Jarząbkowo na łamach dawnej prasy
Dawne gazety są niezwykle cennym źródłem wiedzy o życiu codziennym mieszkańców wielkopolskich wsi. W przeciwieństwie do urzędowych dokumentów, które skupiają się głównie na własności ziemi, podatkach czy sprawach administracyjnych, prasa opisywała wydarzenia poruszające lokalne społeczności – pożary, wypadki, uroczystości religijne, działalność organizacji społecznych czy zwykłe ludzkie dramaty.
Na łamach gazet z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku Jarząbkowo pojawia się stosunkowo często. Zachowane wzmianki pozwalają odtworzyć obraz miejscowości jako aktywnego ośrodka parafialnego i rolniczego, w którym życie mieszkańców koncentrowało się wokół kościoła, organizacji społecznych oraz pracy w gospodarstwach.
29 czerwca 1876 roku
Tragiczny pożar szkoły
Jedna z najstarszych znanych prasowych wiadomości dotyczących Jarząbkowa opisuje dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się w święto św. Piotra i Pawła.
Około godziny trzeciej nad ranem wybuchł pożar miejscowej szkoły. Budynek był wzniesiony z drewna i gliny oraz pokryty słomianym dachem, co sprawiło, że ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie. Mieszkańcy nie byli w stanie skutecznie przeciwstawić się żywiołowi.
W płomieniach śmierć poniosły cztery osoby: żona nauczyciela, jej matka oraz dwoje małych dzieci. Jedynym ocalałym z rodziny był nauczyciel Grzesiecki, który doznał ciężkich poparzeń. Przyczyny pożaru nieznane.
- Kurier Poznański 1876.06.30 R.5 nr146
Tragiczny wypadek służącego z Jarząbkowa
2 czerwca 1926 roku
Na początku czerwca 1926 roku w Jarząbkowie doszło do tragicznego wypadku, który zakończył się śmiercią młodego mieszkańca wsi.
Jak informowała „Gazeta Gnieźnieńska”, Wacław Jerzak, służący pochodzący z Jarząbkowa, wracał wraz ze swoim pracodawcą z lasu. Jechali wozem załadowanym gałęziami. W pewnym momencie mężczyzna poślizgnął się na ładunku i spadł z wozu na przydrożną szosę.
Upadek okazał się tragiczny w skutkach. Nieszczęśliwy uderzył głową o znajdujący się przy drodze kamień. Siła uderzenia była tak duża, że doznał śmiertelnych obrażeń i zginął na miejscu.
Na miejsce przybyła policja, która przeprowadziła dochodzenie. Śledztwo wykazało, że zdarzenie było nieszczęśliwym wypadkiem i nie stwierdzono udziału osób trzecich.
Tragedia Wacława Jerzaka przypomina o niebezpieczeństwach codziennej pracy na wsi w okresie międzywojennym. Transport drewna i gałęzi z lasów odbywał się wówczas przy użyciu prostych wozów konnych, bez jakichkolwiek zabezpieczeń. Nawet chwila nieuwagi mogła doprowadzić do śmiertelnego w skutkach zdarzenia.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 128 z 6 czerwca 1926 r.
Strzał na drodze w Jarząbkowie
1 lipca 1927 roku
Latem 1927 roku w Jarząbkowie doszło do groźnego incydentu, który mógł zakończyć się tragedią. Jak informowała ówczesna prasa, 1 lipca około godziny 12.30 pomiędzy dwoma mieszkańcami wsi – Janem Pilarczykiem i Antonim Mazurkiewiczem – wywiązała się gwałtowna sprzeczka.
Początkowo był to zwykły konflikt słowny, jednak sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Rozgniewany Antoni Mazurkiewicz udał się do pobliskiego domu, skąd zabrał rewolwer. Następnie ruszył za oddalającym się Janem Pilarczykiem.
Na drodze publicznej oddał strzał z odległości około dwudziestu metrów. Kula trafiła Pilarczyka w pierś. Na szczęście obrażenia okazały się niegroźne i życie poszkodowanego nie było zagrożone.
Wydarzenie wywołało poruszenie wśród mieszkańców Jarząbkowa. Użycie broni palnej podczas sąsiedzkiego sporu należało do sytuacji wyjątkowych, nawet w niespokojnych czasach międzywojennych. Zachowana relacja prasowa nie podaje, co było przyczyną konfliktu ani jakie konsekwencje prawne spotkały sprawcę.
Incydent ten pokazuje, że również w spokojnych wielkopolskich wsiach dochodziło niekiedy do gwałtownych sporów, które mogły mieć bardzo poważne następstwa.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 152 z 7 lipca 1927 r.
Tragiczna śmierć młodego pastuszka w Jarząbkowie
Sierpień 1931 roku
Latem 1931 roku nad okolicami Jarząbkowa przeszła gwałtowna burza, która doprowadziła do tragicznego w skutkach wypadku.
Jak informowała „Gazeta Gnieźnieńska”, w poniedziałkowe popołudnie około godziny 17 nad powiatem gnieźnieńskim rozpętała się silna nawałnica połączona z wyładowaniami atmosferycznymi. W tym czasie na polach gospodarza Franciszka Sili w Jarząbkowie przebywał 14-letni Tadeusz Słomiak, zajmujący się pasieniem bydła.
W pewnym momencie chłopiec został trafiony przez piorun. Siła wyładowania była tak duża, że poniósł śmierć na miejscu. Wezwany lekarz, dr Dworczyk z Czerniejewa, mógł jedynie stwierdzić zgon młodego pastuszka.
Śmierć Tadeusza Słomiaka była bolesnym ciosem dla jego rodziny i mieszkańców Jarząbkowa. W okresie międzywojennym dzieci i młodzież bardzo często pomagały w pracach gospodarskich, a wypas bydła należał do ich codziennych obowiązków. Przebywanie na otwartej przestrzeni podczas gwałtownych burz wiązało się jednak z dużym niebezpieczeństwem.
Tragiczne wydarzenie z 1931 roku przypomina, jak wielki wpływ na życie mieszkańców wsi miały siły natury. Burze, wichury czy gradobicia nie tylko niszczyły plony, ale niekiedy prowadziły również do utraty ludzkiego życia.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 191 z 21 sierpnia 1931 r.
Napad na sklep w Jarząbkowie
Lipiec 1932 roku
Na początku lipca 1932 roku Jarząbkowo stało się miejscem zuchwałego napadu rabunkowego, który zakończył się ciężkim postrzeleniem jednego z mieszkańców wsi.
Jak donosiła „Gazeta Gnieźnieńska”, w nocy z niedzieli na poniedziałek nieznani sprawcy włamali się do składu kolonialnego prowadzonego przez braci Stanisława i Floriana Frankiewiczów. Tego typu sklepy należały wówczas do najważniejszych punktów handlowych na wsi, zaopatrując mieszkańców w artykuły spożywcze i codziennego użytku.
W chwili, gdy włamywacze zamierzali rozpocząć rabunek, na miejscu pojawił się Florian Frankiewicz. Zaskoczeni przestępcy obawiali się prawdopodobnie rozpoznania. Według relacji prasowej oślepili właściciela światłem latarki elektrycznej, a następnie oddali strzał z rewolweru.
Kula trafiła Frankiewicza w szyję, powodując ciężkie obrażenia. Po dokonaniu napadu sprawcy zbiegli, wykorzystując nocne ciemności. Nie udało się ich wówczas rozpoznać ani zatrzymać.
Rannego mieszkańca Jarząbkowa przewieziono do Szpitala Miejskiego w Gnieźnie, gdzie lekarze natychmiast przeprowadzili operację. Stan poszkodowanego określano jako poważny.
Wydarzenie odbiło się szerokim echem w okolicy. W okresie wielkiego kryzysu gospodarczego początku lat trzydziestych wzrastała liczba włamań, kradzieży i napadów, jednak użycie broni palnej podczas włamania do wiejskiego sklepu należało do zdarzeń wyjątkowo groźnych.
Do dziś nie wiadomo, czy sprawców udało się później schwytać. Zachowana notatka prasowa nie podaje dalszych informacji o przebiegu śledztwa ani o losach napastników.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 153 z 7 lipca 1932 r.
Pożar gospodarstwa Marcelego Stróżyńskiego w Jarząbkowie
Maj 1935 roku
Wiosną 1935 roku mieszkańcy Jarząbkowa byli świadkami groźnego pożaru, który strawił część zabudowań jednego z miejscowych gospodarstw.
Jak informował „Orędownik Wrzesiński”, w zagrodzie rolnika Marcelego Stróżyńskiego wybuchł ogień, który szybko objął zabudowania gospodarcze. W wyniku pożaru całkowitemu zniszczeniu uległa stodoła oraz przylegające do niej przybudówki.
Przyczyna pojawienia się ognia nie była początkowo znana. W związku z tym wszczęto dochodzenie mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Sprawą zajęła się policja.
Straty oszacowano na około 8500 złotych. Była to bardzo wysoka kwota jak na warunki wiejskie lat trzydziestych XX wieku. Utrata stodoły oznaczała nie tylko zniszczenie budynku, ale często również zgromadzonych zapasów zboża, paszy oraz sprzętu gospodarczego, co mogło znacząco utrudnić funkcjonowanie gospodarstwa.
Pożary należały wówczas do największych zagrożeń na wsi. Większość zabudowań gospodarczych była drewniana lub posiadała łatwopalne elementy konstrukcyjne, a dachy często kryto słomą. Wystarczała iskra z komina, zwarcie instalacji lub nieostrożność przy obchodzeniu się z ogniem, aby w krótkim czasie doszło do poważnych zniszczeń.
Pożar gospodarstwa Marcelego Stróżyńskiego był jednym z większych tego typu zdarzeń odnotowanych w międzywojennej historii Jarząbkowa.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 63 z 28 maja 1935 r.
Kolejny pożar w Jarząbkowie
17 czerwca 1935 roku
Rok 1935 zapisał się w historii Jarząbkowa jako okres szczególnie dotkliwych pożarów. Zaledwie kilka tygodni po pożarze gospodarstwa Marcelego Stróżyńskiego doszło do kolejnego groźnego zdarzenia.
17 czerwca 1935 roku ogień wybuchł w zagrodzie rolnika Jana Mazurka. Pożar szybko objął zabudowania mieszkalne, doprowadzając do zniszczenia domu oraz części wyposażenia domowego.
Według informacji zamieszczonej w „Orędowniku Wrzesińskim” straty oszacowano na około 10 000 złotych. Była to bardzo znaczna suma, odpowiadająca wartości dobrze prosperującego gospodarstwa rolnego. Na szczęście majątek był ubezpieczony, dzięki czemu właściciel mógł liczyć na rekompensatę poniesionych strat.
W chwili publikacji informacji przyczyna pożaru pozostawała nieznana. Prowadzone dochodzenie miało wyjaśnić okoliczności zdarzenia i ustalić źródło ognia.
Pożary stanowiły w okresie międzywojennym jedno z największych zagrożeń dla mieszkańców wsi. Drewniana zabudowa, łatwopalne materiały budowlane oraz przechowywane w gospodarstwach zapasy siana i słomy sprawiały, że nawet niewielki ogień mógł w krótkim czasie doprowadzić do poważnych zniszczeń.
Pożar gospodarstwa Jana Mazurka był już drugim dużym pożarem odnotowanym w Jarząbkowie w ciągu kilku tygodni 1935 roku, co musiało budzić niepokój wśród mieszkańców miejscowości.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 76 z 29 czerwca 1935 r.
Odpust w Jarząbkowie i kradzież dwóch rowerów
Sierpień 1936 roku
Odpusty parafialne należały w okresie międzywojennym do najważniejszych wydarzeń religijnych i społecznych na wielkopolskiej wsi. Do Jarząbkowa przybywali wówczas wierni z wielu okolicznych miejscowości, uczestnicząc w nabożeństwach, spotkaniach rodzinnych i towarzyskich.
Tak było również podczas odpustu w 1936 roku, kiedy do miejscowości przybyła między innymi grupa pielgrzymów z Powidza. Duże zgromadzenie wiernych przyciągnęło jednak nie tylko uczestników uroczystości religijnych, lecz także osoby liczące na łatwy łup.
Jak informowała „Gazeta Gnieźnieńska”, nieznani sprawcy wykorzystali tłok i zamieszanie panujące podczas uroczystości, dokonując kradzieży dwóch niemal nowych rowerów. Jeden z nich należał do Józefa Kownackiego z Powidza, drugi do pana Kwapicha z Kołaczkowa.
Po dokonaniu kradzieży sprawcy oddalili się w nieznanym kierunku wraz ze skradzionymi rowerami. Poszkodowani pielgrzymi nie odzyskali swojego mienia i zmuszeni byli wrócić do domów pieszo. Autor notatki prasowej z nutą ironii zauważył, że powrót odbył się „per pedes apostolorum”, czyli „na własnych nogach”.
W latach trzydziestych rower był cennym środkiem transportu, często stanowiącym poważny wydatek dla mieszkańca wsi. Kradzież dwóch niemal nowych jednośladów oznaczała dla właścicieli dotkliwą stratę.
Wydarzenie pokazuje, że nawet podczas uroczystości religijnych i odpustów, które miały charakter świąteczny i wspólnotowy, zdarzały się przypadki przestępczości wykorzystującej obecność dużych skupisk ludzi.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 190 z 18 sierpnia 1936 r.
Groźny wypadek przy młóceniu zboża w Jarząbkowie
Listopad 1936 roku
Pod koniec 1936 roku w Jarząbkowie doszło do poważnego wypadku podczas prac gospodarskich związanych z młóceniem zboża.
Jak informował „Orędownik Wrzesiński”, poszkodowaną była 54-letnia Elżbieta Syllowa, żona miejscowego wymiernika. Kobieta uczestniczyła w pracach przy kieracie napędzającym urządzenia wykorzystywane podczas omłotów.
W pewnym momencie poczuła zawroty głowy i upadła w pobliżu obracającego się drąga kieratu. Mechanizm pochwycił ją i przeciągnął kilkakrotnie wokół urządzenia, powodując poważne obrażenia.
W wyniku wypadku Elżbieta Syllowa doznała licznych ran ciętych głowy oraz nogi. Stan poszkodowanej wymagał natychmiastowej pomocy lekarskiej. Kobietę przewieziono do Szpitala Miejskiego w Gnieźnie, gdzie poddano ją leczeniu.
Wypadki podczas prac rolniczych nie należały w okresie międzywojennym do rzadkości. Młocarnie, kieraty i inne urządzenia gospodarskie, często pozbawione odpowiednich zabezpieczeń, stanowiły poważne zagrożenie dla osób przy nich pracujących. Wystarczył moment nieuwagi, osłabienie organizmu lub utrata równowagi, aby doszło do tragicznego zdarzenia.
Wypadek Elżbiety Syllowej przypomina o ciężkich warunkach pracy na wielkopolskiej wsi w pierwszej połowie XX wieku oraz o niebezpieczeństwach towarzyszących codziennym pracom gospodarskim.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 139 z 1 grudnia 1936 r.
Awantura w gościńcu w Jarząbkowie
Luty 1937 roku
Na początku 1937 roku w Jarząbkowie doszło do głośnego incydentu w miejscowym gościńcu, który został odnotowany przez regionalną prasę.
Według informacji opublikowanej w „Orędowniku Wrzesińskim”, wydarzenie miało miejsce w poniedziałek poprzedzający publikację artykułu. W lokalu należącym do pana Frąckowiaka doszło do awantury z udziałem trzech braci Biernatów, synów jednego z miejscowych gospodarzy.
Jak relacjonowała gazeta, mężczyźni znajdowali się pod wpływem alkoholu. W trakcie zajścia jeden z nich strącił figurę znajdującą się w lokalu. Gdy właściciel gościńca próbował uspokoić uczestników awantury i przywrócić porządek, sam stał się celem agresji.
Bracia Biernatowie zaatakowali Frąckowiaka, a sytuacja mogła zakończyć się znacznie poważniej, gdyby nie interwencja innych osób obecnych w lokalu. To właśnie świadkowie zdarzenia powstrzymali napastników przed dalszym biciem właściciela.
Prasa podkreślała, że poszkodowany był inwalidą wojennym oraz osobą cierpiącą na problemy nerwowe, co dodatkowo wzbudzało współczucie wobec ofiary napaści.
Gościńce odgrywały w okresie międzywojennym ważną rolę w życiu społecznym wielkopolskich wsi. Były miejscem spotkań mieszkańców, omawiania spraw gospodarczych i lokalnych wydarzeń. Zdarzało się jednak, że spożywanie alkoholu prowadziło do konfliktów i bójek, które niekiedy trafiały na łamy prasy.
Nie wiadomo, jakie konsekwencje prawne ponieśli uczestnicy zajścia. Zachowana notatka prasowa nie podaje dalszych losów sprawy.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 19 z 16 lutego 1937 r.
Punkt wymiany zboża w Jarząbkowie
1 sierpnia 1937 roku
W okresie międzywojennym Jarząbkowo rozwijało się nie tylko jako wieś rolnicza, ale również jako lokalny ośrodek usługowy. Jak informował „Orędownik Wrzesiński”, 1 sierpnia 1937 roku Mieczysław Urbaniak otworzył we wsi punkt wymiany zboża.
Rolnicy mogli wymieniać zboże na mąkę, śrutę oraz otręby, co ułatwiało zaopatrzenie gospodarstw i ograniczało konieczność wyjazdów do bardziej oddalonych miejscowości.
Choć informacja prasowa była krótka, stanowi cenne świadectwo rozwoju lokalnej przedsiębiorczości i usług w Jarząbkowie tuż przed wybuchem II wojny światowej.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 91 z 10 sierpnia 1937 r.
Włamanie do plebanii w Jarząbkowie
24 września 1937 roku
W nocy z 24 na 25 września 1937 roku doszło do zuchwałego włamania do plebanii parafii św. Marcina w Jarząbkowie. Nieznani sprawcy wykorzystali nieobecność proboszcza, ks. Łucjana Bergera, który wyjechał samochodem do Bydgoszczy.
Złodzieje dostali się do budynku od strony podwórza i rozpoczęli plądrowanie pomieszczeń. Ich łupem padła między innymi żelazna kasetka zawierająca 621,50 zł z podatku kościelnego oraz 330 zł prywatnych pieniędzy należących do proboszcza. Skradziono również aparat fotograficzny „Rosy Flex”, dokumenty, książeczkę oszczędnościową, złoty Krzyż Zasługi Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, biżuterię oraz inne przedmioty osobiste.
Łączną wartość strat oszacowano na blisko 1580 złotych.
Do zdarzenia doszło pomimo tego, że sprawcy nie zdążyli zakończyć przeszukiwania budynku. Około godziny 1.30 powracający ks. Berger spłoszył włamywaczy, którzy zdołali jednak uciec wraz ze zdobytym mieniem.
Włamanie odbiło się szerokim echem w okolicy i należało do najpoważniejszych przestępstw odnotowanych w międzywojennym Jarząbkowie.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 112 z 28 września 1937 r.
Omal nie doszło do tragedii w Jarząbkowie
Październik 1937 roku
W 1937 roku w Jarząbkowie doszło do niebezpiecznego zdarzenia, które mogło zakończyć się śmiercią małego dziecka.
Jak informował „Orędownik Wrzesiński”, córka miejscowego rymarza Franciszka Fabisia opiekowała się dzieckiem bawiącym się przed zagrodą. W pewnym momencie na krótko oddaliła się, pozostawiając je bez nadzoru.
Dziecko wykorzystało chwilę nieuwagi i zaczęło biegać w pobliżu dołu wypełnionego wodą. Nagle wpadło do zbiornika. Na szczęście powracająca opiekunka zauważyła niebezpieczeństwo i natychmiast wszczęła alarm. Dzięki szybkiej reakcji obecnych w pobliżu osób dziecko zostało w porę wydobyte z wody.
Wypadek zakończył się szczęśliwie, jednak wydarzenie przypomniało mieszkańcom o zagrożeniach, jakie na wiejskich podwórzach stanowiły niezabezpieczone studnie, stawy i doły z wodą.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 116 z 7 października 1937 r.
Młodociany sprawca kradzieży w kościele w Jarząbkowie
Styczeń 1938 roku
Na początku 1938 roku prasa opisała nietypowe zdarzenie, do którego doszło w kościele parafialnym w Jarząbkowie.
W święto Trzech Króli ujawniono sprawcę kradzieży pieniędzy ze skarbonki kościelnej. Okazał się nim 12-letni Henryk Malak, syn miejscowego kowala i gospodarza. Jak podawał „Orędownik Wrzesiński”, chłopiec został przyłapany na gorącym uczynku podczas opróżniania skarbonki.
Według relacji prasowej nie był to jednorazowy przypadek. Henryk Malak pełnił funkcję ministranta i miał wcześniej kilkukrotnie wykorzystywać swoją obecność w kościele do wyjmowania pieniędzy ze skarbonek. Skradzione kwoty przeznaczał na zakup słodyczy.
Choć sprawa miała stosunkowo niewielki wymiar materialny, wywołała poruszenie wśród mieszkańców parafii ze względu na miejsce zdarzenia oraz młody wiek sprawcy.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 11 z 25 stycznia 1938 r.
Krwawa awantura podczas odpustu w Jarząbkowie
Sierpień 1938 roku
Odpust parafialny w Jarząbkowie, który od pokoleń gromadził mieszkańców okolicznych miejscowości, stał się w 1938 roku miejscem wyjątkowo burzliwych wydarzeń.
Jak donosiła „Gazeta Gnieźnieńska”, podczas uroczystości doszło do gwałtownej bójki z udziałem grup młodych mężczyzn. Według relacji prasowej w ruch poszły noże, kastety oraz drewniane kołki. W wyniku starć kilka osób odniosło obrażenia, a na placu odpustowym wybuchł chaos.
W trakcie zamieszek przewracano stragany i zakłócano przebieg uroczystości. Interweniować próbował posterunkowy Michał Dryjański z Niechanowa, jednak wobec liczby uczestników bójki sam doznał obrażeń. Ostatecznie zmuszony był schronić się w jednym z domów w Jarząbkowie.
Po zajściu policja wszczęła dochodzenie i dokonała aresztowań uczestników awantury.
Choć relacja prasowa utrzymana była w sensacyjnym tonie charakterystycznym dla ówczesnych gazet, wydarzenie pokazuje, że nawet podczas ważnych uroczystości religijnych dochodziło niekiedy do poważnych zakłóceń porządku publicznego.
Źródło: „Lech. Gazeta Gnieźnieńska”, nr 184 z 13 sierpnia 1938 r.
Uroczystości ku czci Chrystusa Króla w parafii Jarząbkowo
Październik 1938 roku
Pod koniec października 1938 roku mieszkańcy parafii jarząbkowskiej przygotowywali się do obchodów święta Chrystusa Króla, należącego do najważniejszych uroczystości w kalendarzu katolickim okresu międzywojennego.
Zgodnie z ogłoszeniem zamieszczonym w „Orędowniku Wrzesińskim”, w niedzielę z Jarząbkowa miała wyruszyć procesja do pomnika Chrystusa Dobrego Pasterza w Czechowie. Przy pomniku zaplanowano uroczystą akademię z programem religijnym i patriotycznym. Do udziału zaproszono wszystkie organizacje i stowarzyszenia działające na terenie parafii. Na wypadek niepogody uroczystości miały zostać przeniesione do Domu Katolickiego.
W tej samej notatce wspomniano również o działalności Katolickiego Stowarzyszenia Mężów. Zapowiedziane zebranie organizacji nie odbyło się z powodu zbyt małej liczby uczestników.
Informacja ta ukazuje aktywne życie religijne parafii Jarząbkowo w ostatnich miesiącach przed wybuchem II wojny światowej oraz znaczenie, jakie odgrywały wówczas katolickie organizacje społeczne.
Źródło: „Orędownik Wrzesiński”, nr 125 z 29 października 1938 r.
To krótka, ale interesująca wzmianka pokazująca atmosferę polityczną końca lat trzydziestych oraz aktywność mieszkańców Jarząbkowa w okresie poprzedzającym wybory parlamentarne.
Rewizje policyjne w Jarząbkowie
Listopad 1938 roku
Na początku listopada 1938 roku funkcjonariusze Policji Państwowej przeprowadzili w Jarząbkowie serię rewizji związanych z poszukiwaniem ulotek o charakterze antywyborczym. Działania te wpisywały się w szersze działania władz państwowych prowadzone przed wyborami do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej.
Według informacji opublikowanej przez „Orędownik Wrzesiński”, przeszukania przeprowadzono między innymi u Franciszka Frąckowiaka, Dominika Karbowiaka, Kazimierza Czołgosza oraz Mieczysława Gewry. Policja poszukiwała materiałów propagandowych nawołujących do bojkotu wyborów lub krytykujących obowiązujący system polityczny.
Przeprowadzone rewizje nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Jak odnotowała gazeta, nie znaleziono żadnych poszukiwanych materiałów, a działania zakończyły się wynikiem negatywnym.
Wzmianka ta stanowi ciekawy przykład zainteresowania władz nastrojami społecznymi na wielkopolskiej wsi w ostatnim roku przed wybuchem II wojny światowej.
Źródło: Orędownik Wrzesiński, nr 130 z 10 listopada 1938 r.
Kopnięty przez konia – nieszczęśliwy wypadek w Jarząbkowie
Listopad 1938 roku
W listopadzie 1938 roku w Jarząbkowie doszło do poważnego wypadku podczas prac gospodarskich. Poszkodowanym był miejscowy rolnik Marcin Kotecki, który został kopnięty przez konia.
Uderzenie okazało się wyjątkowo groźne. Mężczyzna doznał naruszenia szczęki, stracił kilka zębów oraz odniósł inne obrażenia ciała. Stan poszkodowanego wymagał specjalistycznej pomocy medycznej, dlatego przewieziono go do szpitala we Wrześni.
Wypadki z udziałem koni nie należały wówczas do rzadkości. Zwierzęta stanowiły podstawową siłę pociągową w gospodarstwach rolnych, a codzienna praca przy nich wiązała się z ryzykiem urazów. Zdarzenie z Jarząbkowa przypomina o niebezpieczeństwach, z jakimi musieli liczyć się mieszkańcy wielkopolskiej wsi w okresie międzywojennym.
Źródło: Orędownik Wrzesiński, nr 132 z 18 listopada 1938 r.
Towarzystwo Śpiewu w Jarząbkowie
Listopad 1938 roku
Jesienią 1938 roku mieszkańcy Jarząbkowa podjęli działania zmierzające do uporządkowania i rozwinięcia działalności miejscowego chóru kościelnego. W niedzielę poprzedzającą 22 listopada w sali Domu Katolickiego odbyło się zebranie organizacyjne Towarzystwa Śpiewu.
Obradom przewodniczył Tomasz Bernat, a uczestnicy podkreślali, że chór kościelny funkcjonował już wcześniej, jednak nie posiadał formalnej struktury organizacyjnej. Podczas spotkania wybrano zarząd stowarzyszenia. Prezesem został Czesław Wichliński z Czechowa, funkcję sekretarza powierzono Tomaszowi Sylli z Jarząbkowa, skarbniczką została Konstancja Stachowiakówna, natomiast obowiązki bibliotekarki objęła Maria Macieszkówna.
Do nowo organizowanego Towarzystwa Śpiewu zapisało się 26 osób, co świadczyło o dużym zainteresowaniu mieszkańców działalnością muzyczną i religijną. W trakcie zebrania p. Gauza przedstawił również nowy statut chórów kościelnych, omawiając najważniejsze zmiany organizacyjne.
Po zakończeniu części oficjalnej uczestnicy spotkania wzięli udział w wieczorku tanecznym. Wydarzenie było jednym z przejawów aktywnego życia społecznego i kulturalnego parafii jarząbkowskiej w ostatnich miesiącach przed wybuchem II wojny światowej.
Źródło: Orędownik Wrzesiński, nr 134 z 22 listopada 1938 r.
Włamanie do gospodarstwa Sylwestra Urbaniaka w Jarząbkowie
Grudzień 1938 roku
W nocy z 15 na 16 grudnia 1938 roku nieznani sprawcy dokonali włamania do gospodarstwa Sylwestra Urbaniaka, właściciela 74-morgowego gospodarstwa w Jarząbkowie.
Złodzieje dostali się do mieszkania po wybiciu szyby w oknie. Ich łupem padły przede wszystkim przedmioty zakupione dzień wcześniej. Skradziono między innymi skórzaną tekę, kapę na leżankę, kasetę z kompletem noży, widelców, łyżek i łyżeczek dla dwunastu osób, a także około 15 litrów wina oraz inne drobne przedmioty.
Poszkodowany oszacował straty na około 200 złotych, co w realiach końca lat trzydziestych stanowiło znaczną kwotę. Policja wszczęła dochodzenie w celu ustalenia sprawców, jednak w chwili publikacji prasowej pozostawali oni niewykryci.
Zdarzenie było kolejnym odnotowanym w tym okresie przypadkiem włamania na terenie Jarząbkowa. W latach trzydziestych lokalna prasa kilkukrotnie informowała o kradzieżach i włamaniach zarówno do prywatnych gospodarstw, jak i obiektów należących do parafii.
Źródło: Orędownik Wrzesiński, nr 149 z 29 grudnia 1938 r.
Dawna prasa jako kronika życia wsi
Zachowane wzmianki prasowe ukazują Jarząbkowo jako żywą i aktywną społeczność. Obok wydarzeń religijnych i społecznych odnajdujemy informacje o wypadkach, działalności organizacji, pracy rolników oraz codziennych problemach mieszkańców.
Artykuł ma charakter otwarty i będzie uzupełniany o kolejne odnalezione materiały prasowe dotyczące historii Jarząbkowa.