Samobójstwo na strychu. Tajemnicza śmierć 18-letniego robotnika w Mielżynie

0
Mielżyn na strychu

19 marca 1933 roku Mielżyn

Była niedziela, 19 marca 1933 roku. W Mielżynie dzień rozpoczął się spokojnie. W zakładzie Sióstr Dominikanek przebywali pracownicy, a część z nich wraz z siostrami udała się rano do kościoła.

Nikt nie przypuszczał, że jeszcze tego samego dnia zakład stanie się miejscem tragedii, o której przez wiele godzin mówić będą mieszkańcy Mielżyna.

Na strychu domu przeznaczonego dla służby znaleziono powieszonego 18-letniego Albina Frąckowiaka, pochodzącego z Głożyny pod Witkowem.

Jeszcze rano nic nie zapowiadało tragedii

Albin Frąckowiak pracował w zakładzie Sióstr Dominikanek niespełna miesiąc. Od dwóch dni chorował na grypę i pozostawał w swoim pokoju.

W niedzielny poranek jego stan wyraźnie się poprawił.

Przed godziną 9.00 jedna z sióstr odwiedziła chorego. Jak wynika z relacji zamieszczonej kilka dni później w „Gazecie Gnieźnieńskiej «Lech»”, przekonała się osobiście, że młody robotnik czuje się znacznie lepiej.

Po tej wizycie siostra udała się do kościoła wraz z trzema robotnikami zatrudnionymi w zakładzie.

Kilka godzin później wszystko wyglądało już zupełnie inaczej.

Puste łóżko

Po powrocie z kościoła jeden z robotników wszedł do pokoju Albina.

Łóżko było puste.

Początkowo mogło się wydawać, że chory wyszedł z pokoju. Jednak coś wzbudziło niepokój pracownika. O swoim spostrzeżeniu zawiadomił siostrę przełożoną.

Rozpoczęto poszukiwania.

Wołano Albina, zaglądano w kolejne miejsca. W końcu poszukujący weszli na strych.

Tam dokonano makabrycznego odkrycia.

Na strychu

Na strychu, gdzie zwykle rozwieszano bieliznę do wysuszenia, znaleziono wiszącego Albina Frąckowiaka.

Widok był tak przerażający, że — jak relacjonowała gazeta — młody człowiek był już „nie do poznania”.

Natychmiast podjęto próbę ratowania go. Było jednak za późno.

Albin Frąckowiak już nie żył. Jego ciało było zimne.

Przybyła policja

Około godziny po znalezieniu zwłok na miejsce przybyli funkcjonariusze Policji Państwowej z Witkowa: komendant Głowiński oraz posterunkowy Witczak.

Policjanci przeprowadzili wstępne czynności i zabezpieczyli miejsce oraz zwłoki do czasu przybycia komisji sądowo-lekarskiej.

Śmierć młodego robotnika nie była jednak dla wszystkich sprawą prostą do wyjaśnienia.

Najważniejsze pytanie pozostawało bez odpowiedzi:

Dlaczego?

„W duszy denata rozegrał się jakiś dramat”

Gazeta nie znalazła odpowiedzi na pytanie o przyczynę tragedii.

Przełożona zakładu bardzo dobrze oceniała młodego pracownika. Według jej relacji był dobrym i pilnym robotnikiem, niezwykle sumiennym w wykonywaniu obowiązków, cichym i posłusznym.

Jednocześnie zwracano uwagę na jego charakter.

Był stale zamyślony i bardzo pobożny — według słów siostry przełożonej „aż do przesady”.

Nikt jednak nie potrafił powiedzieć, co mogło skłonić go do odebrania sobie życia.

Gazeta pisała wówczas, że być może prowadzone przez policję śledztwo pozwoli uchylić „rąbek tajemnicy” tej tragedii. Jednocześnie autor artykułu zauważał, że skoro młody człowiek zdecydował się na tak desperacki krok, musiało w jego życiu wydarzyć się coś, czego otoczenie nie znało.

Syn gospodarza z Głożyny

Albin Frąckowiak pochodził z Głożyny pod Witkowem.

Był synem gospodarza posiadającego 40-morgowe gospodarstwo. Gazeta zwracała uwagę na trudną sytuację ekonomiczną rodziny. Dochody z gospodarstwa nie wystarczały na utrzymanie wszystkich jej członków, dlatego część rodziny musiała podejmować pracę zarobkową.

Tak właśnie Albin znalazł się w Mielżynie.

Miał zaledwie 18 lat.

Niespełna miesiąc wcześniej rozpoczął pracę w zakładzie Sióstr Dominikanek. Nic nie wskazywało na to, że jego pobyt zakończy się w tak tragiczny sposób.

Mielżyn mówił o tragedii

Śmierć młodego robotnika szybko stała się wydarzeniem, o którym mówił cały Mielżyn.

Przez resztę dnia na ulicach miejscowości zbierały się grupki mieszkańców. Rozmawiano o tym, co wydarzyło się w zakładzie Sióstr Dominikanek.

Ludzie próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, na które nie potrafili odpowiedzieć nawet najbliżej znający Albina.

Co wydarzyło się w duszy osiemnastolatka, który jeszcze tego samego ranka był uważany za zdrowiejącego i spokojnego pracownika?

Tego już nie wiemy.

Nie znamy również ostatecznych ustaleń prowadzonego wówczas postępowania.

Pozostała śmierć młodego człowieka, pusty pokój i strych, na którym zakończyło się jego krótkie życie.


Źródło

„Gazeta Gnieźnieńska «Lech»”, nr 67, 22 marca 1933 r.

Artykuł prasowy stanowi podstawowe źródło informacji o wydarzeniu. Data tragedii została ustalona na 19 marca 1933 r., ponieważ gazeta określa ją jako „ubiegłą niedzielę”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *