaszka”, który „przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo w czas wyfrunął, pozostawiając łup na miejscu”.

Choć złodzieja nie udało się ująć, dzięki czujności stróża i szybkiej reakcji gospodarza właściciel odzyskał całe skradzione mienie.

Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, nr 59 z 11 marca 1936 r.


Pożar domu mieszkalnego w Miroszce

Przed 10 maja 1936 roku

Na początku maja 1936 roku Miroszkę dotknął groźny pożar. Ogień wybuchł w godzinach wieczornych w zagrodzie dzierżawcy Kaszyńskiego. Według informacji zamieszczonych w prasie przyczyną pożaru był najprawdopodobniej piec chlebowy.

Płomienie bardzo szybko objęły budynek mieszkalny, który spłonął doszczętnie. Do akcji gaśniczej skierowano aż pięć jednostek straży pożarnych, którym przewodziła Ochotnicza Straż Pożarna z Witkowa. Dzięki sprawnie przeprowadzonej akcji udało się zapobiec rozprzestrzenieniu ognia na sąsiednie zabudowania.

Choć domu nie udało się uratować, wspólna akcja strażaków z okolicznych miejscowości była przykładem dobrej organizacji i współpracy służb pożarniczych w okresie międzywojennym.

Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, nr 110 z 10 maja 1936 r.

Powrót do strony głównej Miroszki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *