Tajemnicza śmierć robotnika folwarcznego Stanisława Kurka
Jesienią 1938 roku w zabudowaniach majątku Marysin wydarzyła się tragedia, której okoliczności początkowo nie były jasne.
Robotnik folwarczny Stanisław Kurek udał się przed południem do stodoły, aby odszukać potrzebne do pracy narzędzie. Kiedy przez dłuższy czas nie wracał, zaniepokojony współpracownik rozpoczął poszukiwania.
Kurka odnaleziono nieprzytomnego przy wrotach stodoły. Mężczyzna miał poważną ranę głowy. Wezwano pomoc, a ciężko rannego przewieziono do szpitala w Gnieźnie. Pomimo podjętych działań jego życia nie udało się uratować – zmarł następnej nocy.
Początkowo nie było wiadomo, co wydarzyło się w stodole. Stan obrażeń pozwalał brać pod uwagę dwie możliwości. Kurek mógł zostać uderzony tępym narzędziem, ale równie prawdopodobny wydawał się nieszczęśliwy wypadek – potknięcie i uderzenie głową o kamień.
Ponieważ w pobliżu stodoły nie zauważono żadnych podejrzanych osób, ówczesna prasa skłaniała się ku wersji o przypadkowym upadku. Ostateczną przyczynę śmierci miała jednak ustalić sekcja zwłok.
Nie dysponujemy obecnie jej wynikiem, dlatego nie można przesądzić, jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń. Pozostaje to jedno z tragicznych i zarazem nie do końca wyjaśnionych zdarzeń zapisanych w przedwojennej historii Marysina.
Źródło: Lech. Gazeta Gnieźnieńska, 19 października 1938 r., R. 38, nr 240.