NOC GROZY W MIELŻYNIE.
Nieustanne alarmy o pożarach nie dały mieszkańcom zasnąć.
13/14 Marca 1936 roku.
( Tekst i słownictwo oryginalne z epoki )
21-03-1936 rok Gazeta gnieźnieńska ” Lech ” w Nr. 65 pisała :
Mieszkańcy Mielżyna pod Witkowem przeżywali w nocy z ub. piątku na sobotę upiorne wprost chwile. Ledwo bowiem noc okryła czarnym całunem cichą wioskę, gdy rozległy się trąbki alarmowe, zwiastuny pożaru. Jak się okazało, paliły się budynki gospodarskie w niedalekim Janowie. Po krótkim czasie, gdy ludność wioski zamierzała udać się na spoczynek rozległy się ponownie sygnały alarmowe, a równocześnie zajaśniała nad wioską czerwona łuna, która z każdą chwilą przybierała na intensywności. Przerażona ludność wybiegła z domów, by pośpieszyć z pomocą zagrożonym przez żywioł mieszkańcom. Pożar, który objął początkowo stodołę i chlew p. Kowalskiego, niebawem przeniósł się na przyległą stodołę wraz z chlewem p. Tomczaka, które też mimo wysiłków straży padły w większej połowie łupem płomieni. Zaledwie mieszkańcy wioski ochłonęli z wrażeń, gdy rozległ się trzeci alarm. Tym razem stanął w płomieniach szczyt domu mieszkalnego p. Chmiela, w którym mieściła się restauracja wraz ze składem towarów kolonialnych i pisemnych. Straż mielżyńska, której z pomocą pośpieszyła straż witkowska, zdołała zapobiec przeniesieniu się pożaru na pobliskie budynki i stłumić ogień. Niebawem jednak wybuchł on jakby ze zdwojoną siłą ponownie, i to znowu na strychu. Tymczasem znajdujące się na parterze skład oraz restauracja pozostały zamknięte. Robiło to wrażenie, jak gdyby z góry wydane były na pastwę rozszalałego żywiołu. Dopiero gdy płomienie zaczęły coraz bardziej zagrażać, podwójne drzwi stanęły otworem i można było przystąpić do ratowania dobytku. Na temat tego ostatniego pożaru krążą w wiosce różne wersje. Jest bowiem rzeczą niemożliwą, aby dom p. Chmiela miał się zająć od palącej się stodoły p. Tomczaka, gdyż szczyt jego jest wyższy o 3 metry, a poza tym dach jest pod dachówką, a mur zbudowany z palonej cegły. Nie zamierzamy tu powtarzać wieści, opowiadanych sobie przez mieszkańców, lecz odczekamy wyników śledztwa, które niewątpliwie wykaże, czy mają one jakie podstawy realne. W wyniku śledztwa wszczętego przez policję z Witkowa i Gniezna aresztowano dotąd 8 mieszkańców Mielżyna, których osadzono w areszcie w Witkowie.
I drugi artykuł o powyższym pożarze z Gazeta gnieźnieńska ” Lech ” w Nr. 70 ( Z dn. 21-03-1936 )
Echa pożarów w Mielżynie
Od zarządu Ochotniczych Straży Pożarnej z Mielżyna otrzymaliśmy pismo z prośbą o sprostowanie pewnych nieścisłości, jakie zakradły się w naszym artykule ! Główną przyczyną przerzucenia się płomieni z budynku p. Kowalskiego na sąsiednią stodołę p. Tomczaka, napełnioną po brzegi zbożem, a stąd na szczyt domu p. Chmiela, był silny wiatr, który dął w stronę tych budynków. Nikt z mieszkańców nie przypuszczał, by pożar mógł się przerzucić na dom p. Chmiela, jednak wiatr obrócił wszystkie przypuszczenia w niwecz, niosąc iskry w stronę domu p. Chmiela, którego szczyt był o 1 m. niższy od zabudowań p. Tomczaka. Przez okno na szczycie iskry wpadły na strych, wzniecając tam ogień, który mimo przerąbania przez straż domu na 2 połowy, strawił doszczętnie cały budynek. Stwierdzić należy, że drzwi do restauracji były z tego powodu zamknięte, aby nie dopuścić do rabunku mienia p. Chmiela przez ciemne indywidua, żerujące na krzywdzie ludzkiej. Mimo jednak postawienia przed drzwiami posterunku podczas ratowania przez straż mielżyńską dobytku p. Chmiela, wdarła się do wnętrza gromada rabusiów, którzy skradli duże zapasy nagromadzonych tam zapasów. Następnego dnia policja aresztowała 8 z pośród rabusiów, jednakże ze skradzionego mienia część tylko zdołano odszukać – reszta została przez sprawców ukryta w bezpiecznym miejscu. Straż mielżyńska z całym poświęceniem niosła ratunek, jednakże z braku dostatecznej ilości wody akcja jej była wielce utrudniona. Straż witkowska przybyła dopiero pod koniec akcji, gdy pożar był już w większej mierze zlokalizowany. Z powyższego wynika, że wszelkie podejrzenia, jakie mogły się nasunąć osobom zbyt podejrzliwym podczas czytania naszego pierwszego artykułu, są zupełnie nieuzasadnione.
Artykuł opisuje posesje położone współcześnie przy Placu Wolności Nr. 9, 10 i 11.
Artykuł z Lipca 1936 roku opisujący historię jednej z osób niewinnie posądzonych o kradzież podczas tego pożaru.
„Przesiedział 4 miesiące w areszcie i w rezultacie został uwolniony od winy i kary.
Donosiliśmy swego czasu o pożarze w zagrodzie p. Chmiela w Mielżynie. Działo się to w początkach marca bieżącego roku. Spalił się wówczas dom mieszkalny wraz ze składem towarów kolonialnych i wódek.
Wypadek ten miał miejsce w nocy, toteż korzystali z tej okazji różni ludzie, pragnący się tanim kosztem obłowić. Nic dziwnego, że w tym zamieszaniu posądzono też o kradzież niewinnych.
Jedną taką właśnie sprawę rozpatrywał w dniu wczorajszym Sąd Okręgowy w osobie sędziego p. Brandowskiego.
Na ławie oskarżonych zasiadł Franciszek Olszewski z Mielżyna. Został on aresztowany w marcu pod zarzutem kradzieży barometru na szkodę p. Chmiela. Sąd Grodzki w Witkowie, mimo zeznań p. Chmielowej, że kazała ona Olszewskiemu zabrać i przechować termometr, skazał go na 6 miesięcy więzienia. Skazany przesiedział przeszło 4 miesiące w areszcie, czekając na rozprawę apelacyjną w Sądzie Okręgowym.
Rozprawa wczorajsza wykazała zupełną niewinność oskarżonego, toteż p. sędzia Brandowski, podzielając wywody obrońcy p. dr. Piotrowicza, uchylił wyrok Witkowskiego Sądu Grodzkiego i uwolnił oskarżonego od winy i kary, nakładając koszta sprawy na skarb państwa. Równocześnie Sąd zarządził zwolnienie Olszewskiego z aresztu.
Jak się dowiadujemy, p. Olszewski zamierza wnieść skargę o odszkodowanie za krzywdę moralną i materialną spowodowaną niesłusznym przetrzymaniem w areszcie
Lech.Gazeta Gnieźnieńska: codzienne pismo polityczne dla wszystkich stanów. Dodatki: tygodniowy „Lechita” i powieściowy oraz dwutygodnik „Leszek” 1936.08.02 R.36 Nr178
- Obraz do artykułu powstał z wykorzystaniem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.