Morderstwo w Mierzewie. Zbrodnia na polu buraków w 1937 roku

0
Morderstwo w Mierzewie

Na początku września 1937 roku Mierzewo stało się miejscem zbrodni, o której szeroko informowała poznańska prasa. Początkowo wszystko było zagadką. Rolnik, który wieczorem wyszedł pilnować swojego pola, nie wrócił na noc do domu. Rankiem odnaleziono go martwego, z raną postrzałową głowy.

Śledztwo prowadzone przez władze z Gniezna bardzo szybko przyniosło jednak przełom. W ciągu kilku dni zatrzymano dwoje podejrzanych, ujawniono romans, który według ówczesnych ustaleń miał stanowić tło zbrodni, a następnie odnaleziono ukrytą broń. Jeden z zatrzymanych przyznał się do zabójstwa.

Tajemnicze odkrycie na polach Mierzewa

Wiadomość o tragedii dotarła do gnieźnieńskiego wydziału śledczego rankiem 4 września 1937 roku. Na polach należących do Mierzewa znaleziono zwłoki miejscowego rolnika Antoniego Wołka.

Początkowe informacje były bardzo skąpe. Wiadomo było jedynie, że poprzedniego wieczoru gospodarz wyszedł na swoje pole, aby pilnować upraw. Do domu już nie powrócił.

Rankiem rozpoczęły się poszukiwania.

Według późniejszej relacji prasowej żona zaginionego, 33-letnia Apolonia Wołkowa, wyszła szukać męża wraz z kilkuletnim synem. Około 300 metrów od zabudowań gospodarstwa dokonali makabrycznego odkrycia.

Antoni Wołek nie żył.

Na jego głowie znajdowała się rana postrzałowa.

Jeszcze tego samego dnia na miejsce przybyła komisja sądowo-lekarska. Rozpoczęło się dochodzenie, które miało ustalić, co wydarzyło się poprzedniej nocy na polach Mierzewa.

Podejrzenia padają na żonę i młodego parobka

Śledztwo szybko nabrało tempa.

Prasa informowała, że zamordowany był właścicielem 27-morgowego gospodarstwa. W jego przeszłości miały znajdować się również konflikty z prawem – według „Kuriera Poznańskiego” był wcześniej kilkakrotnie karany za podpalenie własnego gospodarstwa. Informację tę należy jednak traktować jako element ówczesnej relacji prasowej, niezwiązany bezpośrednio z ustaleniem sprawcy zabójstwa.

W toku dochodzenia prowadzonego przez sędziego śledczego Wenclewicza podejrzenia skierowały się ku dwóm osobom.

Aresztowano 26-letniego parobka Michała Tabakę z Mierzewa oraz żonę zamordowanego, Apolonię Wołkową.

Oboje osadzono w więzieniu sądowym w Gnieźnie.

Według ustaleń podawanych przez prasę Apolonię i młodego parobka miała łączyć relacja miłosna. Śledczy zaczęli podejrzewać, że właśnie w tej relacji mogło kryć się tło zabójstwa.

Zwłoki Antoniego Wołka przewieziono do Gniezna w celu przeprowadzenia sekcji.

Noc na polu buraków

Kilka dni później śledczy byli już w stanie odtworzyć przebieg tragicznego wieczoru.

Według relacji „Kuriera Poznańskiego” krytycznego dnia Michał Tabaka zaproponował Antoniemu Wołkowi wspólne wyjście na pole. Mieli razem pilnować buraków przed kradzieżą.

Obaj udali się poza zabudowania gospodarstwa.

Było już ciemno, gdy około godziny 22.30 doszło do tragedii.

Według późniejszych zeznań Tabaki siedział on obok Wołka, kiedy nagle wyciągnął broń i strzelił mu w głowę.

Strzał okazał się śmiertelny.

Ciało pozostało na polu aż do następnego ranka, kiedy odnalazła je żona zamordowanego.

Michał Tabaka przyznaje się do zabójstwa

Przełom nastąpił podczas przesłuchań.

Jak donosił 10 września 1937 roku „Kurier Poznański”, Michał Tabaka złożył obszerne zeznania i przyznał się przed sędzią śledczym do zastrzelenia Antoniego Wołka.

Pozostawała jednak jeszcze jedna ważna kwestia.

Nie odnaleziono broni użytej podczas zabójstwa.

Tabaka zgodził się wskazać miejsce, w którym ją ukrył. Na teren gospodarstwa w Mierzewie przybyli sędzia śledczy Wenclewicz oraz kierownik wydziału śledczego Buszkiewicz. Towarzyszył im zatrzymany.

Poszukiwania trwały aż trzy godziny.

W końcu broń odnaleziono.

Pistolet ukryty w stodole

Pistolet został schowany w słomie pod dachem stodoły należącej do gospodarstwa Wołka.

Prasa określiła znalezioną broń jako 10-strzałowy „mauzer hiszpański”. W magazynku znajdowało się jeszcze osiem nabojów.

Odnalezienie pistoletu stanowiło ważny element śledztwa i potwierdzało część zeznań podejrzanego.

W ciągu zaledwie kilku dni od odnalezienia zwłok tajemnicza śmierć rolnika została więc – przynajmniej na etapie śledztwa – w dużej mierze wyjaśniona.

Czy żona uczestniczyła w przygotowaniu zbrodni?

Największa niejasność dotyczy roli Apolonii Wołkowej.

Pierwsze doniesienia prasowe informowały o jej aresztowaniu jako osoby podejrzanej o udział w zbrodni. „Kurier Poznański” wskazywał również na jej relację z Michałem Tabaką jako prawdopodobne tło wydarzeń.

Na podstawie przytoczonych trzech artykułów nie można jednak stwierdzić, że udowodniono jej współudział w zaplanowaniu lub dokonaniu zabójstwa.

Wiemy natomiast, że Tabaka przyznał się do oddania śmiertelnego strzału.

Dlatego opisując tę historię po latach, należy rozróżnić fakty wynikające z relacji o śledztwie od ówczesnych podejrzeń. Romans mógł stanowić motyw zbrodni, lecz ostateczna odpowiedzialność Apolonii Wołkowej wymagałaby potwierdzenia w późniejszych doniesieniach prasowych albo – najlepiej – w aktach sądowych dotyczących procesu.

Zbrodnia, która wstrząsnęła Mierzewem

Historia zabójstwa Antoniego Wołka należy do najbardziej dramatycznych wydarzeń zachowanych w przedwojennej kronice Mierzewa.

Wieczorne wyjście dwóch mężczyzn na pole, strzał oddany około godziny 22.30, ciało odnalezione następnego ranka przez żonę i małego syna, podejrzenie romansu, aresztowania i wreszcie broń ukryta w słomie pod dachem stodoły – wszystko to sprawiło, że początkowo tajemnicza śmierć szybko przerodziła się w głośną sprawę kryminalną.

Śledczy potrzebowali zaledwie kilku dni, aby doprowadzić do przyznania się podejrzanego i odnaleźć ukrytą broń.

Nie był to jednak jeszcze koniec tej historii. Do pełnego odtworzenia sprawy brakuje informacji o procesie Michała Tabaki i Apolonii Wołkowej oraz wyroku sądu. Jeśli odnajdziemy późniejsze numery prasy z końca 1937 lub 1938 roku, właśnie tego wątku warto szukać – mógłby powstać bardzo ciekawy ciąg dalszy artykułu.

Źródła:
Kurier Poznański, 4 września 1937 r., R. 32, nr 402.
Kurier Poznański, 5 września 1937 r., R. 32, nr 404.
Kurier Poznański, 10 września 1937 r., R. 32, nr 412.

Powrót do strony głównej Mierzewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *