Zabójstwo gospodarza Szwabińskiego w Żelazkowie.
Dwa artykuły z rozprawy sądowej jakie zamieściła Gazeta Gnieźnieńska ,,Lech” na swych stronach w 1929 roku, a opisujące morderstwo które miało miejsce w grudniu 1928 roku.
Zwiększony wydział karny tut. Sądu Okręgowego rozpatrywał wczoraj znaną już naszym czytelnikom sprawę zabójstwa, dokonanego dnia 5 grudnia ub. roku na osobie 35-letniego gospodarza Józefa Szwabińskiego z Żelazkowa. Rozprawie, która się rozpoczęła o godz. 11.00 przewodniczy p. sędzia Daszyński, oskarżenie wnosi p. prok. Misiurewicz, a obronę prowadzi z urzędu p. mec. Józewicz. Na ławie oskarżonych zasiada 18-letni zaledwie młodzieniec Marian Hybza, pochodzący z Gniezna, który od 3 lat był zatrudniony u swego wuja śp. Szwabińskiego jako robotnik. Akt oskarżenia zarzuca Hybzie, że krytycznego dnia około godz. 19 wieczorem zastrzelił z rewolweru powracającego do domu Szwabińskiego i to z zastawieniem w rozumieniu par. 211 k.k. Trwająca przeszło 6 godzin rozprawa nie zdołała wyświetlić motywów zbrodni ani też ustalić bezpośrednich dowodów winy. Dzień dzisiejszy, w którym nastąpiła wizja lokalna w Żelazkowie w zagrodzie Szwabińskiego, tj. na terenie zbrodni oraz dalszy przewód sądowy wnieść może więcej światła do tej zaciemnionej sprawy. Na podstawie zeznań dotychczasowych światków światków i rzeczoznawców w liczbie kilkunastu ustalono w przybliżeniu następujący przebieg zajścia. Dnia 5 grudnia 1928 roku wyjechał śp. Szwabiński do Jankowa Dolnego do rolnika Bukowego, któremu miał być pomocnym przy naprawie pompy. Zeznanie Bukowego i jego córki dowodzi jednak że Szwabiński zabiegał o względy Bukowianki, którą po żniwach już trzeci raz odwiedził. Kamienie jakie mu po ostatniej bytności z niewiadomej strony rzucano na szosie pod rower mają świadczyć o tym, że Szwabiński miał w Jankowie rywala. Przeczy temu jednak zeznanie Bukowianki, która twierdzi że miała przed 3 laty tylko jednego konkurenta w Ameryce. Samo zabójstwo miało nastąpić w okolicznościach następujących: W chwili krytycznej w zagrodzie Szwabińskiego, oddalonej od wsi, domownicy, tj. siostra zabitego Wiktoria Szwabińska, jego siostrzenica 17-letnia Grządzielska oraz oskarżony Hybza znajdowali się razem w kuchni. Na odgłos szczekania psa Hybza wyszedł z izby i dostrzegł w oddaleniu kilkudziesięciu kroków światełko latarni rowerowej, zawiadamiając domowników, że wuj się zbliża. Po małej chwili Hybza wyszedł powtórnie na podwórze w rzekomym zamiarze zamknięcia drzwi od stajni. W chwili, gdy zamknął za sobą drzwi kuchenne, padł strzał, od którego 17-letnia Grządzielska przeraziła się do tego stopnia, że spadła z krzesła. W tym samym momencie słychać było trzykrotne wołanie ,,Maryś” jakoby wzywające Hybzę na pomoc. Wtem wpadł do kuchni Hybza także wielce przerażony oświadczając, że wuj został postrzelony. Wiktoria Szwabińska zapaliła latarnię i wyszła z Hybzą na podwórze, aby przyjść napadniętemu z pomocą. Szwabińskiego zastano leżącego bez ruchu przed furtką, prowadzącą na podwórze, a obok niego porzucony rower. Hybza podniósł z pomocą swej ciotki Szwabińskiego na nogi lecz go znów położył na ziemię i ze strachu uciekł za ciotką do izby, gdzie z łóżka zabitego wyciągnął rewolwer dużego kalibru i pobiegł po pewnym czasie na wieś, aby zaalarmować ludzi. W trakcie tego alarmowania wystrzelił dwa naboje, które się znajdowały w rewolwerze. Zawiadomiony po upływie kilku godzin o wypadku posterunek P.P. w Żydowie przysłał na miejsce dwóch policjantów dopiero o godz. 2 w nocy, a z Wydziału Śledczego z Gniezna przybyli dwaj funkcjonariusze (kierownik p. Szatkowski oraz urzędnik śledczy p. Olek) o godz. 8 rano. W tych warunkach nie mogło być mowy o wytropieniu ewentualnych śladów, tym więcej że w międzyczasie padał deszcz. Sekcja zwłok, przedsięwzięta przez p. d-ra Piechaczyka z Witkowa w obecności p. d-ra Musieła z Gniezna wykazała, że kula rewolwerowa przebiła Szwabińskiemu tętnicę po lewej stronie szyi i przeszedłszy przez klatkę piersiową zatrzymała się o kość żebrową poniżej łopatki. Przebicie tętnicy musiało spowodować momentalną utratę przytomności i po kilku minutach śmierć. Rewolwer, z którego ma pochodzić kula wydobyta z ciała Szwabińskiego przy sekcji, wydobył Hybza sam z przechowania pod słomą w czasie rewizji, którą przeprowadził w mieszkaniu Szwabińskiego st. post. Święcicki. Ma to być ta sama broń, z której Hybza strzelał na postrach po wypadku. Nadmienić wypada, że dwaj zawezwani rzeczoznawcy rusznikarze wypowiedzieli sprzeczne opinie: rzeczoznawca wojskowy orzekł że nie da się stwierdzić z absolutną pewnością, czy kula wydobyta przy sekcji została wystrzelona z tego rewolweru, gdy tymczasem rzeczoznawca cywilny oświadczył kategorycznie, że znaleziona kula może należeć tylko do tego systemu rewolweru jaki miał oskarżony. Poza brakiem oczywistych dowodów winy brak też wszelkich motywów zbrodni. Hybza mógł być w ostatnich miesiącach zadowolonym z traktowania, jakiego doznawał ze strony wuja, a chęć przyspieszenia jakiegoś podziału majątku po Szwabińskim nie mogła także grać roli, gdyż przydział dla rodzeństwa Szwabińskiego był już piśmiennie ustalony. Podejrzenie rzuca na Hybzę brat zmarłego Andrzej, kupiec z Poznania, który twierdził, że Hybza wydalał się w ostatnim czasie bardzo często z domu równocześnie ze swym wujem, przy czym Hybza utrzymywał, że idzie na zabawę do Jelonka. Po dzisiejszej wizji lokalnej nastąpi przesłuchanie dalszych świadków, zawezwanych na żądanie oskarżyciela i obrońcy. Wyroku można się spodziewać jeszcze w dniu dzisiejszym.
- Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów 1929.06.12 R.31 Nr133
Wczoraj, w drugim dniu rozprawy przeciw Marianowi Hybzie, posądzonemu o zabójstwo Józefa Szwabińskiego z Żelazkowa, przeprowadził sąd w godzinach popołudniowych wizję lokalną na miejscu wypadku, po czym przystąpiono do przesłuchania dodatkowych świadków tj. p. d-ra Musiela, który był obecny przy sekcji zwłok oraz dwóch posterunkowych na okoliczność, czy oskarżony w czasie przesłuchiwań był bity przez funkcjonariuszy policji śledczej i czy mu podawano jakiś ostry odurzający płyn zamiast wody, której się domagał. Zeznanie p. d-ra Musiela opiewało, że Szwabiński, po otrzymaniu postrzału mógł jeszcze na chwilę zachować przytomność i wydać okrzyk. Zeznania posterunkowych nie potwierdziły zarzutów oskarżonego. Po zamknięciu postępowania dowodowego i krótkiej przerwie zabrał głos prokurator p. Misiurewicz, wyłuszczając kolejno wszystkie momenty obciążające jego zdaniem oskarżonego. Wizja lokalna wykazała że strzał mógł paść tylko od progu domu resp. od furtki z przodu i to na bliski dystans. Dowodem winy jest dalej zdaniem prokuratora wzdryganie się oskarżonego przed bronią, od której padł Szwabiński, ukrycie broni przez Hybzę na widok policji, następnie wskazanie miejsca przechowania broni po stwierdzeniu, że oskarżony strzelał z tej broni po wypadku. Najważniejszym dowodem winy oskarżonego jest kula wydobyta podczas sekcji zwłok a pochodząca wedle opinii jednego z rzeczoznawców od rewolweru tego samego systemu oraz świadectwo Grządzielskiej i Szwabińskiej, że Hybza w chwili wystrzału był w mieszkaniu nieobecnym i zachowywał się niespokojnie. Brak motywów nie wyklucza winy, prokurator zwraca jednak uwagę na charakterystyczne odezwanie się Hybzy podczas sekcji zwłok: ,,Kto to teraz dostanie gospodarstwo, pewnie Grządzielska, bo wuja ją najwięcej lubił”. Oskarżony nie okazuje skruchy, przeciwnie, podczas wizji zachowywał się bezczelnie, wobec czego prokurator wnosi o zasądzenie Hybzy na 15 lat więzienia według par. 211 k.k. z zastosowaniem par. 57 k.k. wobec małoletności oskarżonego w chwili popełnienia czynu. Następnie zabiera głos obrońca oskarżonego p. mec. Józewicz i w świetnej, choć może nie dla całego audytorium przystępnej mowie stara się rozwiać pozory, które się jego zdaniem nagromadziły na niekorzyść oskarżonego. Zachowanie się Hybzy przed i po wypadku jest zdaniem obrońcy zupełnie naturalne. Jego spokój ujawniający się bezpośrednio przed wystrzałem w naturalnym oświadczeniu, że ,,poczeka na wuja, może dostanie od niego ćmika” przemawia tak samo na korzyść Hybzy jak i jego paniczny strach po wystrzale na widok konającego człowieka. Po wypadku jedynie Hybza stara się o przywołanie pomocy z oddalonej wsi. Zupełnie naturalnym jest chowanie broni przed policją, jeżeli się uwzględni, że broń taka jak nagan jest przedmiotem cennym dla kłusowników i że Hybza wzrósł w atmosferze kłusownictwa. Oskarżony, jako umysł niedojrzały, nie uprzytomnił sobie, że nielegalne posiadanie broni jest rzeczą podrzędną wobec sprawy wykrycia ciężkiej zbrodni. Śledztwo zostało zdaniem obrońcy zaciemnione przez policjantów, pragnących się wykazać w śledztwie. Analizując zeznania poszczególnych świadków, przyznaje obrońca, że główni świadkowie oskarżenia Grządzielska i Szwabińska zeznawali subiektywną prawdę, lecz obiektywnie zeznania ich mogą być mylne, Grządzielska zeznała pierwotnie, że Hybza w chwili wystrzału był w kuchni, a dopiero dwa tygodnie później, po wydaniu broni przez Hybzę i jego zaaresztowaniu pod zarzutem zabójstwa, skonstruowała sobie przebieg wydarzeń wedle potrzeb logiki podporządkowanej ,,oczywistym” dowodem winy aresztanta. Także zeznania siostry zabitego Wiktorii i brata Andrzeja, który przytoczył sensacyjną opowieść o minięciu się Hybzy w lesie z niedostrzeżonym przezeń wujem, należy wytłumaczyć sugestią rodziny, będącą rezultatem procesów myślowych u świadków po zaaresztowaniu Hybzy. Obrońca oświadcza, że w rozprawie tej nie toczy się walka pomiędzy prokuratorem a obrońcą lecz pomiędzy oskarżonym a policją. Policja jest tutaj naturalnym wrogiem oskarżonego gdyż przyaresztowany przez nią i traktowany jak winowajca oskarżony musi iść do więzienia. Za daleko idące wnioski policjanta uczyniły z głuptaska prawie genialnego zbrodniarza i symulanta. Szczególny nacisk kładzie obrońca na nagły zwrot w zeznaniach Grządzielskiej i Szwabińskiej co do kwestii obecności Hybzy w kuchni podczas wystrzału z chwilą, gdy kobiety te uległy wpływowi ,,oczywistych” dowodów i ustalającej się opinii publicznej. Dalej przytacza obrońca, że Szwabińska nie przypomina sobie, by Hybza po powrocie z podwórza kładł rewolwer na stół, że gilza nagana nie odpowiada kuli i że według zeznania lekarzy strzał prawdopodobnie nie padł od strony progu. Faktem jest, że Hybza kłamał podobnie jak się plątali w zeznaniach świadkowie. Tłumaczy się to upośledzeniem umysłowym Hybzy, który wobec groźby więzienia bronił się według swego zdania w sposób najodpowiedniejszy. Brak wszelkich motywów zarówno natury uczuciowej jak i materialnej skłania obrońcę do wniosku o bezwzględne uwolnienie oskarżonego w ostatecznym razie o skazanie go za zabójstwo z lekkomyślności resp. z niedbalstwa po myśli par. 222. Prokurator zabiera powtórnie głos biorąc w obronę policję przed zarzutami obrońcy, która jego zdaniem pełniła swe obowiązki gorliwie i sumiennie. Po krótkiej replice obrońcy i ostatnim słowie oskarżonego, który twierdzi, że ,, świadki fałszywie zeznali”, sąd udał się na naradę i po półtora godzinnych naradach wydał wyrok skazujący Hybzę za zabójstwo z rozpoznaniem czynu po myśli art. 212 k.k i z zastosowaniem par. 57 k.k. (wiek młodociany) na 6 lat więzienia. Wyrok ten uzasadnił przewodniczący p. sędzia Daszyński bardzo szczególnym wywodem. Oskarżony przyjął wyrok spokojnie
- Lech. Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów 1929.06.13 R.31 Nr134