Kronika kryminalna Mierzewa
Przedwojenna prasa zachowała ślady wydarzeń, które zakłócały codzienne życie mieszkańców Mierzewa. Pożary niszczące gospodarstwa, tragiczny wypadek dziecka, podejrzenie podpalenia, a wreszcie zuchwały napad uzbrojonej bandy – krótkie notatki prasowe pozwalają dziś odtworzyć mniej znaną, niekiedy dramatyczną stronę historii wsi.
2 września 1928 roku – nocny pożar w majątku Adolfa Brzeskiego
Późnym wieczorem 2 września 1928 roku w Mierzewie wybuchł groźny pożar. Ogień pojawił się około godziny 23.30 w zabudowaniach należących do właściciela ziemskiego Adolfa Brzeskiego.
Płomienie objęły oficynę zamieszkiwaną przez urzędnika gospodarczego Jana Piechowiaka. Mimo podjętej akcji ratunkowej budynku nie udało się uratować. Oficyna spłonęła wraz z całym znajdującym się w niej wyposażeniem.
Straty musiały być znaczne – budynek wraz z urządzeniem był ubezpieczony na łączną sumę 70 000 złotych, co jak na ówczesne warunki stanowiło bardzo wysoką wartość.
Przyczyny pojawienia się ognia nie udało się początkowo ustalić. Prasa nie informowała, aby w pożarze ktokolwiek odniósł obrażenia.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 12 września 1928 r., R. 30, nr 210.
Przed 4 września 1929 roku – tragiczna śmierć 12-letniego Michała Skuzy
Do tragicznego wypadku doszło podczas zwykłego wyjazdu do prac polowych. Fornal Ignaszak, zatrudniony w majątku Mierzewo, jechał wozem żniwnym na pole. Zabrał ze sobą mieszkającego we wsi 12-letniego Michała Skuzę.
W czasie jazdy chłopiec z nieustalonej przyczyny spadł z wozu i dostał się pod jego koła. Odniesione obrażenia okazały się śmiertelne.
Mimo zapewne natychmiast podjętej pomocy dziecka nie udało się uratować. Według relacji prasowej Michał zmarł zaledwie kilka minut po wypadku.
Krótka notatka prasowa jest dziś jednym z nielicznych zachowanych świadectw tragedii, która wydarzyła się podczas codziennej pracy żniwnej i zakończyła życie zaledwie dwunastoletniego mieszkańca Mierzewa.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 4 września 1929 r., R. 31, nr 203.
Przed 19 czerwca 1930 roku – stodoła i chlew w ogniu
Kolejny pożar odnotowano w gospodarstwie Józefa Wiśniewskiego w Mierzewie.
Ogień strawił stodołę oraz chlew, powodując straty oszacowane na 21 000 złotych. Gospodarstwo było jednak ubezpieczone, dzięki czemu – jak podawała prasa – ubezpieczenie miało pokryć całość poniesionych strat.
Nie udało się ustalić, co doprowadziło do wybuchu pożaru.
Był to pierwszy z serii pożarów, które w krótkim czasie nawiedziły Mierzewo. Już kilkanaście dni później ogień pojawił się ponownie – tym razem skutki były jeszcze poważniejsze, a śledczy zaczęli podejrzewać celowe podpalenie.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 19 czerwca 1930 r., R. 32, nr 140.
Noc z 2 na 3 lipca 1930 roku – zagroda Józefy Sowiakowej w płomieniach. Podejrzenie podpalenia
Zaledwie kilkanaście dni po wcześniejszym pożarze Mierzewo ponownie rozświetliła nocna łuna.
W nocy z 2 na 3 lipca 1930 roku ogień wybuchł w zagrodzie należącej do wdowy Józefy Sowiakowej. Pożar szybko rozprzestrzenił się po gospodarstwie i mimo podjętej akcji ratunkowej strawił całą zagrodę.
W płomieniach zginął również żywy inwentarz, a zniszczeniu uległo wyposażenie i pozostałe mienie gospodarskie. Straty oszacowano na około 18 000 złotych. Właścicielka była ubezpieczona w Krajowym Ubezpieczeniu Ogniowym na kwotę 15 300 zł.
Najbardziej niepokojąca była jednak kwestia przyczyny pożaru.
Nie udało się jej jednoznacznie ustalić, lecz prowadzący sprawę brali pod uwagę możliwość celowego, „zbrodniczego podpalenia”. W tej sprawie wszczęto dochodzenie.
Nie wiadomo, czy późniejsze śledztwo doprowadziło do ustalenia sprawcy. Sama wzmianka pokazuje jednak, że seria pożarów nawiedzających w tym okresie Mierzewo mogła budzić wśród mieszkańców poważny niepokój.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 6 lipca 1930 r., R. 32, nr 154.
Przed 7 maja 1931 roku – „Czerwony kur nad Mierzewem”
Wiosną 1931 roku Mierzewo ponownie stało się miejscem groźnego pożaru. Tym razem ogień pojawił się w gospodarstwie Antoniego Wulki.
Pożar doszczętnie strawił stodołę i chlew. W płomieniach zginęło również 11 świń i 55 kur, a zniszczeniu uległy maszyny rolnicze.
Właściciel oszacował poniesione straty na około 10 000 złotych. Ubezpieczenie opiewało natomiast na 12 000 zł.
Prasa zwracała uwagę na interesujący szczegół – zarówno spalone budynki, jak i maszyny miały być stare i nie przedstawiały już dużej wartości. Nie oznacza to oczywiście, że doszło do przestępstwa, ale właśnie takie informacje zamieszczane w dawnych kronikach prasowych pokazują, jak dokładnie analizowano wówczas okoliczności większych pożarów.
Był to co najmniej czwarty poważny pożar odnotowany w Mierzewie przez prasę w ciągu niespełna trzech lat.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 7 maja 1931 r., R. 32, nr 105.
Przed 22 października 1932 roku – pięciu zamaskowanych bandytów napadło na gospodarstwo w Mierzewie
Jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń w przedwojennej historii Mierzewa rozegrało się nocą jesienią 1932 roku. Około godziny pierwszej wieś stała się celem zorganizowanego napadu rabunkowego dokonanego przez pięciu zamaskowanych mężczyzn.
Ich celem był dom rolnika Stefana Koralewskiego.
Napastnicy działali według przygotowanego planu. Najpierw otoczyli gospodarstwo. Następnie dwóch uzbrojonych bandytów wtargnęło do mieszkania, podczas gdy pozostali pozostali na zewnątrz i pilnowali otoczenia.
Pod groźbą użycia broni przeszukano dom.
Łupem napastników padło 75 złotych w gotówce oraz srebrny zegarek.
Rabunek mógł jednak zakończyć się znacznie tragiczniej.
W czasie gdy dwóch bandytów plądrowało mieszkanie Koralewskiego, jego sąsiad Kubiak zauważył w pobliżu swojego domu zamaskowaną postać. Nie wiedząc jeszcze zapewne, z czym ma do czynienia, zapytał nieznajomego, czego tam szuka.
Odpowiedzią był strzał z pistoletu Parabellum.
Kula na szczęście chybiła.
Huk wystrzału zmienił sytuację. Napastnicy obawiali się, że zaalarmowani mieszkańcy wsi wyjdą z domów lub ruszą z pomocą napadniętym. Cała grupa szybko przerwała akcję i uciekła z Mierzewa.
Napad pokazuje, że nie była to przypadkowa kradzież dokonana przez pojedynczego złodzieja. Pięciu zamaskowanych sprawców, podział ról, obstawienie gospodarstwa i użycie broni palnej wskazują na zorganizowane działanie grupy przestępczej.
Nie wiadomo jeszcze, czy sprawców później schwytano. Warto byłoby poszukać dalszych numerów prasy z końca października i listopada 1932 roku – możliwe, że napad w Mierzewie był częścią większej serii napadów dokonywanych przez tę samą bandę w powiatach wrzesińskim i gnieźnieńskim.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 22 października 1932 r., R. 33, nr 244.