Grotkowo w dawnej prasie.
Pożar młyna w Grotkowie (1929)
Jesienią 1929 roku mieszkańców Grotkowa poruszyła wiadomość o pożarze miejscowego młyna motorowego. Ogień wybuchł wieczorem 12 listopada i bardzo szybko objął cały budynek. Pomimo szybkiej akcji ratunkowej nie udało się opanować żywiołu, a młyn spłonął niemal doszczętnie.
Według informacji opublikowanych przez „Lecha. Gazetę Gnieźnieńską” właścicielem obiektu był Ludwik Kowalski. Z pożaru ocalał jedynie silnik napędzający urządzenia młynarskie. Straty właściciela oszacowano na około 70 tysięcy złotych, przy czym ubezpieczenie pokrywało jedynie część tej kwoty.
Dodatkowe straty poniósł dzierżawca młyna, Władysław Skiera. W płomieniach zniszczeniu uległo około 400 centnarów mąki oraz 250 centnarów zboża, których łączną wartość określono na ponad 10 tysięcy złotych. Także w tym przypadku wysokość ubezpieczenia nie pokrywała w pełni poniesionych szkód.
Jak informowała gazeta, już w pierwszych dniach po tragedii pojawiły się podejrzenia, że przyczyną pożaru mogło być celowe podpalenie. Sprawą zajęły się odpowiednie służby, które rozpoczęły dochodzenie mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 261 z 12 listopada 1929 roku.
„Wywoływacz deszczu” z Grotkowa (1935)
Sześć lat po pożarze młyna nazwa Grotkowa ponownie pojawiła się na łamach wielkopolskiej prasy. Tym razem nie za sprawą nieszczęśliwego wydarzenia, lecz niezwykłej historii, która wzbudziła zainteresowanie mieszkańców całej okolicy.
W listopadzie 1935 roku „Orędownik Wrzesiński” opisał mieszkańca Grotkowa, Władysława Skieresza, którego okoliczna ludność zaczęła nazywać „cudotwórcą” lub „wywoływaczem deszczu”. Według relacji mieszkańców miał on opracować tajemniczy sposób sprowadzania opadów atmosferycznych przy użyciu nieznanych substancji chemicznych.
Początkowo jego opowieści traktowano z niedowierzaniem. Sytuacja zmieniła się jednak podczas wyjątkowo suchego lata 1935 roku. Skieresz miał publicznie przeprowadzić pokaz swojego wynalazku w obecności mieszkańców Grotkowa i sąsiednich miejscowości. Według relacji prasowej zmieszał kilka płynów znajdujących się w naczyniach i butelkach, a następnie rozlał je na ziemi.
Po kilku godzinach na niebie miały pojawić się chmury, a następnie nad okolicą przeszedł obfity deszcz. Dla wielu obserwatorów był to dowód skuteczności niezwykłego eksperymentu. Inni podchodzili do sprawy z dużym sceptycyzmem, wskazując, że zmiana pogody mogła być zwykłym zbiegiem okoliczności.
Sam Skieresz nie chciał ujawnić składu stosowanych przez siebie preparatów. Jak informowała gazeta, deklarował jednak gotowość przeprowadzenia doświadczenia w obecności specjalistów zajmujących się meteorologią.
Dziś trudno rozstrzygnąć, czy opisywane wydarzenia miały jakiekolwiek naukowe podstawy. Bez względu na prawdziwość relacji historia „wywoływacza deszczu” należy do najbardziej niezwykłych i barwnych epizodów odnotowanych w dziejach Grotkowa.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 131 z 5 listopada 1935 roku.